Wiosna z obrotówką (1)

Biorąc pod uwagę różnorodność łowisk, gatunki poławianych ryb i zmienne warunki spinningowania, moją bezapelacyjne najlepszą przynętą okazała się błystka obrotowa. Myślę, że o jej skuteczności w tym okresie decydują w głównej mierze sposób pobierania pokarmu przez ryby oraz mała przejrzystość wody.
Moja przygoda z obrotówkami zaczęła się nad rzeką Świder ponad czterdzieści lat temu. Dostałem wtedy od doświadczonego zaprzyjaźnionego wędkarza dwie błystki. Jedna była złota i miała okrągłe skrzydełko, a druga srebrna z wąską paletką. Takie pojęcia, jak kąt wirowania, kolory paletek czy chwosty na kotwiczkach nikogo wtedy nie obchodziły. Wirówki – bo tak je wtedy nazywano – miały po prostu wirować. Ich rozmiary były słuszne, można je porównać do dzisiejszej trójki, ponieważ tylko taką przynętą dało się zarzucić grubą żyłką o średnicy minimum 0,30 mm. Przynęt się nie zrywało, bo na takim powrozie na zaczepach rozginały się druciane kotwice. W najgorszym razie nurkowało się po bezcenne wabiki. Kto miał obrotówki, ten łowił ryby – były to przeważnie rzeczne i stawowe okonie i szczupaki, ale trafiały się też klenie i jazie.
Sezon spinningowy na wodach nizinnych rozpoczynam zazwyczaj w połowie kwietnia, gdy Wisła i jej dopływy zaczynają wracać do koryta. Brzegi są już zielone, a na wierzbach widać pierwsze listki. Budząca się po zimie przyroda sprawia, że do wody trafia coraz więcej larw owadów, chrząszczy i innego robactwa, które niesione z prądem wody zjadane są chętnie przez ryby. Często obserwuję wtedy na powierzchni wody liczne spławy. Zwłaszcza jazie lubią taki sposób żerowania. Dla nizinnego spinningisty to trudna pora.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Czerwiec z wędką nad Bałtykiem (2)

Na robaka weźmie niekiedy troć wędrowna, pstrąg tęczowy, węgorz, ale najczęściej będzie to któraś z …