Z wędkarskiego notatnika

Teraz już nigdzie się nie śpieszę, nic mnie nie pędzi. Może trochę tylko ciekawość rzeki, jej nieznanych mi jeszcze, kuszących dalszych odcinków. Niewiadoma, nieodkryta, tajemnicza i zagadkowa dal. Obiecująca dal – tak mi się przynajmniej wydaje. Dzisiaj postanowiłem ją nieco zbliżyć i skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Bo przecież odkrywanie, uchylanie rąbka tajemnicy jest samo w sobie tak pasjonujące!
Nie spodziewam się żadnych wędkarskich sukcesów, jest już zbyt słonecznie, gorąco i późno. Chcę jedynie wiedzieć, co jest dalej. Czy ta dal jest lepsza czy gorsza, bardziej czy mniej obiecująca. Zagłębiam się w nią zatem, delektując się jej nowością. Ciekaw każdego kawałka wody, skrawka brzegu, krzaczka, chłonę wszystko radośnie. Wszystko niby podobne, ale inne, ciekawsze, bardziej pociągające. I gdy w końcu czuję już znużenie, myślę coraz częściej o powrocie, znowu, jak niegdyś, w pierwszym zetknięciu z rzeką, widzę w dali elektryzujący magią przelew. Słyszę gwałtowny, narastający łoskot rozległego bystrza i czuję natychmiastowy przypływ energii. Myślę sobie: jeszcze tylko to bystrze i wracam. Jest już zbyt gorąco, łowienie staje się zbyt nużące i mniej frapujące niż jeszcze chociażby godzinę wcześniej.
Miejsce jest jednak zachwycające. Załamanie dna, za nim rzeka w długim, łagodnym opadzie. Mnóstwo dużych głazów i kamieni. Nurt skacze od brzegu do brzegu. Z hukiem rozbija się i przetacza przez napotkane na drodze głazy, wymywając głęboką rynnę na łuku rzeki. W końcu nieco niżej z wolna gaśnie, gubi się i zawraca, tworząc głęboki odmęt. Chciałoby się rzec: tu wprost pachnie pstrągiem, on tu na pewno jest. Tylko, czy teraz, w tym słońcu, mogę mieć choć cień nadziei? Mimo wszystko czuję przypływ emocji i przynaglającą żądzę łowów. Koło takiego kawałka wody nie da się przejść obojętnie, nie wykonując choćby kilku rzutów. Nawet z góry wiedząc, że szanse są nikłe, prawie żadne. Z wędkarskiego notatnika
Teraz już nigdzie się nie śpieszę, nic mnie nie pędzi. Może trochę tylko ciekawość rzeki, jej nieznanych mi jeszcze, kuszących dalszych odcinków. Niewiadoma, nieodkryta, tajemnicza i zagadkowa dal. Obiecująca dal – tak mi się przynajmniej wydaje. Dzisiaj postanowiłem ją nieco zbliżyć i skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Bo przecież odkrywanie, uchylanie rąbka tajemnicy jest samo w sobie tak pasjonujące!
Nie spodziewam się żadnych wędkarskich sukcesów, jest już zbyt słonecznie, gorąco i późno. Chcę jedynie wiedzieć, co jest dalej. Czy ta dal jest lepsza czy gorsza, bardziej czy mniej obiecująca. Zagłębiam się w nią zatem, delektując się jej nowością. Ciekaw każdego kawałka wody, skrawka brzegu, krzaczka, chłonę wszystko radośnie. Wszystko niby podobne, ale inne, ciekawsze, bardziej pociągające. I gdy w końcu czuję już znużenie, myślę coraz częściej o powrocie, znowu, jak niegdyś, w pierwszym zetknięciu z rzeką, widzę w dali elektryzujący magią przelew. Słyszę gwałtowny, narastający łoskot rozległego bystrza i czuję natychmiastowy przypływ energii. Myślę sobie: jeszcze tylko to bystrze i wracam. Jest już zbyt gorąco, łowienie staje się zbyt nużące i mniej frapujące niż jeszcze chociażby godzinę wcześniej.
Miejsce jest jednak zachwycające. Załamanie dna, za nim rzeka w długim, łagodnym opadzie. Mnóstwo dużych głazów i kamieni. Nurt skacze od brzegu do brzegu. Z hukiem rozbija się i przetacza przez napotkane na drodze głazy, wymywając głęboką rynnę na łuku rzeki. W końcu nieco niżej z wolna gaśnie, gubi się i zawraca, tworząc głęboki odmęt. Chciałoby się rzec: tu wprost pachnie pstrągiem, on tu na pewno jest. Tylko, czy teraz, w tym słońcu, mogę mieć choć cień nadziei? Mimo wszystko czuję przypływ emocji i przynaglającą żądzę łowów. Koło takiego kawałka wody nie da się przejść obojętnie, nie wykonując choćby kilku rzutów. Nawet z góry wiedząc, że szanse są nikłe, prawie żadne.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Wiosenne bolenie

Bolenie opuszczają zimowiska bardzo wcześnie, zaraz na początku wiosennych przyborów rzek. Już w połowie marca …