Wigilijna opowieść (2)

W kolejnych rzutach skupiam się na penetracji błystką końcowej części niecki i stopniowo wypłycającym się jej wymiale. I właśnie tam, u podstawy pokrytego żwirem i pojedynczymi niewielkimi kamieniami wyniosłości wymiału, branie! Szybkie, dobrze wyczuwalne. Niestety, ryba nie zapina się. A jednak! Natychmiast podnosi mi się ciśnienie. Trochę szkoda, że nawet jej nie poczułem, nie zobaczyłem. Zaraz pocieszam się, że jeżeli to lipień, to być może jeszcze nic straconego. Może pochwyci błystkę ponownie, jeżeli nie tą, to inną. Rzucam znowu w to samo miejsce. Kilka obrotów korbką kołowrotka, puknięcie! Tym razem delikatne, nie do zacięcia. Rzucam dalej, nic już jednak się nie dzieje. Zmieniam błystkę na inną. Rzucam. Bez efektu. Gaśnie nadzieja na ponowne sprowokowanie ryby do brania, ale jeszcze próbuję, jeszcze się łudzę. W końcu, gdy kolejne zmiany błystek nie przynoszą pożądanego rezultatu, przychodzi zwątpienie, okraszone dodatkowo nutką goryczy, bowiem szczęście było tak blisko. Odpuszczam to miejsce. Idę dalej.
To branie, jednak prócz krótkotrwałej goryczy, tchnęło we mnie nową, jeszcze silniejszą wiarę. Pozwalało mieć nadzieję, że na tym nie koniec, że jeszcze może coś się wydarzyć, bo przecież przede mną wiele innych ciekawych miejsc na rzece. Najważniejsze, że chcą brać.
Kilkanaście metrów dalej atrakcyjne przewężenie. Nurt pogłębia się i przyspiesza. Na piaszczysto-żwirowym dnie porozrzucane pojedyncze kamienie, przerzedzone już warkocze obumierającej podwodnej roślinności. Rzucam błystkę pod drugi brzeg. Prowadzę ją wolno, po łuku, w poprzek koryta rzeki, w pół wody. Wyczuwam na wędce każdy jej obrót, wahnięcie, zmianę rytmu pracy… Nagle, zupełnie niespodziewanie, na środku rzeki, branie!

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Czerwiec z wędką nad Bałtykiem (1)

Łowienie ryb w morzu to duża frajda, która ściąga nad Bałtyk coraz liczniejsze rzesze wędkarzy. …