Stawki za pomoc drogową wzięte z sufitu?

Źle kończył się ubiegły rok dla pana Henryka, właściciela podpłockiej firmy Usługi Transportowe. Na początku grudnia wracający z Niemiec kierowca jednego z samochodów ciężarowych należących do firmy wjechał do rowu. Świadkami zdarzenia byli funkcjonariusze policji w Koluszkach, którzy chwilę przed zdarzeniem chcieli zatrzymać auto. Kierowca był pod wpływem alkoholu.
Jak się okazało, ktoś zadzwonił po policję, twierdząc, że kierowca samochodu ciężarowego „nie trzyma pasa”, co miało potwierdzać podejrzenie, że jest pod wpływem alkoholu. Policjanci zamiast zatrzymać pojazd na drodze, skierowali go na pobliski parking. Prowadzący nie dał rady skręcić, na dodatek z przeciwka jechał samochód osobowy i ciężarówka znalazła się w rowie.
Kierowca, jak potem odczytano z tachografu, miał wcześniej 3-godzinną przerwę, za kierownicą siedział około 2,5 godziny. W wydychanym powietrzu miał 1,5 promila alkoholu. Policjanci zadzwonili po właściciela firmy przewozowej, a ten po trzech godzinach znalazł się na miejscu zdarzenia. W tym czasie jego kierowca siedział w radiowozie. Pierwszą rzeczą, którą musiał zrobić pan Henryk, było podpisanie oświadczenia, że wyraża zgodę na wyciągnięcie pojazdu z rowu na własny koszt i doprowadzi kierowcę do stanu wytrzeźwienia.
Z drugim poszło łatwo, z pierwszym niestety nie. Mijały godziny, a ciężarówka leżała w rowie. Nawet zaczęło wyciekać paliwo, ale wysłany na miejsce zdarzenia strażak stwierdził, że wyciek nie zagraża bezpieczeństwu.
Ciężarówka leżała w rowie, a pan Henryk prowadził negocjacje.

Zobacz kolejny artykuł

Ta historia jest wciąż żywa…

Rozmowa z Teresą Trojanowską – siostrzenicą pochodzącego z Bromierza Wacława Michalskiego – zamordowanego na Rakowieckiej …

Jeden komentarz

  1. Po to mamy prywatne firmy zajmujące się tego typu pracą żeby to robiły. Najlepiej wezwać strażaków, tylko pozostaje pytanie kto da chleb pracownikom tych firm. Jeśli osobówka wpadnie do rowu to też wzywa się straż żeby wyciągła i odholowała. Mało tego należy sobie zdać sprawę z tego, że taka prywatna firma może i kasuje dużo. Tylko jeśli weźmiemy pod uwagę, że ma utrzymać obsadę, opłacić przeglądy, wymieniać liny i najważniejsze mieć sprzęt to musi to kosztować. Jeśli ktoś ma holownik to nie jest to ciągnik siodłowy, który non stop jeździ, a sprzęt który kosztuje duże pieniądze, a używany jest stosunkowo rzadko. Artykuł mocno tendencyjny, najlepszy jest tekst sugerujący winę policji bo chciała go na parking skierować.

    NIE WINNY JEST BANDYTA ZA KÓŁKIEM!