Najnowsze informacje

Początek nowej fascynacji (4)

Nie miałem tego ranka w sobie ani chęci, ani zapału, ani serca do wędkowania i pewnie gdyby nie przyjazd kolegi z drugiego końca Polski i obiecana wspólna wędkarska wyprawa nad rzekę, nie ruszyłbym się z domu. Cóż jednak było robić, skoro obiecałem. Ruszyliśmy więc. I na domiar złego zamiast skryć się przed dokuczliwym wiatrem w leśnej głuszy – gdzieś pomiędzy Bydlinem a Włynkowem, wybraliśmy się do Charnowa. To był koszmar! Zaledwie zdążyłem przygotować do łowienia wędkę i wykonać nią kilka rzutów przynętą, a już byłem sztywny z zimna. Dodatkową uciążliwość stanowiły szybko obmarzające lodem przelotki wędziska i kotwiczki woblera, na który łowiłem. Marek, któremu miałem towarzyszyć, w krótkim czasie zniknął mi z oczu, a ja przeklinałem w duchu ile wlezie, że dałem się namówić w tę zimnicę na wędkowanie.
Dopiero po południu, kiedy miałem już serdecznie dość i wędkowania i dzisiejszego dnia, wiatr osłabł, niebo tu i ówdzie pękło i co jakiś czas pobłyskiwało słońce. Zrobiło się nieco cieplej. Ale to już nie miało dla mnie większego znaczenia, myślałem tylko o jednym: aby dojść do pobliskich zabudowań, skąd niedaleko było na przystanek autobusowy, i wrócić do domu. Z Markiem nie miałem już kontaktu od kilku godzin – tylko pozostawione przez niego ślady na śniegu utwierdzały mnie w przekonaniu, że ma się dobrze i łowi gdzieś w dole rzeki – a wędkowanie na siłę nie miało dla mnie najmniejszego sensu.
Kiedy dotarłem wreszcie w pobliże budynków, nieco rozgrzany marszem i ciepłymi przebłyskami słońca, wbrew wcześniejszym założeniom postanowiłem jeszcze wyrywkowo obłowić prostkę w dębach i mocno przewężony zakręt rzeki, tzw. podkowę. Jednak i tu nic nie dało się skusić do brania. W dodatku na zakręcie rzeki urwałem ostatniego „strażaka”, co przelało czarę goryczy. Pomyślałem więc, że tym kolejnym nieprzyjemnym akcentem dzisiejszego dnia zakończę wędkowanie. Na szczęście tak się jednak nie stało. Mimo wszystko postanowiłem, że obłowię do końca ten zakręt. Dowiązałem więc do żyłki nową agrafkę i zawiesiłem na niej pływającego ośmiocentymetrowego „Feroxa”, przypominającego cholograficzną mozaiką kiełbika.

Zobacz kolejny artykuł

Z życia okoni

O świcie, gdy pod powierzchnię wody zaczyna przenikać nikłe światło, okonie skupiają się w duże …

Przelew

Stoję w swoim ulubionym miejscu. Woda jest taka akurat. Idzie mocno, a trzydzieści metrów niżej …