Czerwcowe karasie (2)

Osobna sprawa to jeziora. Karasie są niemal we wszystkich, ale tu najtrudniej się do nich dobrać. W jeziorze, w którym od kilkunastu lat łowię liny, karasie występują dość licznie, o czym się można było przekonać w nocy, świecąc latarką po płyciznach. W sieci miejscowego kłusownika wpadały czasami sztuki powyżej kilograma. Nikt jednak, mimo wielu prób, nie złowił choćby jednego karasia na wędkę.
Kilka lat temu zmieniła to przyducha. Wyłapano wtedy tony ryb stanowiących konkurencję karasi: płotki, krasnopióry, leszcze oraz większe niż palec liny. Zagładzie uległy wtedy też wszelkie drapieżniki. Dopiero wtedy zobaczyliśmy, jakie skarby kryje nasze jeziorko. Przepiękne okrągłe, złociste karasie, nieodpędzane przez inne ryby, stały się naszym chlebem powszednim. Generalna uwaga: karasie nie lubią towarzystwa innych ryb. Zwłaszcza wzdręgi, bytujące w podobnych miejscach, swoją pazernością pozbawiają nas szansy na złotą rybkę.
W jeziorach należy wybierać raczej ich płytkie części. Szczególnie godne zainteresowania są płytkie, muliste, zarośnięte roślinnością zatoki, „oka” wolnej wody otoczone trzcinami oraz płytki pas niezarośniętej wody oddzielony nimi od plosa. Woda jest tam spokojna i szybciej się nagrzewa. Warto tam spróbować. Nawet gdy nie uda się nam złowić karasia, możemy liczyć na liny i krasnopióry.
Starsze podręczniki zalecają, by „oczka” grabić, wysypywać piaskiem lub wykładać darnią. W miejscach mulistych jest to uzasadnione, ale trzeba to robić z dużym wyprzedzeniem, najlepiej na wiosnę, aby ryby przyzwyczaiły się do zmian.


 

Zobacz kolejny artykuł

Jelce na przepływankę

Swoje pierwsze jelce łowiłem wiele lat temu na prawobrzeżnym, podwarszawskim dopływie Wisły, rzece Świder. Ryby …