Przedwiośnie z miętusem (1)

Wędkarską przygodę z miętusami w okresie przedwiośnia zaczynałem dawno temu, w latach swojej młodości, na Mazowszu, nad atrakcyjnym wówczas – bowiem stosunkowo dzikim, malowniczym, spokojnym i cichym, i co najistotniejsze – rybnym jeszcze Świdrem, podwarszawskim dopływem Wisły. Zasadzałem się na nie najczęściej po zmroku – wieczorem lub przed świtem – z tzw. „denką”, najprostszą wersją wędki gruntowej z dzwoneczkiem. I łowiłem je z dobrym skutkiem nierzadko aż do połowy maja.
Miętus występuje w rzekach i jeziorach o zimnej, dobrze natlenionej wodzie. W związku z tym, że takich wód mamy w Polsce coraz mniej, jego zasięg występowania i liczebność stale się zmniejsza. Do niedawna uważano go za szkodnika wyjadającego ikrę i narybek wielu cennych gatunków ryb. Dlatego nie widziano potrzeby jego ochrony, nie miał ani wymiaru, ani okresu ochronnego. Dopiero zagrożenie wyginięciem tego gatunku skłoniło decydentów do wprowadzenia w 1997 roku ustawowego okresu ochronnego od 1 grudnia do końca lutego, na okres rozrodu.
Po odbytym tarle miętusy żerują w stadach aż do końca lutego. Z początkiem marca – na okres wiosenno-letni – zaczynają spływać do swoich stałych kryjówek. Wybierają miejsca zacienione, chłodne. W mniejszych rzekach chętnie przebywają w podmyciach brzegowych z wymytą przez nurt z piachu plątaniną korzeni nadbrzeżnych drzew, pod leżącymi na dnie pniami drzew, także głazami i kamieniami, oraz w zakamarkach wodnych budowli – mostów, małych elektrowni bądź ruin dawnych młynów wodnych.

Zobacz kolejny artykuł

Sposób na duże leszcze

Pojedyncze piknięcie sygnalizatora brań i opadający swinger nie budzą zbyt wielkiego entuzjazmu wśród karpiarzy. Zazwyczaj …