Najnowsze informacje

Z wędkarskiego notatnika

Dzisiaj jadę sam, na wczesną popołudniówkę. Postanawiam jeszcze raz spróbować szczęścia powyżej Ząbrowa, w olchach, na prostce przed linią wysokiego napięcia. Kiedy wyjeżdżam z Kołobrzegu, od zachodu nadciągają ciemnogranatowe chmury, zaczyna kropić deszcz. Gdy docieram na miejsce pada już intensywnie. Nie wygląda to dobrze, mam wątpliwości, czy jest nadzieja aby w niedługim czasie deszcz nieco chociaż osłabł. Chwilę waham się – czekać na dalszy rozwój sytuacji, czy mimo wszystko szykować się do wędkowania? Ryzykuję. Wyciągam z bagażnika samochodu spodniobuty, nieprzemakalną ceratową kurtkę. Ubieram się. Składam spinning. Jeszcze zwlekam. Nieco zgorzkniały palę papierosa, mając nadzieję, że może jednak… O dziwo deszcz słabnie! Idę. Nim dochodzę do rzeki, deszcz niemal zupełnie przestaje padać.
Woda w Parsęcie znowu podniosła się przez noc. W olchach, na brzegu jest aż do kolan, miejscami nawet do połowy uda. Zaczynam od miejsca, w którym złowiłem swojego pierwszego tegorocznego letniego „srebrniaka”. W jednym z kolejnych poprowadzeń woblera, w pobliżu mojej burty brzegowej, wyczuwam dwa następujące po sobie trącenia. Ryba jednak nie zapina się. Jestem przekonany, że te trącenia woblera to efekt zainteresowania przynętą smolta troci. Mimo to, dla spokoju sumienia, wykonuję w tym miejscu jeszcze kilka rzutów. Nic jednak już się nie dzieje.
Po dwóch kwadransach, mniej więcej w połowie prostki w olchach, w czwartym, może piątym poprowadzeniu przynęty, mam w nurcie miękkie, zdecydowane branie! Zaraz po zacięciu ryba błyskawicznie podpływa pod powierzchnię wody.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Przelew

Stoję w swoim ulubionym miejscu. Woda jest taka akurat. Idzie mocno, a trzydzieści metrów niżej …

Letnie karasie (2)

Budowa ciała karasia umożliwia mu łatwe poruszanie się nawet w największej podwodnej dżungli. Po przekroczeniu …