Finezyjne łowienie okoni

Najpiękniejsze w okoniach jest to, że można je złowić chyba w każdym zbiorniku wodnym. Już od wielu lat używam na nie bardzo delikatnego sprzętu i ciągle mam wrażenie, że kij i żyłka mogłyby być jeszcze delikatniejsze. Normalnie łowię na żyłkę o średnicy 0,12–0,14 mm. Co prawda, tak cienka żyłka sprawia, że w pewnym sensie zmuszony jestem wędkować w ściśle określony sposób, ale i tak uważam, że jest to bardzo opłacalne. Wyniki mówią przecież same za siebie.
Moją ulubioną przynętą na okonie jest mała błystka obrotowa. Prawie nigdy nie ma ona więcej niż 2 cm długości. Zamiast kotwiczki używam dużego pojedynczego haczyka, do którego przymocowuję dodatkowo wabik z piór. Można by sądzić, że przy tak małych rozmiarach błystki żyłka nie powinna się skręcać. Niestety, nie ma jeszcze chyba takich wirówek, które by wcale nie skręcały żyłki. Jako środek zaradczy używam kawałka podłużnego ołowiu stabilizującego, który zaciskam na żyłce około 20 cm przed błystką. Stop! Prawie bym zapomniał. Ołowiu tego nigdy nie zaciskam bezpośrednio na żyłce, a zawsze przez cienką plastikową rureczkę. Zapobiega to zgnieceniu, a tym samym osłabieniu się i tak cienkiej już żyłki. Nie muszę chyba dodawać, że masa lekkiej przynęty spinningowej nie pozwala na wykonywanie zbyt długich rzutów. Ważne jest więc, żeby łowiąc okonie rzucić ile się da z wiatrem. Odradzam natomiast rzucanie za wszelką cenę jak najdalej. Bardzo długi rzut zazwyczaj jest mało celny, co w niektórych sytuacjach może być ważne. Uważam, że rzut na odległość 20 metrów jest zupełnie wystarczający.
Duży zbiornik wodny to również i większe ryby. W przypadku okoni reguła ta sprawdza się co do joty. Obfitość i duża różnorodność pokarmu sprawiają, że w niektórych okonie dorastają do imponujących rozmiarów.
Po znalezieniu łowiska, gdzie trzymają się duże okonie, możemy zaczynać je łowić. Kolejne moje uwagi będą dotyczyły głównie łowienia tych ryb pod koniec lata i wczesną jesienią. W okresie tym bardzo łatwo można zaobserwować, jak żerujące pod powierzchnią wody stado okoni sieje spustoszenie wśród rybiego drobiazgu. W takich sytuacjach mała błystka obrotowa jest z absolutną pewnością najskuteczniejszą przynętą.
Znalezienie okoni w dużym zbiorniku wodnym nie jest wcale takie trudne. Ryby te często same zdradzają swoją obecność. Czasami zdarza się, że nie tylko je widać, ale nawet i słychać, gdy z zapamiętaniem ścigają swoją zdobycz prawie pod powierzchnią wody. Na takie aktywne żerowanie okoni najłatwiej można trafić wczesnym rankiem lub pod sam wieczór. Jeżeli na powierzchni jeziora nic się nie dzieje, to okoni należy poszukać nieco głębiej. Skuteczne mogą okazać się małe jigi z piór lub włosia oraz małe twistery i rippery. Nie zapominajmy tu także o małych błystkach wahadłowych i małych woblerach. Przynęty te są także bardzo dobre przez całe lato aż do późnej jesieni.
W głębszej wodzie można łowić na ten sam kij, którego używaliśmy do łowienia tuż pod powierzchnią. Czasami może się zdarzyć, że na okoniowy zestaw weźmie nam nagle sandacz. Możecie mi wierzyć, że wyholowanie z głębokości 3 metrów ryby o masie 3 kg, czyli jak na sandacza wcale nie za wielkiej, jest na takim delikatnym sprzęcie nie lada sztuką. Hol może trwać i 15 minut, co przy dobrym żerowaniu okoni jest w sumie stratą czasu. Mówiąc innymi słowy, chodzi mi o to, żeby przy łowieniu na większych głębokościach używać nieco mocniejszej żyłki. Mój sprzęt to super lekkie wędzisko spinningowe o długości 2,1 m, które wspaniale „współpracuje” z żyłką o wytrzymałości 2 kg. Do tego dochodzi jeszcze bardzo lekki kołowrotek. Czy wspominałem już, że musi on mieć idealnie działający hamulec? Nie? To robię to teraz.
Największą zaletą cienkiej żyłki jest to, że przynęta szybko idzie pod wodę oraz że ma ona potem możliwość idealnej pracy. To, że cienkie żyłki mają małą rozciągliwość, przez co uzyskuje się lepszy kontakt z przynętą, powinno być kolejnym powodem do kupna jak najcieńszej żyłki o jak największej wytrzymałości. Wadą mało rozciągliwych żyłek jest jednak to, że mają one słabe właściwości sprężynujące, co często kończy się ich pęknięciem przy gwałtownej ucieczce ryby. Przeciążone węzły mogą czasami nie wytrzymać tak dużego obciążenia. Istotne jest więc, żeby co jakiś czas sprawdzać stan węzła i samej żyłki. Pozwoli to nam uniknąć utraty naszej przynęty przy jakimś mocniejszym zacięciu.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Jelce na przepływankę

Swoje pierwsze jelce łowiłem wiele lat temu na prawobrzeżnym, podwarszawskim dopływie Wisły, rzece Świder. Ryby …