Toniowe spinningowanie (3)

Klasyczne łowienie z opadu polega na prowadzeniu przynęty skokami po dnie. W toni łowię podobnie, czyli skokami, tyle że przynęta nie dochodzi do dna. Wygląda to tak, że pozwalam gumie opaść na wybraną głębokość (najczęściej od 5 do 12 m), po czym podrywam ją na pół metra i czekam, aż opadnie. Poderwanie, dłuższy lub krótszy opad i znowu poderwanie. To świetny sposób na toń, bowiem podczas jednego rzutu – wydłużając lub skracając czas opadania wabika – można spenetrować kilkumetrową warstwę głębi. Warto dodać, że im bardziej przejrzysta woda, tym z większej odległości drapieżnik ruszy do przynęty.
Przy tej metodzie łowienia brania następują najczęściej podczas opadania przynęty. Atak dużego okonia sygnalizowany jest często „sandaczowym” puknięciem, natomiast podczas brania mniejszych sztuk żyłka lub plecionka nagle przestaje opadać. Oczywiście nie jest to regułą, bo czasem bywa dokładnie odwrotnie.
W toni można też prowadzić przynętę jednostajnie. Zapewniam, że jest to również dobry sposób, szczególnie jeśli się już znajdzie ryby na konkretnej głębokości.
Nie wiem, do jakiej głębokości mogą schodzić toniowe okonie i szczupaki. Najgłębiej miałem branie gdzieś na 15 – 18 metrach (w jeziorze o maksymalnej głębokości 25 m). Natomiast najczęściej toniowce biorą mi na 5 – 12 m (nawet w jeziorach o głębokości ponad 50 m). W tej strefie wody prowadzę też głównie wabik.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Wigilijna Opowieść (1)

Tego ranka aura nie zachęcała do wyjścia nad wodę. Grudniowy dzień zapowiadał się zimny i …

Ze spinningiem w zawadach

Przynęta prowadzona przez zawady powinna się odbijać od każdej napotkanej przeszkody. Będzie wtedy robić wrażenie …