Najnowsze informacje
anal pump

Trzeba znaleźć 4 mln złotych

Żeby Płocki Zakład Opieki Zdrowotnej, czyli szpital miejski przy ul. Kościuszki oraz przychodnie w Górach, Radziwiu, na Miodowej i Tysiąclecia, działał płynnie, w przyszłorocznym budżecie miasta trzeba znaleźć 4 mln złotych. 2 mln już są zabezpieczone, dwóch kolejnych radni będą szukać podczas uchwalania budżetu.
W minioną środę odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miasta. Przez ponad pięć godzin radni omawiali tylko jeden temat – funkcjonowanie Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej. W skład spółki wchodzą szpital św. Trójcy przy ul. Kościuszki, Centralny Ośrodek Rehabilitacyjny i Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy przy ul. Tysiąclecia oraz przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej przy ul. Góry, Zielonej i Miodowej. Ta ostatnia świadczy także specjalistyczne usługi medyczne.
Powodem zwołania nadzwyczajnej sesji była strata przez spółkę ponad 5 mln złotych w ubiegłym roku. – Sytuacja szpitala nie jest rewelacyjna, ale na pewno jest stabilna. Spółka nie jest zadłużona, nie ma zaciągniętych kredytów ani pożyczek, płaci pensje, a zobowiązania finansowe nie przekraczają 30 dni – powiedział wiceprezydent Płocka Krzysztof Izmajłowicz. – Tak jak w innych placówkach medycznych ponad 90% dochodów PZOZ pochodzi z kontraktów Narodowego Funduszu Zdrowia. A umowy z NFZ z każdym rokiem są coraz niższe. W ubiegłym roku było to 46,6 mln złotych, a w tym roku to ponad 44 mln złotych. Tylko w przypadku ginekologi kontrakt w ciągu roku został zmniejszony o 1 mln złotych. Fatalna sytuacja jest w nadwykonaniach. W ubiegłym roku NFZ zapłacił tylko 40% należności. W tym roku 10%. Połowę kosztów działania spółki stanowią wynagrodzenia. Są również koszty, których nie da się uniknąć, np.: wzrostu stawek ubezpieczeń, ceny mediów czy dostosowania dyżurów lekarskich do obowiązujących przepisów.
Jaki będzie kontrakt z NFZ w przyszłym roku? Do chwili zamknięcia tego numeru Tygodnika Płockiego negocjacje wciąż trwały. – Żeby utrzymać płynność finansową spółki potrzebna jest kwota 4 mln złotych. 2 mln są już w projekcie przyszłorocznego budżetu, 2 kolejne musimy wspólnie z radnymi znaleźć. Monitorujemy sytuację na bieżąco. Nie znamy jeszcze wysokości kontraktu w przyszłym roku. Bardzo dobrze, że mazowieckie szpitale, których sytuacja jest trudna, wspólnie negocjują z NFZ – mówi wiceprezydent Izmajłowicz. – Chcę zdementować wszelkie informacje o tym, że planujemy zmianę struktury własności, zamykanie przychodni czy jakichś działalności PZOZ-u. Absolutnie takich planów na 2014 rok nie mamy. Na pewno nie idziemy w kierunku likwidacji. Myślę, że w przyszłym roku szpital będziemy w stanie utrzymać.
Sytuację starał się wyjaśnić także wiceprezes PZOZ Marek Stawicki. – Nie ma powodu, by przypuszczać, że szpital utraci płynność finansową, szczególnie w sytuacji gdy mamy zapewnienie władz miasta o wsparciu finansowym. Program oszczędnościowy jest realizowany zgodnie z założeniami. W tym roku wynik finansowy będzie lepszy niż w roku ubiegłym. Strata będzie niższa i to pomimo mniejszego kontraktu – zapewniał radnych. Wiceprezes Stawicki odniósł się także do problemów w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej. – 4 lekarki złożyły wymówienia, ale obsada przychodni jest zapewniona – tłumaczył.

Podzielony personel?

Wniosek o zwołanie nadzwyczajnej sesji Rady Miasta złożyli radni Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Prawa i Sprawiedliwości oraz radny niezależny Mirosław Milewski.
– Od pewnego czasu docierały do nas sygnały o niepokojącej sytuacji w szpitalu, problemach finansowych, kadrowych, restrukturyzacyjnych. O tym wszystkim mówili przedstawiciele związków zawodowych, ale zabrakło wśród nich lekarzy. Ta zła atmosfera, która jest wokół spółki, musi się skończyć. Najłatwiej jest zrzucić winę na NFZ, ale jak dobrze pamiętam, to obecna pani prezes zarabia niemal tyle, ile zarabiał cały poprzedni zarząd. Wzrost wynagrodzeń jest spowodowany wyłącznie większymi zarobkami lekarzy – mówi radny SLD Arkadiusz Iwaniak. Według radnej PiS-u Wioletty Kulpy pensje pielęgniarek są od trzech lat na poziomie około 3,1 tys. zł. Lekarze w 2011 roku zarabiali niecałe 6,5 tys. zł, a rok później już 8,5 tys. złotych
Zanim radni zabrali głos, o problemach z negocjacjami przyszłorocznego kontraktu opowiadała prezes PZOZ Ewa Nieścierenko. Prezentowała wskaźniki i przepisy.
– Zasady rozliczeń w 2013 roku poznaliśmy dopiero w październiku – żaliła się radnym. – Pani prezes żyje chyba w jakimś matriksie. NFZ to nie maszyna. Za tym urzędem stoją ludzie, dyrektor, prezes i premier. Niech pani powie swoim poplecznikom z PO, żeby zaczęli dbać o ludzi – ostro zareagowała radna PiS Wioletta Kulpa.
Nie obyło się bez wątpliwości. Radni pytali o wzrost zatrudniania wśród pracowników niemedycznych. Chcieli wiedzieć, jakie inwestycje realizuje spółka, że musi zatrudniać fachowców od zamówień publicznych. Radni wrócili do sprawy likwidacji przychodni przy ul. Reja. Jej pacjenci zostali przeniesieni do niepublicznej przychodni św. Anny przy ul. Kochanowskiego.
– To starsi, schorowani ludzie. A co się dzieje z budynkiem przy Reja? Miał tam powstać oddział psychiatryczny, a budynek niszczeje i generuje straty. Dlaczego kierowniczka przychodni przy ul. Miodowej jest jednocześnie udziałowcem przychodni św. Anny? – pytała Wioletta Kulpa. Radna chciała też wiedzieć, czy w PZOZ są zatrudniani lekarze, których kontrakty przekraczają 30, a nawet 40 tysięcy złotych miesięcznie. Pojawiły się także zarzuty o oszczędzaniu na środkach czystości czy wyżywieniu pacjentów szpitala.
O prawdopodobnym przeznaczeniu budynku przy ul. Reja opowiedział wiceprezydent Roman Siemiątkowski. – Chcemy przekazać ten budynek pomocy społecznej. Na parterze mógłby powstać dom samopomocy, na piętrze mieszkania chronione, a w piwnicy dom dziennego pobytu dla osób starszych. Mogłaby to prowadzić jakaś organizacja pozarządowa. Do zarobków lekarzy odniosła się prezes spółki. – To, że ktoś pracuje w naszej przychodni i jest udziałowcem innej firmy, nie znaczy, że źle pracuje. Stawki dla lekarzy są efektem tego, że jest ich w Płocku mało. W szpitalu mamy świetnych fachowców, między innymi z Łodzi i Warszawy – tłumaczyła Ewa Nieścierenko.
Obradom przysłuchiwali się związkowcy. Na balkonie ratuszowej auli wywiesili m.in. takie transparenty: „Nie chcemy kibiców piłki ręcznej w zakładzie, tylko kompetentnych pracowników”, „Nie jesteśmy firmą bez pieniędzy, należy tylko rozsądnie nimi zarządzać”, „Chcemy więcej etatów dla pielęgniarek, a nie dla urzędników, których nawet nie znamy”. Reprezentująca ich Monika Kłosińska z „Solidarności” zapewniła, że personel wspiera działania zarządu mające na celu wyjście z trudnej sytuacji. – Mamy nadzieję, że nikt nie zostanie zwolniony. Niech prezydent pamięta, że to są nasze miejsca pracy. Od nich zależy przyszłość naszych rodzin – mówiła.
Głos w sprawie sytuacji w PZOZ zabrał także szef regionu płockiego NSZZ „Solidarność” Wojciech Kępczyński. – Bardzo prawdopodobne, że płocka służba zdrowia jest źle zarządzana, a organ założycielski do końca nie wypełnia swoich powinności. Jesteśmy w miejscu, w którym można powiedzieć, że płocka służba zdrowia jest chora. Widzimy, że jest jeden kierunek – prywatne gabinety. Gabinety publiczne są źle zarządzane, pod słabą kontrolą, wyjęte spod jurysdykcji rządu. Jeśli nie odpowiada za to minister zdrowia, to kto ma odpowiadać? My, obywatele? – powiedział w rozmowie z dziennikarzami.    Jacek Danieluk

Zobacz kolejny artykuł

Defibrylator dla Politechniki

Płocka uczelnia dołącza do sieci placówek mających na swoim terenie aparat do ratowania życia AED. …