Antysemita i świnia! [FELIETON]

Paręnaście dni temu z okazji rocznicy dokonania mordu sądowego na generale Auguście Fieldorfie „Nilu” (generała stracono 24 lutego 1953 roku) Paweł Kukiz prowokacyjnie, ale zgodnie z prawdą przypomniał, że sędziowie, którzy skazali na śmierć zastępcę Komendanta Głównego AK, „byli Żydami”. Dosłownie napisał na Facebooku: „Dziś 66 rocznica zamordowania Augusta Fieldorfa „Nila”. Na karę śmierci skazany został przez „sąd” pod przew. Żydówki Marii Gurowskiej, córki Moryca i Frajdy z Eisenmanów. W składzie „sędziowskim” było jeszcze dwóch Żydów – Emil Merz i Gustaw Auscaler”. Nikt z osób publicznych, historyków, polityków, czy dziennikarzy nie zanegował tych faktów (potwierdzono je nawet, ustalając, że pierwsza z osób orzekała w sądzie I instancji, a dwie następne w składzie Sądu Najwyższego), ale podniósł się nadzwyczajny międzynarodowy klangor, w wyniku którego ustalono, że pan Kukiz jest antysemitą, a dziennikarz Gazety, która najmocniej w Polsce nienawidzi „mowy nienawiści” nazwał go „świnią”. Rodzi się w tym miejscu pytanie, czy ów „antysemityzm” jest jeszcze tym samym, czym kiedyś się wydawał, czy czymś zupełnie nowym, o czym za bardzo nie mamy pojęcia.
Otóż, zgodnie z definicją, jaką można znaleźć w najbardziej podręcznej encyklopedii świata, czyli w Wikipedii, „antysemityzm to postawa wyrażająca dyskryminację, uprzedzenie, niechęć i wrogość w stosunku do Żydów oraz osób pochodzenia żydowskiego, postrzeganych jako grupa religijna, etniczna lub rasowa, argumentowana powodami religijnymi, gospodarczymi lub politycznymi”. A zatem, żeby mówić o antysemityzmie, trzeba żywić „uprzedzenie, niechęć i wrogość”, albo „dyskryminować”, tymczasem w wypowiedzi pana Kukiza nie ma tych postaw ani uczuć, jest tylko bezstronne stwierdzenie „obiektywnych faktów”, czyli prawdy. Owszem, czasem i „obiektywne fakty” mogą być podane w taki sposób, że nie one same, tylko najbliższy kontekst wnosi do wypowiedzi aspekt nienawistny, ale w tym przypadku tak nie było. Pan Kukiz prowokacyjnie zareagował na nagonkę, jaką w ostatnich tygodniach przeciw nam rozpętali przeróżni wysocy oficjele władz nietykalnego Izraela i sekundujący im dziennikarze.
Zatem, czy ten Kukizowy „antysemityzm” jest na pewno tym samym, za co uznaje antysemityzm encyklopedia albo słownik języka polskiego? Rzekomo my Polacy, jak ustalili specjaliści w różnych częściach świata, wyssaliśmy go z mlekiem matki, choć sami chyba dobrze nie wiemy, co wyssaliśmy. Dlatego rozsądnie zareagował pan Kukiz na prowokacyjne zaczepki i obelgi ze strony uznających chętnie pozasłownikowe rozumienie tego pojęcia dziennikarzy i polityków i zapowiedział, że każdy przypadek obrażania go epitetem „antysemity” będzie zgłaszał do prokuratury. Może to i dobry pomysł, ale czy wykonalny? Od razu zjawiły się tabuny specjalistów, nienawidzących z urzędu „mowy nienawiści”, którzy nazwali pana Kukiza „świnią” i dyskusja na razie się zamknęła. Tymczasem pozostaje zadanie dla uczonych, aby ustalili, o ile to możliwe, jaka była nasza prawdziwa historia i jaki był w niej udział dobrych i złych Polaków oraz dobrych i złych Żydów bez ukrywania tych drugich, bo historia współżycia tych dwóch nacji na naszych ziemiach nie zawsze była sielankowa, ale trudno uwierzyć, że i tym razem wina za to miałaby być wyłącznie nasza.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Staszek w biznesie, czyli sport po płocku [FELIETON]

„Staszek chciał się sprawdzić w biznesie” – w ten sposób w 2001 r. minister skarbu …