Toniowe spinningowanie (1)

Kilkunasto-, kilkudziesięciometrowe tonie jezior sielawowych długo jeszcze będą dla nas wielką tajemnicą. Kto w nich łowi? Trollingowcy? Tak, oni niekiedy zaglądają na głębiny, tyle tylko, że ich przynęty najczęściej penetrują toń w pobliżu rozmaitych górek podwodnych, spadów, wypłyceń, itp. W przepastnych głębinach z płaskim dnem trudno znaleźć cokolwiek, co mogłoby dać choć cień podejrzenia, że gdzieś w pobliżu kręcą się ryby. O wiele czytelniejsze, zapewniające więcej szans na udany połów są właśnie łowiska płytsze – np. 8-12 metrowe, z urozmaiconym dnem.
A na jeziorach, na których nie wolno używać silników spalinowych? Tutaj trolling sprowadza się zwykle do spenetrowania „na wiosłach” wybranego odcinka stoku przybrzeżnego lub też zarzucenia przynęty przy okazji przepływania na inne łowisko bądź powrotu do brzegu. Tonią nikt nie zawraca sobie głowy.
No, prawie nikt, bowiem rybacy (przynajmniej niektórzy) wiedzą, co w trawie – głębinie – piszczy. Na szczęście oni także najczęściej stawiają siatki w miejscach, w których szansa na obfity połów jest największa. A więc nie w środku przepastnej, monotonnej toni, ale raczej na jej obrzeżach.
Po co łowić w toni, skoro to takie trudne i nie daje gwarancji udanego połowu? Przecież w wielu jeziorach można znaleźć kapitalne, śródjeziorne łowiska (np. górki podwodne), z równie wspaniałymi rybami. No cóż, muszę przyznać, że nie mam szczęścia do takich bankowych łowisk – albo są masowo oblegane przez wędkarzy, albo systematycznie czesane przez rybaków (często jedno i drugie). Poza tym, w moich ulubionych jeziorach sielawowych górek jest jak na lekarstwo i trudno przy nich o konkretną zdobycz. Szczególnie w środku dnia, kiedy najczęściej wyruszam na łowy. Muszę więc szukać szczęścia gdzie indziej.
I jeszcze jedno: nieprzenikniona toń jeziora może być fascynująca. Rybacy kilka razy opowiadali mi o głębinach i żyjących w nich drapieżnikach: głównie tłuściutkich okoniach i szczupakach, przemierzających tonie w ślad za stadami sielaw. A że nic mnie tak nie cieszy jak złowienie wielkiego, toniowego garbusa, toteż poluję głównie w miejscach, w których mogę się z nim spotkać. Toń bez wątpienia jest takim łowiskiem.
W toni łowię tylko w dużych jeziorach, w których żyją sielawy.

Zobacz kolejny artykuł

Wigilijna Opowieść (1)

Tego ranka aura nie zachęcała do wyjścia nad wodę. Grudniowy dzień zapowiadał się zimny i …

Ze spinningiem w zawadach

Przynęta prowadzona przez zawady powinna się odbijać od każdej napotkanej przeszkody. Będzie wtedy robić wrażenie …