Magia kolorów (1)

Dawno temu stwierdzono już, i jest to pewne, że ryba drapieżna, polująca za pomocą wszystkich swoich zmysłów, różnie reaguje na kształt, kolor i ruch poszczególnych przynęt sztucznych.
Z rybami drapieżnymi nie można niestety się pobawić, ale chyba każdy z was bawił się kiedyś z kotem. Duży kłębek wełny zupełnie go nie interesuje, na mały żółty kłębuszek ledwie zwraca uwagę, natomiast kłębuszek w kolorze czarnym jest już bardzo intrygujący i jeżeli przeciągniemy na sznurku taki kłębek kotu tuż przed nosem, nie za wolno, nie za szybko, z „odpowiednią” szybkością, zawsze skoczy na niego jak tygrys.
Proszę bardzo, to jest właśnie to, z czym mamy za każdym razem do czynienia podczas łowienia ryb. Ciągniemy „kłębek wełny” w wodzie, ale „kota” nie widzimy. Nie widzimy przecież, jak szczupak zaczyna szybciej poruszać płetwami pod wpływem łowieckiego podniecenia, nie widzimy sandacza ruszającego za przynętą, okonia obracającego się w kierunku przepływającej obok niego wirówki. Każdy rzut jest jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną próbą i jeżeli nie zakończy się braniem, trudno wyciągać z tego jakiekolwiek wnioski. Gdyby przynęta mogła opowiedzieć nam o swoich przeżyciach pod wodą, każda wyprawa na ryby byłaby o wiele bardziej podniecająca. Niestety, technika nie posunęła się jeszcze tak daleko.
Wieczne rozterki wielu spinningistów, jakie wybrać przynęty, są motorem napędowym dla wielkiego przemysłu produkującego sprzęt wędkarski. Każdy, kto choć raz stanął kiedyś w sklepie przed wielką ścianą udekorowaną centymetr przy centymetrze sztucznymi przynętami, z pewnością przyzna mi rację. Wisi tam wszystko, do czego śmieje się wędkarskie serce – od błystek obrotowych i wahadłowych, po woblery i przynęty miękkie (gumki) oczywiście. Tymczasem okazuje się, że wybór nie jest wcale aż tak wielki. Z olbrzymiej oferty handlowej tylko niektóre przynęty są naprawdę łowne w każdych warunkach. W miarę upływu czasu niektóre przynęty sztuczne stały się klasykami, na których wzorują się inni. Firmom, które produkują owe wzory, należy tylko pogratulować. Nie potrzebna im jest reklama ani atesty. Przynęta musi po prostu sprawdzać się w praktyce wędkarskiej. Jeżeli tak jest, szybko zyskuje popularność i nabywców, jeżeli nie, nikt drugi raz nie popełni tego samego błędu i tylko z uśmiechem spogląda na bubel.

Zobacz kolejny artykuł

Z wędkarskiego notatnika

Dzisiaj jadę sam, na wczesną popołudniówkę. Postanawiam jeszcze raz spróbować szczęścia powyżej Ząbrowa, w olchach, …

Łowienie z opadu

Białe ryby żerują albo na dnie, albo pod powierzchnią wody (przynajmniej w większości przypadków). Latem …