Najnowsze informacje
anal pump

Obrączki z lilijką

„Czerwona róża, biały kwiat, ta ra ra, czerwona róża, biały kwiat. Wędruj, harcerko, harcerko, wędruj. Wędruj, harcerko, ze mną w świat…”. Niejeden harcerz podśpiewywał tę piosenkę przy obozowym ognisku, nawet nie spodziewając się, jak prorocze mogą to być słowa. Dziś w Płocku mamy wiele harcerskich małżeństw, połączonych wspólną pasją i uczuciem. – Bo z harcerstwem jest tak, że jak ktoś złapie bakcyla to już na całe życie. Jeszcze lepiej, gdy swoje ideały możemy dzielić z drugą bliską sercu osobą – zapewniają szczęśliwi małżonkowie.
Takie obrączki z lilijką w tle noszą Mariusz i Agata Fabiszewscy. Ślub brali w sierpniu br. Katarzyna i Artur Brzyscy szczycą się kilkunastoletnim stażem małżeńskim. Joanna i Janusz Banasiakowie są 24 lata po ślubie. To harcerze Związku Harcerstwa Polskiego. Ale małżeństw nie brakuje również wśród harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Albert Dyna, komendant płockiego hufca ZHR, jest przekonany, że harcerstwo ukierunkowało jego sposób myślenia i podejście do życia. Szukał drugiej połówki o podobnym światopoglądzie. Udało się ją znaleźć we własnym kręgu. I nie było to trudne zadanie, choć w ZHR nie ma koedukacji tzn. drużyny są albo żeńskie albo męskie. – Ale razem pracujemy i wyjeżdżamy na obozy – dodaje komendant. I tak spotkał wybrankę swego serca. Jest nią Anna Dyna, instruktorka hufca. Od roku są w szczęśliwym związku małżeńskim. – Trzeba przyznać, że przy naszym zaangażowaniu pozostaje mało czasu na życie prywatne. Z drugiej strony, gdy wyjeżdżamy na urlop, po kilku dniach tęsknimy za pracą i naszymi podopiecznymi – zdradza Albert Dyna, szczęśliwy małżonek.

Naramiennik podszyty miłością

– Z żoną Agatą poznaliśmy się w harcerstwie, a pierwszym udokumentowanym wyjazdem harcerskim, na którym razem byliśmy, był Zlot Skautów Europy Środkowo-Wschodniej „Tatracor” w Tatrzańskiej Łomnicy na Słowacji w lipcu 2004 roku. Wówczas ja miałem 16 lat, a Agata 19 i w ogóle nie myśleliśmy o sobie w kategoriach „pary” – wspomina Mariusz Fabiszewski. Coś jednak było na rzeczy. W nocy poprzedzającej harcerskie wtajemniczenie wędrownicze Agaty Mariusz z latarką w ręku, w ciasnym namiocie nieudolnie, ale zawzięcie zszywał naramiennik. Nie wiedział, że kilka godzin później trafi on właśnie do Agaty z rąk ówczesnej drużynowej, a dzisiaj komendantki Hufca ZHP Płock hm. Aleksandry Ziółek.
Potem w 2007 roku Agatę i Mariusza połączyła wspólna instruktorska służba w zespole programowym hufca i zespole kadry kształcącej. Zaiskrzyło rok później na obozie w Białym Brzegu. – Podjęliśmy wspólny trud bycia razem, choć tak naprawdę na co dzień byliśmy osobno – ja studiowałem w Toruniu, Agata w Warszawie, a służbę harcerską pełniliśmy w Płocku. 4 lata podróżowaliśmy między tymi trzema miastami, starając się jak najwięcej czasu spędzać razem. Do tego, paradoksalnie, wspólna harcerska praca stawała się coraz trudniejsza, aż w pewnym momencie zdecydowaliśmy się na różne zespoły – opowiada Mariusz.
Zaręczyli się 5 sierpnia 2010 roku w Mielnie nad morzem. Ślub odbył się 2 lata później – 4 sierpnia 2012 w płockiej katedrze. Agatę w szpalerze harcerzy trzymających białe róże prowadził do ołtarza tata. Dary nieśli funkcyjni z 202 Drużyny Harcerskiej im. Janusza Korczaka – to drużyna Agaty i z 2 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej „Braterstwo Wilków” im. Jana Bytnara ps. „Rudy” – to drużyna Mariusza. Ostatnim z darów były dwie harcerskie chusty w barwach drużyn nowożeńców związane węzłem płaskim – symbolem braterstwa i przyjaźni. Mszę św. celebrował były kapelan Hufca ZHP Płock ks. Tadeusz Milczarski, którego nowożeńcy poznali podczas harcerskiej pracy.
Przed kościołem stanęła brama w harcerskim stylu. Harcerze rozbili prowizoryczny obóz z namiotem. Były nawet ognisko i piosenki przy gitarze. – Na tym nie kończy się nasza harcerska droga, działamy nadal dla płockiego środowiska ZHP, a także Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkich. W naszym małżeństwie harcerstwo pełni bardzo ważną funkcję i nie wyobrażamy sobie życia bez harcerskich ideałów, choć zdajemy sobie sprawę, że czasu, który możemy poświęcić harcerstwu, jest coraz mniej – podkreśla podharcmistrz Mariusz Fabiszewski, członek Rady Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkich, na co dzień instruktor Hufca ZHP Płock.

W podróż poślubną na zlot

Katarzyna i Artur Brzyscy wychowują kolejne pokolenie harcerzy, nie tylko zawodowo, ale też prywatnie. Ich dzieci – Piotrek i Ola – praktycznie od pierwszych dni swojego życia hartują się na obozach harcerskich. – Pojechałam na Wędrowniczą Watrę już z dwutygodniowym maleństwem – wspomina Katarzyna. Jedyne udogodnienie, na jakie sobie pozwoliła, to wynajęcie pokoju zamiast noclegu w namiocie. Przy kolejnych wyprawach nie było już taryfy ulgowej. – Pamiętam, jak z 4-letnim Piotrusiem pojechaliśmy na Zlot Grunwaldzki. Znajomi martwili się o wygodę dziecka, a Piotruś tylko pytał, gdzie jest nasz namiocik i szukał śpiwora. Dziś nasze dzieci są bardzo zaradne. Chcą być samodzielne i na obozach już nie potrzebują obecności rodziców. Rozumiemy to, w końcu nasze dzieci dorastają – wzdychają Brzyscy.
Nie spodziewali się, że harcerstwo połączy ich drogi. Nic na to nie wskazywało. Wpadli na siebie na Polowej Zbiórce Harcerzy Starszych. – Kupiłam Arturowi colę. Miał mi za nią oddać pieniądze. Do dziś nie oddał. Potem jeszcze twierdził, że nie rozmawia z komendantami hufca, a byłam wtedy zastępcą komendanta hufca Wyszków. Ja z kolei nie miałam zamiaru utrzymywać kontaktów z wariatami – opowiada Katarzyna Brzyska. I nagle wszystko się zmieniło. Zaczęli się spotykać i planować ślub. W podróż poślubną wybrali się… na Światowy Zlot Harcerstwa Polskiego do Zegrza. Potem Artur ściągnął Katarzynę do Płocka. Znalazła pracę w księgowości w jednej z płockich firm. Udzielała się w Hufcu Płock, nawet gdy na świecie pojawiły się dzieci.
– Jesteśmy rodziną w 100% zaangażowaną w harcerstwo. Mamy przyjaciół harcerzy w całej Polsce. To wiąże się z tym, że wszędzie możemy liczyć na gościnę i sami też jej chętnie udzielamy. Każdy w naszej rodzinie ma również swoje harcerskie obowiązki – opowiada Katarzyna Brzyska. Artur zasiada w jednej z komisji Hufca Płock. Katarzyna jest instruktorem. Ola należy do 203 Drużyny Harcerskiej „Skrzydlaci”, Piotrek – do 11 DH „Żywioły”.

Szefowa w mundurze

O tym, że Joanna i Janusz Banasiakowie są razem, również zadecydowało harcerstwo. Ona, licealistka, startowała na stopień przewodnika. To bardzo ważny moment w karierze harcerza. Opiekunem jej próby instruktorskiej został nieco starszy Janusz. – Zobowiązania instruktorskie zrealizowałam na harcerskim rajdzie Wisła – wspomina Joanna. Był z nią także Janusz. On również wtedy dostał awans… na oficjalnego chłopaka pięknej harcerki. Ślub wzięli kilka lat później – 17 września 1988 roku. W Pałacu Ślubów tego dnia zrobiło się szaro. Młodzi, świadkowie – Barbara Wyrwas i Marek Sokołowski oraz goście ubrani byli w harcerskie mundury. Ktoś zaintonował „Harcerską miłość”. Do dziś na pamiątkę tamtego dnia pozostał pluszak – misiek w pełnym umundurowaniu z plecakiem, w którym w kosteczkę zwinięty jest kocyk. Swoje miejsce ma również kubeczek. – Miś gotowy jest na wyjazd na obóz. Przypomina nam o życiu w pełnej harcerskiej gotowości – tłumaczy Joanna Banasiak.
Małżeństwo wciąż można spotkać w mundurach przy okazji ważnych świąt państwowych i nie tylko. Obowiązkowo zakładają mundur na rajd Wisła, Dni Chorągwi Mazowieckiej, Dzień Myśli Braterskiej, Dzień Niepodległości. – Cały czas związani jesteśmy z harcerstwem. Działamy w Chorągwi Mazowieckiej ZHP, mamy przyjaciół z kręgów harcerskich – tłumaczy dyrektor Książnicy Płockiej. Zdradza, że do pracy też jej się zdarza iść w pełnym umundurowaniu i nie widzi w tym żadnego problemu. Ba, ludzie nawet życzliwiej patrzą na kobietę w mundurze. Harcerskie tradycje przejęła po rodzicach jedna z córek. – Nasza młodsza córka ma obecnie 14 lat i bardzo się angażuje, jeździ na obozy. Kiedy w lato o drugiej w nocy dostałam od niej SMS, że otrzymała właśnie krzyż harcerski, bardzo się wzruszyłam – opowiada Joanna Banasiak.
Przykładów harcerskich małżeństw jest w naszym mieście wiele. Pewnie jeszcze więcej jest pierwszych miłości przeżytych na obozach harcerskich. Nie wszystkie kończą się na ślubnym kobiercu, ale za to zapadają w pamięć do końca życia. O tym szerzej może uda nam się napisać następnym razem. Może są już nawet pierwsi chętni gotowi do wyznań na naszych łamach…
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
fot. Archiwum

Zobacz kolejny artykuł

Zgubne ponęty trucizny alkoholowej

Niegdyś alkohol sprzedawano w karczmach i szynkach, produkowano w prywatnych gorzelniach i browarach. Czasami służył …