Kaczy stawek

Tej zimy, pierwszą podlodową wędkarską przygodę zacząłem na dużym zbiorniku. Podczas kilku wypraw wyniki moich mormyszkowych poczynań były słabe, więc na kolejne wędkowanie wybrałem mały stawek. Latem miejscowa młodzież zasadzała się tu na skarłowaciałe karasie. A starsi podrywką łowili słonecznice, kiedy wybierali się na sandacze.
Zacząłem od płytkiej wody, miała niecały metr. Pierwszy ruch mormyszką i od razu branie! Wziął 10-centymetrowy okoń. Po chwili znowu branie, potem kolejne i następne. W dwa kwadranse z jednej przerębli wyłowiłem ponad dwadzieścia małych okoni. Nie zmieniam miejsca, nieraz się bowiem przekonałem, że przy małych okoniach bywają też duże. Cieszy mnie, że jestem tu sam. Nad tym stawkiem nigdy nie widziałem wędkarza. Zamarza każdej zimy, ale latem wody w nim prawie nie ma. Nic dziwnego, że każdy, kto myśli o przyzwoitych rybach, omija takie bajorko, taką kałużę.
Same małe okonie, będą większe – myślę sobie. Znam głębsze miejsce, ale na razie tam nie idę. Lód jest dopiero od tygodnia, a na początku zimy okonie zawsze przebywają w płytkiej wodzie.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Wiosna z obrotówką (1)

Biorąc pod uwagę różnorodność łowisk, gatunki poławianych ryb i zmienne warunki spinningowania, moją bezapelacyjne najlepszą …