100 lat „niepodległości” [FELIETON]

Niedawno świętowaliśmy 1050-lecie powstania państwa, teraz będziemy świętować 100-lecie odzyskania politycznej niepodległości po 123 latach niewoli. Zapowiada się smutne świętowanie. Smutne głównie dlatego, że te 100 lat wolności doprowadziły nasz naród, czy nasze społeczeństwo, jak się to dziś poprawnie nazywa, do dramatycznego rozbicia, którego skutki odczuwamy na każdym kroku. Podziały są tak wielkie, że trudno się nie tylko spotkać na wspólnym świętowaniu, ale trudno porozmawiać z człowiekiem bez groźby narażenia się na konflikt. Będzie więc osobne świętowanie przez stronę rządową z „Marszem Niepodległości” w roli głównej i osobne przez stronę opozycyjną, m.in. z „Igrzyskami Wolności” w Łodzi. Tak więc mamy na razie 100-lecie niepodległości, jedno państwo, dwa narody, albo dwa plemiona, i dwie sprzeczne koncepcje, jak to jedno państwo urządzić, aby zmieścili się w nim wszyscy, a do tego w zgodzie. To jest trudne, wprost niewykonalne.
Konflikt, który leży u podstaw tych podziałów, dotyczy spraw zasadniczych, czyli absolutnych pryncypiów, na których ma być zbudowane niepodległe państwo. Konkurują ze sobą od lat dwie zwalczające się koncepcje. Jedna to koncepcja liberalna, nowoczesna, bliska koncepcjom, na których buduje się dziś Europę, odcinająca się od korzeni kultury i cywilizacji. To koncepcja jednocząca osiągnięcia gigantycznego postępu technologicznego z wątpliwym „postępem” obyczajowym i moralnym. To utopijna wizja szczęśliwego świata i społeczeństwa wyzwolonego spod wpływu religii chrześcijańskiej, gwarantująca jednostce realizację jej przeróżnych potencjalności, łącznie z tymi, które wynikają z jej naturalnych, często bardzo niskich instynktów, a które zostały w myśl tej koncepcji podniesione do rangi zdrowej, wolnej od miana zła, czy grzechu, jakości. U nas do tego projektu usiłuje nas podłączyć Koalicja Obywatelska. Stąd nowy prezydent Warszawy obiecuje, że udzieli ślubu pierwszej parze gejów w Polsce, a prezydent innego miasta, praktykujący katolik, nie będzie miał oporu wziąć udziału w paradzie równości, której haseł w żaden sposób z katolicyzmem pogodzić się nie da.
Temu projektowi usiłuje się przeciwstawić konserwatywna koncepcja zbudowana na fundamentach naszej kultury i cywilizacji, reprezentowana przez „faszystowski” rząd Prawa i Sprawiedliwości, któremu wydaje się, że można jeszcze w zmodernizowanej Europie ocalić zarówno silną pozycję religii, jak i generowany przez nią system wartości z jasnym oddzieleniem dobra od zła, normy od dewiacji, zdrowia od choroby, gdzie zabicie nienarodzonego dziecka, zwane aborcją, będzie postrzegane jako zło, także związek erotyczny dwóch mężczyzn, czy kobiet, będzie oznaką zachowania moralnie złego, a takiego przecież legalizować nie można. Ta koncepcja stoi raczej na pozycjach przegranych, ale walka o nią wcale nie jest walką błahą, to nie jest spór o sprawy nieistotne. To jest prawdziwa wojna o duszę świata, o duszę tego narodu, o jego prawdziwą, wewnętrzną, duchową niepodległość. Nie sztuką jest uzyskać niepodległość polityczną, czy ekonomiczną, i sprzedać ją tanio za unijne srebrniki, sztuką jest wybić się na prawdziwą niepodległość ducha, który z odwagą staje w prawdzie, prawdy szuka, w prawdzie wznosi gmach swojej państwowości. Ale na taką niepodległość przyjdzie nam jeszcze długo czekać, może kolejnych 100 lat.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Piszę tuż przed wyborami, zatem powinienem na ten temat, ale nie bardzo wiem co… Tekst …

Dwa terrory [FELIETON]

Szerokim echem w całej Polsce odbiły się awantury, jakie miały miejsce podczas tzw. „marszu równości” …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.