Najnowsze informacje

Letnie karasie (1)

Letni wieczór nad torfowym stawem. Wilgotna ziemia oddaje reszki ciepła zakumulowanego w ciągu dnia, tatarak wydziela swój charakterystyczny zapach, promienie wieczornego słońca padają na pajęczyny. Niebieska ważka przysiada na moment na antence lekkiego spławika typu waggler, by za chwilę odlecieć, jakby ją coś spłoszyło. Puls czekającego w skupieniu wędkarza nagle przyspiesza – czy spławik przypadkiem się nie poruszył?
Wędkarz prawie już uwierzył, że ma omany wzrokowe, gdy waggler nagle zadrgał, wynurzył się na kilka milimetrów z wody i zastygł w bezruchu. Ręka wędkarza momentalnie zaciska się na dolniku lekkiego kija odległościowego. Czyżby małym czerwonym robaczkiem zainteresował się w końcu jakiś lin? Spławik prawie niewidocznie przesuwa się w bok, wykonuje obrót wokół własnej osi i majestatycznie znika pod wodą.
Delikatne wędzisko podrywa się z lekkim świstem powietrza do góry, by w ułamek sekundy później zamortyzować silne szarpnięcie. Zacięcie udało się. Wędkarz w jednej sekundzie zapomina o ważkach i tataraku. Teraz jego uwaga skoncentrowana jest jedynie na dużej, z determinacją walczącej o życie rybie. Przy żyłce przyponowej 0,10 mm każda sekunda dekoncentracji może zakończyć się stratą holowanej ryby. W unoszących się z dna obłoczkach mułu, boki ryby błyskają złotobrązowymi odcieniami. Po sposobie walki od razu poznaję, że nie jest to lin. Ryba na drugim końcu żyłki walczy siłowo i bez pardonu. Czyżby więc karp? Nie, to karaś, ale za to jaki karaś! Mój przeciwnik walczy do upadłego i nawet przy samym brzegu, po kilkakrotnym złapaniu powietrza, ciągle nie daje za wygraną. Jak na złość, podbierak leży daleko poza zasięgiem ręki.

Zobacz kolejny artykuł

Z wędkarskiego notatnika (2)

Stoję w wodzie. Cóż za rozkosz! Ani myślę, by dopaść pokrowca z wędkami i zacząć …

Z wędkarskiego notatnika (1)

Słońce stało w zenicie, buchając żarem. Słupek rtęci już przed południem, kiedy wyjeżdżaliśmy, stał w …