Najnowsze informacje
anal pump

Parszywy los nigdy się nie uśmiecha

Ma trzydzieści parę lat a nieszczęściami, które ją dotknęły, mogłaby obdzielić całe miasto. Najgorsza rzecz obecnie to długi.
– To 45 tys. łącznie z odsetkami – podlicza Joanna. Ile pożyczyła dodatkowo u życzliwych ludzi, nawet woli nie myśleć. Najgorsze, że terminy spłat gonią kolejne terminy, a córeczka potrzebuje butów. Kosztują 2,5 tysiąca złotych, bo są to buty ortopedyczne. 3-letnia dziewczynka jest niepełnosprawna. Joanna chce zdobyć pieniądze na buty dla córeczki, choćby jeszcze bardziej miała się zadłużyć.
Joanny życie nie rozpieszczało. Ojciec zginął w wypadku w pracy. Matka się rozchorowała. Rodzeństwo od dawna miało problemy ze zdrowiem. Jej jakoś się udawało, ale tylko do czasu, gdy potrącił ją samochód. Przed komisją w ZUS-ie dostała ataku padaczki. Wypadek pozostawił na niej trwałe piętno. Orzeczono umiarkowany stopień niepełnosprawności. Dziewczyna została z rentą – 600 zł z groszami.
Życie przygotowało dla niej kolejne niespodzianki. Z początku wydawały się nawet miłe. Wybuchło uczucie, kobieta szybko zaszła w ciążę, ale dziecko urodziło się z wadą serca. Ze szpitala Joannę i córeczkę odebrały panie z Towarzystwa Przyjaciół Dzieci z Płocka. Ukochanego potrącił samochód. Zginął na miejscu. Joanna o nazwisko ojca musiała walczyć w sądzie. Jej córka renty po ojcu już jednak nie dostała, za mało bowiem w życiu przepracował. Według wyliczeń ZUS-u zabrakło 8 miesięcy i 7 dni.

Matka boi się więzienia

Joanna często zagląda na konto. Najczęściej króluje tam minus. Plus – jeśli już się pojawia to na krótko. Dochód miesięczny to renta socjalna 698 zł. Po potrąceniach w wysokości 174 zł do ręki Joanna dostaje 435 zł. Jest też pod opieką sierpeckiej pomocy społecznej. Dostaje stąd zasiłek pielęgnacyjny – 153 zł, zasiłek rodzinny – 77 zł, dodatek dla samotnej matki – 250 zł i na rehabilitację dziecka do 5. roku życia – 60 zł. – Na życie zostaje mi 100 zł miesięcznie. Pieniądze zabierają komornicy. Co dostanę z opieki, to spłacam zaległości. Zadłużyłam się strasznie. Kupiłam dla córki wózek specjalistyczny, bo mała przechodzi parę kroków i pada jak długa. Kosztował 35 tys. zł. Spłaciłam dopiero 6 rat po 500 zł – opowiada Joanna. Przyznaje, że sytuacja ją przerasta. Najbardziej boi się, że za długi trafi do więzienia, że nikt nie będzie patrzył, że ma chorą córeczkę.
Na pierwszy rzut oka u dziewczynki nie widać problemów. Porusza się o własnych siłach. Jest chętna do zabawy i ciekawa świata. Wymaga jednak rehabilitacji, masaży rąk i nóg. Ma zaburzenia neurorozwojowe. Boryka się też z zaburzeniami artykulacji, zaburzeniami emocjonalnymi, wymaga stałej obecności matki. „Utrzymuje się opóźnienie w rozwoju mowy” – czytamy w kolejnych dokumentacjach lekarskich. Dziewczynka jest pod opieką Poradni Neurologicznej i Kardiologicznej Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.
Joanna systematycznie jeździ z córką na rehabilitację do Płocka. Tylko pociągi czasem zawodzą.
– Jest ciężko. Idzie zima, a ja nie mam kurtki dla małej. Ostatnio pożyczyłam od znajomych. Czasem dostajemy ciuszki, ale często są za małe – martwi się Joanna.
Pomagają dobrzy ludzie, znajomi, stowarzyszenie „Szansa na życie” i Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, urzędnicy z pomocy społecznej i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. – To wciąż jednak za mało. MOPS już nawet nie chce pomagać. „Szansa na życie” finansowo nie pomaga, daje nam czasem żywność. W paczce znajduję pół kilo makaronu, litr mleka, małą porcję serka topionego, ryż, kaszę gryczaną, ale ja nie nakarmię nią dziecka-alergika. Córka pije mleko specjalistyczne, które nie jest refundowane. Jedno opakowanie kosztuje 70 zł, a starcza na 3–4 dni – tłumaczy matka.
Joanna potrzebuje wszystkiego. Najbardziej przydałby się lepszy los. Chętnie zamieniłaby też mieszkanie. Jest w nim tak samo jak na dworze tzn. zimą zimno, latem gorąco, a jesienią mokro. Podczas deszczu na środku pokoju obowiązkowo stoją miski. – Nie ma łazienki, wanny, prysznica. Jest stara wadliwa instalacja elektryczna. Z kuchni kaflowej nie mogę korzystać, bo jest niesprawna. Opieka społeczna groziła, że zabiorą mi dziecko, jak nie poprawię warunków. Córeczka miała wtedy 3 miesiące. Ale co ja sama mogę zrobić? – pyta Joanna. Zadłużyła się, by kupić tonę węgla na zimę. Nie wie, czy to starczy. Kto przewidzi, jaka będzie tegoroczna zima? Zeszłoroczna sypała śniegiem jeszcze w kwietniu…
Teraz myśli o kupnie bucików ortopedycznych dla córki. – Pytałam o nie w PCPR. Powiedzieli mi, że nie ma już pieniędzy, że mogę się starać w kwietniu. A co mam zrobić teraz? Jeśli ktoś ma buty do oddania za kostkę usztywnione i wiązane w rozmiarze 27–28 chętnie wezmę – mówi kobieta. Liczy też na ubranka w rozmiarze 110 i większe, gry edukacyjne, puzzle, bajki do czytania, telewizor do oglądania bajek, biurko, mleko Bebilon, kaszki.

Pomagamy, ale nie dajemy pieniędzy

Wojciech Rychter, honorowy prezes stowarzyszenia „Szansa na życie” wspierającego ciężko chore dzieci, jak również pełnomocnik ds. osób niepełnosprawnych, doskonale zna sytuację tej rodziny. Dziewczynka jest od dawna pod opieką stowarzyszenia. Udało się jej załatwić darmową rehabilitację. Dostaje paczki żywnościowe, ostatnio w grudniu 5-kilogramową, a do tego zaproszenia na zabawę choinkową i Wigilię.
– Pomagamy, ale nie dajemy pieniędzy. Nasi rodzice mogliby też zrobić zbiórkę odzieży, gdyby wiedzieli o takiej potrzebie, albo sam wyciągnąłbym pieniądze z kieszeni i kupił kurtkę zimową. W naszym stowarzyszeniu radzimy sobie ze znacznie poważniejszymi problemami. W Sierpcu znamy się wszyscy, ale trzeba jednak szczerze z nami rozmawiać o swojej sytuacji, określić dokładnie, czego się potrzebuje i słuchać naszych podpowiedzi. Tu pokutuje również brak odpowiedniej kolejności działań – mówi Wojciech Rychter.
Przykładem są właśnie nieszczęsne buty rehabilitacyjne. Pełnomocnik twierdzi, że doradzał jak krok po kroku można uzyskać refundację na buty czy na sprzęt rehabilitacyjny dla dziecka. Trzeba iść do lekarza, uzyskać zlecenie, potem złożyć podanie w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie, a tego Joanna nie zrobiła.
– To nasza stała klientka. My się wszyscy znamy. Jak się ktoś na ulicy przewróci, wiemy o tym. Jak nie pomogą jedni, to kierują do drugich. Współpracujemy też z fundacją Polsatu, do której kierujemy osoby w uzasadnionej potrzebie – mówi Agnieszka Gorczyca, kierownik PCPR w Sierpcu. I wymienia, że Joanna dostała m.in. raz 329 zł, potem 395 zł na buty i 2700 zł na typowy wózek dziecięcy. I był jeszcze turnus rehabilitacyjny, z którego nie skorzystała.
Dowiadujemy się, że Joanna – owszem, mogła usłyszeć, że obecnie nie ma pieniędzy na kolejne buty dla dziecka. Dopiero w marcu przyszłego roku ma zebrać się rada, by rozdzielić środki przydzielone z PFRON-u. Jest też druga opcja, czyli zakup sprzętu za własne pieniądze, które potem PCPR zwraca klientowi. Czasem otwiera się i trzecia furtka. Nikt – nawet pracownicy PCPR – nie wiedzą jednak, jakie na koniec roku mogą być dodatkowe bonusy. – Jeśli pojawiają się takie pieniądze, to w ostatniej chwili zgłaszamy się do naszych klientów, którzy zostawili podania, by dołączyli potrzebne dokumenty. Tu takich podstaw jednak nie ma. To nie jest żadna zła wola z naszej strony, pomagamy wszystkim, ale wymagamy też spełnienia procedur – zaznacza kierownik.
O specjalistycznym wózku za 35 tys. zł dla dziewczynki nikt tu nie słyszał, choć o refundację na taki sprzęt można się w PCPR starać, ale przy innego rodzaju niepełnosprawności, chodzi np. o paraliż rąk i nóg. Dodatkowo realizowany jest tutaj program „Aktywny samorząd”, który daje wiele nowych możliwości. Prawnik udziela darmowych porad. – Obecnie opieka społeczna działa na nieco innych zasadach. To już nie tylko same zasiłki dla ludzi w trudnej sytuacji, ale przede wszystkim motywacja tych ludzi do działania – podsumowuje kierownik.

Setki takich kobiet

Joanna Olczak, prezes Oddziału Miejsko-Powiatowego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, zna Joannę od lat, od rehabilitacji po feralnym wypadku samochodowym. Chwali matkę za oddanie dla niepełnosprawnego dziecka. Narzeka na bezwzględne przepisy, gdzie złotówka może zaważyć o tym, czy ktoś dostanie dodatek, czy nie.
– We dwie mają na życie kilkaset złotych na miesiąc. Rozumiałabym, gdyby to była suma na tydzień. Dziecko jest niepełnosprawne, to generuje dodatkowe koszty – tłumaczy Joanna Olczak. Zapewnia, że dalej będzie wspierać Joannę, oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe. – Pomagamy Joannie pisać podania, drukujemy potrzebne pisma, kierujemy do urzędów. Pracownicy robili zbiórkę ubrań i rozdawaliśmy je naszym podopiecznym. Joanna też dostawała. Ale nie możemy wstawić okna i zmienić mieszkania, choć warunki są tam okropne – dowiadujemy się w TPD. Prezes dodaje, że są setki takich zagubionych kobiet i wszystkie wymagają pomocy. Siedziba Warsztatów Terapii Zajęciowej przy ul. Kochanowskiego 7a w Płocku to miejsce, gdzie można zostawiać rzeczy dla Joanny i jej córeczki. Bez wsparcia kobieta sobie nie poradzi. Joanna doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego woła o pomoc.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska

PS. Imię bohaterki tekstu na jej życzenie zostało zmienione

Zobacz kolejny artykuł

Defibrylator dla Politechniki

Płocka uczelnia dołącza do sieci placówek mających na swoim terenie aparat do ratowania życia AED. …