Ze wspomnień czytelników – Niech trwa pamięć

Działdowo. Zapomniany obóz śmierci. Należę do nielicznych żyjących jeszcze byłych więźniów tego obozu, dlatego też pragnę przypomnieć pewne fakty, związane z jego powstaniem i męczeństwem więźniów, którzy go przeżyli.Usytuowany przy ulicy Grunwaldzkiej, w obrębie byłych koszar wojskowych jednego batalionu 32 pułku piechoty, stacjonującego tam do września 1939 roku, zajmował obszar około 8 ha, ogrodzony płotem i drutami. Stanowił od końcowych dni września miejsce, do którego skierowano transporty jeńców żołnierzy polskich – obrońców Modlina. Znaleźli się tam i oficerowie z d-cą twierdzy Modlin gen. brygady Wiktorem Thommee; d-ca 8 dywizji dywizji Teodor Furgalski, mjr inż. Stanisław Michałowski, kpt. rezerwy Antoni Radomski, kpt. Antoni Falba i wielu innych. Byli też tam i żołnierze 8 pułku artylerii lekkiej z Płocka, wśród nich bomb. Stanisław Piórkowski z Pepłowa. Egzekucje w lesie białuckim Od chwili utworzenia (w grudniu 1939 roku), obóz nosił nazwę „Zivilinterniertenlager”, przemianowany następnie na urzędową nazwę „Durchgengslager”. W maju 1940 roku ponownie otrzymuje nazwę „Wychowawczy obóz pracy (Arbeitsenziehungslager). Rzeczywistość wykazała, iż był to karny obóz śmierci. Rozporządzenie o jego powołaniu wydał Inspektor Policji i S.D. Brigade führer dr B. Rasch i jego zastępca dr K. Schlegele, powołując na stanowisko komendanta Hansa Krause. Do osławionych oprawców należał volksdeutsch Otto Schmaglewicz były członek Selbschutzu. Tylko od stycznia do kwietnia 1940 roku, zamordowano w nim więcej niż 1500 osób. Więźniów rozstrzeliwano pojedynczo na terenie samego obozu, świadczą o tym mogiły zbiorowe w liczbie jedenastu, jakie znajdują się na tutejszym cmentarzu katolickim w Działdowie. Zbiorowe egzekucje prowadził najpierw Selbschutz, następnie oprawcy s-mani, wchodzący w skład załogi tegoż obozu. Miejsca Straceń (1939-1944) to Białuty z liczbą sięgającą wiele tysięcy. Tam są pochowani więźniowie z powiatu płockiego: Martyrologia płockich księży 28 lutego 1940 roku zostali internowani w Słupnie i osadzeni najpierw w byłej szkole: ks. arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski, ks. biskup sufragan Leon Wetmański, ks. Adam Zaleski, siostry pasjonistki i siostra pielęgniarka. Polecenie internowania wydał komendant gestapo płockiego płk. baron von der Thau, który już w Słupnie powiedział o internowaniu do końca wojny. Było to kłamstwo, gdyż w nocy z 6 na 7 marca 1940 r. przebywające w Słupnie osoby zostają aresztowane, odwiezione najpierw do Płocka, stamtąd do obozu w Działdowie. Wkrótce zaczęli tam przybywać aresztowani księża: 61 kapłanów diecezjalnych, 9 kapłanów zakonnych, 4 braci zakonnych, 2 kleryków oraz kapłani i zakonnicy innych wyznań. Stopniowo trafiali oni na miejsce swej ostatecznej śmierci na Białuty i pobliski las. Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski zginął 28.05.1941 r. , biskup Leon Wetmański ginie 10.X.1941 r. Z księży diecezji płockiej zginęli następujący duszpasterze: ks. proboszcz Aleksander Broszkiewicz (zginął w sierpniu 1941), ks. proboszcz Adam Goszczyński z Bodzanowa (1941).; ks. wikary Kleniewski Eugeniusz z parafii Łętowo, ks. wikary Bronisław Koper z parafii Bodzanów, ks. Jan Kozłowski z parafii Daniszewo, ks. proboszcz Jan Krogulicki z Białej, ks. Ludwik Łukaszewicz z Daniszewa, ks. Stanisław Naciłowski ze Słupna, ks. prob. Władysław Skierkowski z Imielnicy, ks. Adam Walczak z Blichowa, ks. Jan Ludwik Wiloch z Łętowa, ks. Julian Zalewski z Bulkowa, prob. Jan Zawidzki ze Staroźreb, Józef Ogrodowicz z Radzanowa, wikary Stefan Caban ze Słupnai wielu innych z diecezji łomżyńskiej, warszawskiej, włocławskiej, zamordowanych w tym samym roku. Znacznie wcześniej, bo już w grudniu 1940 roku ginie brat zakonny Maria Stanisław Aleksander Szulgowicz, siostra zakonna Maria Julianna Dobiszewska – oboje ze zgromadzenia Mariawitów z Felicjanowa. Następne miejsca śmierci więźniów to: Komorniki – Maliszewo i Bursy. Oprawcy na miejscach kaźni sadzili niezwłocznie las. Każdego nowo przybyłego więźnia bito. Mężczyźni otrzymywali najczęściej po 25 batów, kobiety nieco mniej. Zdarzały się wypadki iż przy wymierzaniu tej kary, od razów pękała skóra. Wyżywienie więźnia rano stanowiło ½ litra namiastki kawy i 12 dkg chleba, w południe więźniowie otrzymywali ¾ litra zupy. Jesienią i zimą z brukwi i innych odpadów kapusty, wieczorem ponownie ½ litra kawy i 12 dkg chleba. Kawa i zupa wydawane była w stanie wrzątku, wlewane do miski cynowej, bez łyżki. Każde komando w salach pokoszarowych, gdzie stały prycze 3 piętrowe liczyło do 120 więźniów. Czas wydawania posiłków był bardzo krótki, dlatego też ostatni więźniowie parzyli sobie usta, albo wylewali cenny posiłek, nie mając czasu ostudzenia ani zjedzenia. Stosowane często apele i wyniszczająca gimnastyka są koszmarnym wspomnieniem dla tych, co przeżyli ten obóz. Holokaust Od 1940 roku do 1942 r. zaczęli przybywać Polacy wysiedlani z miejsc swego zamieszkania, traktowani jako wrogi dla Niemców element, grupowani w transporty, już po 2 tygodniach wywożeni byli do Generalnej Guberni. Pochodzili z powiatu działdowskiego, ciechanowskiego, mławskiego, płockiego, płońskiego, sierpeckiego i innych. Żydzi z Płocka znaleźli się w tym obozie już 21 lutego 1941 roku i trafiali tam do 1 marca 1941 r. w liczbie około 7 tysięcy. Trafili tam też Żydzi z Bodzanowa (około 1300 osób) i Żydzi z Wyszogrodu. Ograbieni nawet z butów, przez około 2 tygodnie byli na mrozie poddawani wyniszczającym gimnastykom. Bici pod byle pretekstem, tracili siły i umierali. Transporty po 1000 osób z Działdowa kierowane były pociągami, do gett w dystryktach kieleckim i radomskim, a stamtąd trafili do Oświęcimia i innych obozów śmierci. 25 więźniów Żydów straconych w parowie Imielnica 28 lutego 1941 roku – dowieziono z obozu w Działdowie. Płockiej Radzie Żydowskiej powiedziano, że jeżeli któryś z więźniów umrze przed straceniem, to miejsce jego zajmie członek Rady Żydowskiej. Ci sami członkowie Rady musieli wykopać mogiłę i pogrzebać swoich braci. Takich wypadków masowych egzekucji na terenie regencji zwanej Zichenau były dziesiątki. Masowo ginęła inteligencja i osoby niepożądane z powiatu suwalskiego – kierowani na rozkaz dr Schlegela, który tam dowodził jednostkami policji SD. Przykładem masowych aresztowań może być Sierpc, gdzie już 5 kwietnia 1940 r. aresztowano 600 osób i osadzono w obozie Działdowo, byli to nauczyciele, urzędnicy, duchowni i „element niepożądany” w tym mieście. Do domu wróciło zaledwie kilkadziesiąt osób. Latem 1941 roku, na skutek fatalnych warunków higienicznych, w obozie wybucha epidemia tyfusu plamistego. Umiera ponad 300 więźniów. Pozostali chorzy, w liczbie ok. 3000 osób zostali rozstrzelani w lesie białuckim i tam pogrzebani w nieznanych często miejscach, gdyż natychmiast sadzono las. W latach tych zginął z Bodzanowa Antoni Jankowski (16.08.1942) a przed nim w marcu 1941 r. Stanisław Kuliński. Rok 1943 i rok 1944 to okres dla tegoż obozu i przebywających w nim więźniów „wszczepiania Polakom miłości do pracy”. Do takich więźniów należał Aleksander Kaczyński ( ur. 1919 r.), zamieszkały w Leksynie. Został aresztowany na polecenie landrata płockiego za to, że słabo pracował przy pieleniu. Skazany na okres 7 miesięcy został zwolniony dopiero 30.11.1943 r, Akta jego sprawy ocalały i noszą nr II E 4478/43. W latach 1944, jesienią znaleźli się tam między innymi Zenon Winiarek z Miszewka Strzałkowskiego, Stanisław Przybyszewski z Sierpca, Szczepan Rutkowski z Rycharcic i wielu innych. Czas nie goi ran Moje spotkanie z tymże obozem, spowowodowane zostało ucieczką z robót w Prusach, a jeszcze wcześniej z Litwy i okolic Telesz, gdzie zostałem wywieziony przez płockie gestapo z innymi współkolegami. Aresztowano mnie na polecenie Niemieckiej Tajnej Policji. Dopiero wiele lat po wojnie dowiedziałem się, że akta mej sprawy ocalały i noszą nr WLC 7026/44. W samym Działdowie nadano mi nr I6497. W grudniu tegoż roku znalazłem się w podobozie Stthofu, w Jessau koło Królewca, ale to już inna historia. Liczba ofiar tegoż obozu przekracza 20 tysięcy osób. „Czarna Chorągiew” postrach regencji ciechanowskiej nie może być zapomniana mimo, iż wielu jego katów nie zostało skazanych za popełniane przez nich zbrodnie. Osławiony Szef Gestapo Hartmunt Pulmer, morderca 158 osób został zwolniony od kary, ze względu na stan zdrowia. Wraz z nim uniknęli kary między innymi zbrodniarze z regencji Ciechanów jak Fredrich Schulz, Rudolf Reuss, Ernest Baumann, Otto Rochr czy Ernest Schardt. W ten sposób sąd niemiecki w Gessen 15.XI.1976 r. zamknął sprawę zbrodniarzy wojennych regencji Ciechanów. Setki innych nie postawionych przed sądami za ich zbrodnie – obciąża odpowiedzialność za śmierć i poniewierkę tysięcy Polaków i eksterminacje ludności pochodzenia żydowskiego. Działdowo – obóz śmierci nie może być zapomniany przez młode pokolenie Polaków – ku przestrodze dla łatwowiernych, iż czas zagoi rany wywołane skutkami wojny lat 1939-1945. Stefan Popiołek

Zobacz kolejny artykuł

Nowa placówka opiekuńcza przy ul. Południowej

Przy ul. Południowej powstał nowy obiekt – placówka dla dzieci całkowicie lub częściowo pozbawionych opieki …