Pamięć musi trwać – Fort III w Pomiechówku

Po kapitulacji twierdzy Modlin, do marca 1941 roku, Fort III stał pusty. Pierwsza grupa więźniów trafiła tam już pod koniec marca 1941 roku. Pierwszymi więźniami stali się, wysiedleni z własnych gospodarstw, rolnicy z okolic Płońska, Nasielska, Sochocina i innych terenów.Odbywało się to w ramach zakrojonej akcji wysiedlania chłopów polskich z ziem stanowiących ich własność. W początkach kwietnia, część uwięzionych tam osób wypuszczono na wolność. Pozostałych więźniów wywieziono w głąb Niemiec. Trzeba zaznaczyć, iż od początku – w latach 1941 – 1944, nadzór sprawowało gestapo z Nowego Dworu Mazowieckiego. W 1943 roku, komendantem został Jerzy Scherfer – wyróżniający się okrucieństwem i sadyzmem. Oddziałem politycznym w więzieniu kierował Otto Brauer. W samym więzieniu pełnili służbę wachmani i pracownicy administracyjni. Byli to w większości vokdeutsche – znający język polski i polskie środowisko, groźni dla wszystkich grup więźniów. Więźniowie Fortu III w Pomiechówku, którzy przeżyli jak: Bloch Stanisław z Pepłowa, Stanisław Piurkowski z Niesłuchowa, Konstanty Popiołek z Ciesiel, Andrzej Sikora z Reczyna, Józef Skrzeszewski ze Stanowa, jak i wysiedleni z Felicjanowa, bracia i siostry zakonne wspominali, iż obszar więzienia karno-śledczego w Forcie III wynosił około 5 ha. Były to pomieszczenia, właściwego Fortu III i wiele bunkrów, ukrytych głęboko w ziemi. Do fortu prowadziła brukowana droga kończąca się wielką żelazną bramą. Za bramą na długości do 200 metrów i szerokości na 20 metrów usytuowany był plac. Po jego prawej stronie znajdowały się: bunkier, w którym mieściły się pomieszczenia administracyjne dla kierownictwa więzienia oraz izba przeznaczona na kuchnię. W lewym skrzydle były cele więzienne. Przez środek biegł korytarz, na którym całą dobę pełnili służbę wartownicy, zmieniający się co kilka godzin. Łaźnia została wykorzystana jako sala tortur. Pod sufitem umieszczona była stalowa szyna, do której przywiązywani byli więźniowie. W tej pozycji, Niemcy prowadzili przesłuchania więźniów. Wokół dziedzińca więziennego rozmieszczone były cele główne w liczbie 10-ciu. Były to pomieszczenia o długości 10 metrów i szerokości 8 metrów. Każda z nich była wyłożona cementową posadzką. Do celi prowadziło jedno wejście, zabezpieczone żelazną kratą, która była wzmacniana nocą drewnianymi drzwiami. Wszystkie te obiekty były pilnie strzeżone przez strażników. Na terenie „górki” zbudowana została w czerwcu 1943 roku szubienica. Wieszano na niej jednorazowo 20 więźniów. Na „górce” obok narzędzi tortur, jak kozły do bicia, maczugi nabijane gwoździami itp. – znajdował się mały bunkier o czterech zbudowanych na kształt krzyża korytarzach, służących za rozbieralnie, gdzie idący na śmierć pozostawiali swe ubrania. W każdej celi przebywało około 120 osób, w Forcie do 1000 więźniów. Więźniowie spali na betonowej podłodze, nie było światła. Na wprost bramy wejściowej była 30 metrowa cela, o skośnej zbudowanej podłodze. Była to cela karna. Po obydwu stronach podwórza stały tzw. „bramy śmierci”. Prowadzono tam więźniów na egzekucję i na przesłuchania. Nad wszystkimi celami, znajdował się kilkumetrowej grubości nasyp ziemny nazywany przez więźniów „górką”. Po zewnętrznej stronie nasypu usytuowany był parkan z drutu kolczastego – uniemożliwiający ucieczkę więźniów. Więźniów wyrywano ze snu o godzinie piątej rano, przebywali w celach do godziny szóstej, gdy klucznik otwierał cele i wszyscy biegli w kierunku kuchni. Odbywało się to przy wtórze wrzasków wachmanów i szczucia psami. Do codziennego rytuału należało, poranne znęcanie się nad więźniami, których po drodze bito pejczami i pałkami. Częste bicia kończyły się u wielu chorych i słabych śmiercią. Na spożycie posiłku każdy więzień miał tylko 1 i pół minuty. Śniadanie to pół litra gorącej cieczy zwanej kawą, do tego dochodził maleńki kawałeczek chleba. Obiad wydawano o godzinie 12.00 – był to litr gorącej wody z zepsutą brukwią lub zgniłymi liśćmi kapusty. Więźniowie parzyli sobie usta i dodatkowo cierpieli z pragnienia. Kolacja – taka sama jak śniadanie. Za rozlanie tej cieczy więzień był bity. Wielu z więźniów w tak krótkim czasie nie było w stanie spożyć zbyt gorącego posiłku, z tego powodu więźniowie chorowali na biegunkę, osłabieni słaniali się na nogach, dziesiątki więzionych umierało z wycieńczenia. Urządzano też pokazowe egzekucje, które odznaczały się specjalnym okrucieństwem, wiązano drutem, oblewano benzyną i podpalano, szczuto specjalnie wyszkolonymi psami. Siostry zakonne i nauczyciele Jednymi z pierwszych aresztowanych i dowiezionych z Działdowa były siostry i zakonnicy z pencjonariuszami z miejscowego zakładu dla starców i kalek z Felicjanowa, wywiezieni 10 marca 1941 roku w liczbie 148 osób, w tym 12 dzieci. Byli członkami Kościoła Narodowego Mariawitów. Zakonnicy zostali umieszczeni w celi, następnego dnia przewieziono ich do nieczynnej szkoły w Pomiechówku. Część z nich, dzieci i matki wypuszczono bez prawa powrotu do Felicjanowa. Siostry zakonne wysłano jako pielęgniarki do szpitala w Płońsku. Przełożona sióstr Mariawitek Stanisława Resztowiecka potwierdziła, iż w Pomiechówku zmarł Piotr Głosik oraz siostra Maria Włodarska (29 kwietnia 1941). Po nich zostali sprowadzeni mieszkańcy wsi powiatu Nowy Dwór Mazowiecki. Było to około 400 osób – kilkanaście osób zamordowano w śledztwie, 152 osoby powieszono 25 czerwca 1943 r. Wcześniej, bo wiosną dowieziono grupę więźniów z Działdowa. Byli to więźniowie polityczni, osadzeni w osobnej celi i trzymani w ścisłej izolacji. Wszyscy oni zostali wymordowani. Nasilający się ruch oporu – powodował masowe aresztowania. Tylko w okręgu Płock w 1943 aresztowano i oskarżono za działalność niepodległościową ponad 200 osób, byli to m.in.: Mieczysław Grzelak z Archutówka, Franciszek Wernik z Woźnik, Jan Wilczyński z Archutówka, Stanisław Grotowski z Chodkowa, Antoni Bandachowski, Ryszard Bandachowski, Stefan Nowak – pochodzący z Małej Wsi. Aleksander Małecki i Jan Orliński z Płocka. Na ogólną ilość 68 zamordowanych nauczycieli z powiatu płockiego sześciu zginęło w Pomiechówku. Wśród nich Mateusz Fałkowski, Józef Maniewski, nauczyciel z Kamionek, Czesław Markiewicz i Władysław Wachowski z Rogozina. Z gminy Bodzanów zginął Władysław Sobótka, z Gromic, Bronisław Opalski, Edmund Mazurkiewicz (żołnierz AK) z Reczyna, Tadeusz Jankowski. Jego ojciec Antoni Jankowski, mieszkający w Bodzanowie, zwłoki syna wydobył ze zbiorowego dołu i pochował na cmentarzu w Bodzanowie. Egzekucje trwały jeszcze podczas ofensywy Armii Radzieckiej. Ewakuacja rozpoczęła się 30.07.1944 r. Więźniów popędzono do stacji Modlin. Nie było tam dla nich wagonów, więc ponownie skierowani zostali na teren Fortu III. Powiązano im ręce drutem kolczastym po wcześniejszym przez nich wykopaniu dołów. Ofiary Pomiechówka nie mogą być zapomniane a bezmiar ich cierpień pozostanie w pamięci ich rodzin i nas potomnych. Każdego roku w kwietniu składamy tam kwiaty, u stóp pomnika. Opr. Stefan Popiołek

Zobacz kolejny artykuł

Mieszkańcy Rutskich nie kryją niezadowolenia

W Płocku znajdziemy wiele murali – tych wykonanych przez uznanych artystów, ale także przez lokalnych …