Jelce na przepływankę

Swoje pierwsze jelce łowiłem wiele lat temu na prawobrzeżnym, podwarszawskim dopływie Wisły, rzece Świder. Ryby te zawsze, nawet w łagodniejsze zimy – gdy rzeka nie stała skuta lodem – dobrze żerowały. Złowienie wówczas kilku-kilkunastu jelcy na przepływankę nie nastręczało większych trudności. W późniejszym okresie czasu dość często łowiłem jelce na muchówkę i… spinning, w pomorskich rzekach pstrągowo-lipieniowych. Ale wtedy nie były one już przeze mnie gatunkiem tak bardzo pożądanym. Lekceważyłem je, traktując jak mało atrakcyjny przyłów.
Pewnie dlatego, że ryba ta nie osiąga zbyt dużych rozmiarów, bo przecież najbardziej nawet wyrośnięte jelce nie przekraczają 30 centymetrów długości i ćwierć kilograma wagi. Gdzie im tam do potężnej brzany, leszcza, klenia czy nawet wyrośniętej płoci? Minęło jednak wiele lat i dzisiaj, gdy wejdą w zanętę, cieszę się jak dziecko. Bo jelec to rybka zwinna i waleczna, no i w obecnych czasach wcale nie taka łatwa do złowienia.
Wystarczy przyjrzeć się dużemu – przynajmniej w stosunku do reszty ciała – pyskowi, by zrozumieć, że większą część życia jelce spędzają na walce z szybkim nurtem i zdobywaniu pożywienia. Są nadzwyczaj zapobiegliwe w zdobywaniu pokarmu. W poszukiwaniu skorupiaków, larw, opadających na powierzchnię wody owadów, ikry i narybku, a także glonów penetrują zarówno strefy przydenne, jak i warstwę wody tuż pod powierzchnią. Ich żywiołem są wartkie rzeki krainy brzany, tam znajdują odpowiednie warunki tlenowe. Tworzą raczej niewielkie stada, liczące kilka-kilkanaście sztuk, jedynie w czasie tarła tworzą większe. W poszukiwaniu odpowiednich tarlisk jelce wpływają nawet do małych strumieni. Trą się w kwietniu i maju.
Najczęściej jelce spotkać można w pstrągowych, górskich i wyżynnych potokach.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Wiosenne bolenie

Bolenie opuszczają zimowiska bardzo wcześnie, zaraz na początku wiosennych przyborów rzek. Już w połowie marca …