Grudniowe miętusy z głębokich łowisk (1)

Lekko zarzucam zestaw gruntowy. Ciężarek z przynętą wpadają do wody prawie pod moimi nogami. W tym miejscu zmącona woda z potoku miesza się z czystą wodą jeziora. Po chwili żyłka napręża się i po kilku sekundach przynęta leży już na dnie. Drugą wędką wykonuję rzut na odległość około 40 metrów i zamykam kabłąk. Po opadnięciu na dno, ciężarek i przynęta leżą w odległości 10-15 metrów od brzegu. Bardzo głęboko. Naprężam dodatkowo żyłkę, odkładam wędkę na podpórkę i zawieszam między drugą a trzecią przelotką sygnalizator brań.
Słońce chowa się za szczytami gór. Pierwsze miętusy z pewnością wyruszyły już na żer. Głębokie łowiska rządzą się własnymi prawami. Wcale nie musi być to ciemna noc, paskudna jesienna pogoda czy też zima, żeby nałowić się miętusów do woli. Na dobre wyniki można liczyć praktycznie przez cały rok, gdyż na głębokości ponad 20 metrów przez cały czas panują prawie niczym niezmienione warunki. O dobrych braniach decydują jedynie ciśnienie atmosferyczne, stopień zmącenia wody i siła prądów głębinowych.
Jeżeli woda w jeziorze jest bardzo klarowna, miętusy zaczynają żerować dopiero wtedy, gdy jest bardzo ciemno.


Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Z wędkarskiego notatnika

Tu, w wyższe partie gór i nad środkowy Poprad, płynący na wysokości ponad kilkuset metrów …