Najnowsze informacje
anal pump
fot. Archiwum

Od Pacyfiku do Atlantyku

Jest jednym z tych mieszkańców naszego regionu, który gości na łamach Tygodnika Płockiego od wielu lat. Zawsze wtedy, gdy realizuje swoje kolejne, wydawałoby się, niemożliwe do spełnienia marzenie. Po raz pierwszy napisaliśmy o Januszu Radgowskim pięć lat temu, kiedy obiecał, że zaczyna zupełnie nowe życie.
Jego życiorys to materiał na filmowy scenariusz. Przez alkohol rozpadła się jego rodzina, stracił zdrowie, a po przeszczepie nerki musiał przesiąść się na wózek inwalidzki. Nie miał gdzie mieszkać, więc trafił do Domu Pomocy Społecznej w Koszelewie.
Jednak w pewnym momencie zdecydował, że czas na totalną zmianę. Zaprosił dziennikarkę Tygodnika Płockiego do swojego pokoju i obiecał, że rozpoczyna nowe życie, w którym celem jest niesienie pomocy najsłabszym, najmłodszym i ciężko chorym. – Sam mam niewiele, jeżdżę na wózku inwalidzkim. Ale dopóki mam zdrowe ręce, chcę zdobywać pieniądze dla dzieci – na rehabilitację, lekarstwa, badania. Chcę spłacić dług wobec tych, którzy podali mi pomocną dłoń – mówił.
Jak obiecał, tak zrobił. I choć sześć lat temu przeszedł przeszczep nerki i od tamtego czasu jeździ na wózku, nie zamierza użalać się nad sobą. Postanowił, że będzie trenować i startować w maratonach, by chociaż w ten sposób zwrócić uwagę na chorych, zdanych na łaskę innych. Potem doszły kolejne pomysły. Zorientował się, że dobrym sposobem, by zbierać pieniądze, będzie dzielenie się swoimi życiowymi doświadczeniami.
Ludzie go słuchali, a dzięki temu najpierw na konto ciężko chorego Czarka, potem dla Klaudii, wpływały datki. Szybko okazało się, że start w maratonach to zbyt mało, dlatego wymyślił inny sposób dotarcia do tych, którzy mają pieniądze i mogą pomóc dzieciom. Organizował coraz dłuższe wyprawy.
Pierwszą zrealizował w maju ubiegłego roku, kiedy w 14 dni pokonał trasę długości 700 km z Krakowa do Sopotu na wózku inwalidzkim, a po drodze spotykał się m.in. z uczniami w szkołach.
Wyprawa zakończyła się sukcesem i już w drodze powrotnej do Koszelewa zaczął planować następną, wydawałoby się, nie do zrealizowania. Zaplanował trasę znacznie trudniejszą, dłuższą, która miała zacząć się w Rzymie, a skończyć w Wadowicach. I to się udało – w ciągu 40 dni pokonał 1700 km, opowiadając w kolejnych miastach o małej Klaudusi z Płocka walczącej z neuroblasdomą typu IV, która potrzebuje pomocy.
Kiedy zameldował się w Wadowicach, od razu zadzwonił do redakcji, by pochwalić się nowym pomysłem. To już nie podróż przez Polskę, nie po Europie, ale supermaraton po USA Pacyfik – Atlantyk.
Choć taka podróż wydaje się niemożliwa do zrealizowania, Janusz Radgowski wie, że da radę. – Mam opracowaną trasę mojego supermaratonu. Współpracuję z MSZ, opracowałem kosztorys wyprawy. Wiem, że porywam się z motyką na słońce, ale wierzę, że sobie poradzę – zapewnia.
Plan wyprawy: 15 kwietnia 2016 zamierza przylecieć do Seattle w stanie Waszyngton, po dwóch tygodniach klimatyzacji i treningów w górach planuje wystartować 2 maja, przejechać stany: Waszyngton, Idaho, Dakota Północna, Dakota Południowa, Minnesota, Iowa, Illinois, Indiana, Ohio, Pensylwania, Maryland, New Jersey, w sumie 5 tys. km, i 28 września zakończyć wyprawę w Lewes w stanie New Jersey, a 5 października wrócić z Nowego Jorku do Warszawy.
– To jest mój Mount Everest. Chcę pokazać, że mimo wielu przeciwności jestem w stanie pomóc Zuzi Jędrachowicz, małej dziewczynce, która przyszła na świat z zespołem wad wrodzonych. Ja sam nie zbieram pieniędzy, ale jadąc na wózku, będę eksponować numer konta Zuzi. W ten sposób każdy, komu leży na sercu pomoc innym, będzie mógł dorzucić swój datek – zaprasza.
Janusz Radgowski powtarza, że każdy ma swoje problemy i każdy chce iść w górę. Tylko że jedni mają przed sobą Mount Everest, a inni tylko pagórek. Na niego czeka niesamowita wyprawa, wyczyn sportowy na skalę globalną. – Swoją postawą niosę w świat ideę fair play. W czasie wyprawy będę przełamywał bariery fizyczne i wewnętrzne zahamowania, ale bardzo chcę pomóc w leczeniu Zuzi – tłumaczy Janusz Radgowski.
Niepełnosprawny maratończyk też potrzebuje pomocy. Organizacja wyprawy to spore koszty. Największą pozycją w budżecie jest przelot z Warszawy do Seattle i z powrotem. – Poszukuję osób, firm i instytucji, które zechciałyby sponsorować lub w jakikolwiek sposób wspomóc mój supermaraton – prosi o wsparcie.
Osoby prywatne i instytucje, które chciałyby pomóc Januszowi Radgowskiemu w realizacji jego pomysłu, mogą się z nim kontaktować telefonicznie pod nr 601 718 200 lub elektronicznie: janusz.rsport@op.pl. Patronat medialny nad wyprawą Janusza Radgowskiego przez Stany Zjednoczone objęła między innymi redakcja Tygodnika Płockiego. Jola Marciniak

Zobacz kolejny artykuł

Zgubne ponęty trucizny alkoholowej

Niegdyś alkohol sprzedawano w karczmach i szynkach, produkowano w prywatnych gorzelniach i browarach. Czasami służył …