Kto malował katedrę?

W latach 1901-1915 miała miejsce wielka restauracja płockiej katedry. Konkurs wygrał Władysław Drapiewski a ten ściągnął do współpracy przy malowaniu luksemburczyka Mikołaja Brüchera. Mało brakowało, a twórcą polichromii byłby Mehoffer. “Gdyby naszą katedrę malował Mehoffer, mielibyśmy w Płocku wycieczki z całej Europy” – mówił ks. Stefan Cegłowski, kustosz Muzeum Diecezjalnego, podczas promocji, wydanej przez Kapitułę Katedralną Płocką biografii Jeana Laleget’a o luksemburskim malarzu – Niku Brücherze.Biografia Brüchera, a szczególnie jego pamiętnik rzucają nowe światło na interesujący historyków sztuki i badaczy, proces powstawania oglądanych dziś przez nas malowideł w Bazylice Katedralnej. Według księdza Cegłowskiego, autora wstępu, stan badań do lat 90-tych, szczególnie publikacja ks. Grabowskiego (Katedra Płocka jej dzieje i zabytki) jak i rozdziały z monografii o Antonim Nowowiejskim, rzetelnie przedstawiają fakty. W innych opracowaniach sporna kwestia odrzucenia polichromii Mehoffera, urasta do rangi mitu. W protokółach powizytacyjnych, prowadzonych przez władze kościelne w XVIII w. są wzmianki, że sklepienie w prezbiterium miało kolor niebieski i żółty. Gdy po upływie 200 lat barwy całkowicie wyblakły, kapituła zdecydowała o restauracji katedry. W 1900 roku ogłoszono konkurs i skład jury, w którym znaleźli się księża: Antoni Nowowiejski i Antoni Brychczyński, architekci: Sławomir Odrzywalski, Józef Dziekoński i Stefan Szyller oraz malarze: Miłosz Kotarbiński i Adam Badowski. Zebranie tak szerokiej i profesjonalnej komisji świadczyło o wadze sprawy. Gdy nadesłane prace nie zadowoliły oczekiwań, postanowiono zwrócić się do trzech sławnych już artystów, z propozycją wykonania projektu malatury. Tymi wybranymi byli: Józef Mehoffer, znany z witraży dla katedry we Fryburgu, uczeń Matejki – Tadeusz Popiel i Józef Bałła z Wiednia. Zleceniodawcy oczekiwali, że projekt będzie w duchu ówczesnego renesansu włoskiego, uwzględniający tradycje chrześcijańskiej ikonografii. Projekt Mehoffera był śmiały, nowoczesny, oryginalny. Dekorację, zgodnie z duchem czasu, miały tworzyć elementy ludowe i formy roślinne. Mimo to, ten “zuchwały” projekt zaakceptowano Artysta otrzymał zaliczkę, powierzono mu nawet, zlecony już komuś innemu, projekt witraży. Ponieważ jednak chodziło o rzecz wielką i o ważny zabytek sztuki sakralnej, dyskusje nad projektem trwały. Ówczesny konserwator w Galicji, hrabia Karol Lanckoroński przestrzegał przed eksperymentowaniem. Biskup Szembek także wolałby malarstwo bardziej tradycyjne, nie “upstrzenie” jak pisał w liście do kanonika Nowowiejskiego. Mehoffer, czciciel sztuki, obraził się na “zacofańców z prowincji”, a drobna uwaga kanonika Nowowiejskiego o jego fryburskich witrażach, przepełniła czarę goryczy artysty, który jak każdy artysta, nie toleruje najłagodniejszej nawet krytyki. 31 marca 1903 r. wystosował więc do Płocka “samobójczy” listu: “Gdy się wybierze artystę tej miary, jakim on sam był, należało mu zaufać i do roboty się nie wtrącać”. O dalszej współpracy nie było już mowy. W Płocku pozostały tylko zapłacone wcześniej projekty polichromii. W tej sytuacji zwrócono się do międzynarodowej szkoły malarstwa katolickiego w Kevlever (Nadrenia Północna) a ta poleciła jednego z najzdolniejszych swoich uczniów – Władysława Drapiewskiego. Zaprosił on do współpracy swojego kolegę ze studiów – luksemburczyka Mikołaja Brüchera. Prace rozpoczęte w 1904 r. trwały do 1914. W czasie wojny Drapiewski został internowany, Brücher kontynuował malowanie. Jego dziełem jest m.in. kaplica królewska. Brücher wykonał go razem z płockim nauczycielem rysunku i malarstwa Czesławem Idźkiewiczem. Na sklepieniu widnieje Orzeł Biały z herbami Litwy i Rusi. Wokół dwóch Madonn – Częstochowskiej i Ostrobramskiej rozmieszczono herby Polski piastowskiej. Na ścianie wejściowej rycerz – anioł trzyma sztandar ze słowami najstarszej polskiej pieśni Bogurodzicy. Witraż przedstawia śluby Jana Kazimierza. Na polichromii w katedrze pozostali na zawsze, unieśmiertelnieni przez sztukę zacni płocczanie i sławni Polacy. Wśród słuchaczy nauczania Chrystusa rozpoznajemy dwie przełożone szkół średnich: Julię Kisielewską i Marcelinę Rościszewską, księdza Lasockiego, biskupa Szelążka, a nawet przykościelnych żebraków. Dwunastoletniego Jezusa w świątyni słuchają: Stanisław Tarnowski, Aleksander Świętochowski i Władysław Smoleński. Nick Brücher, którego biograf nazywa “człowiekiem ciszy” dnie całe, mimo przejmującego chłodu spędzał na rusztowaniu w katedrze. Czasem tylko poskarżył się w pamiętniku “Bardzo mi smutno w tym zafajdanym Płocku, bardzo zmęczony i boli mnie bok”. Dla badaczy historii Płocka pamiętnik Brüchera, choć lakoniczny, jest ważnym źródłem życia miasta na początku naszego wieku. Po zakończeniu prac malarz nigdy już do Płocka nie wrócił, korespondował z Władysławem Drapiewskim, który po wojnie osiadł w Pelplinie. W swoim kraju Brücher malował kościoły, a w 1935 r. został franciszkaninem, nie zaprzestając pracy twórczej. Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

Nowa placówka opiekuńcza przy ul. Południowej

Przy ul. Południowej powstał nowy obiekt – placówka dla dzieci całkowicie lub częściowo pozbawionych opieki …