Najnowsze informacje
anal pump

Boże Narodzenie na Mazowszu

Święta Bożego Narodzenia – czas pełen magii, czarów, radości i ciepła. To chwile, kiedy spełniają się marzenia, czas okazywania sobie troski i miłości. To przecież właśnie w te dni, zapatrzeni w roziskrzoną choinkę, w uśmiechnięte twarze naszych bliskich, odkrywamy najgłębszy sens życia. Jednocześnie te właśnie Święta, jak żadne inne, skłaniają nas do zadumy, zamyślenia i wspomnień. Puste miejsce przy stole przypomina nam o nieuchronności przemijania i niemal nakazuje, by cieszyć się życiem. Boże Narodzenie łączy w sobie radość zmartwychwstania i ból rozłąki. Dlatego też Święta te przeżywamy tak silnie i tak wiele znaczą one dla każdego z nas.
Właśnie na tę wyjątkową okoliczność Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu przygotowało ekspozycję „Boże Narodzenie na Mazowszu”. Od 15 grudnia 2009 roku do końca lutego 2010 roku liczące ponad sto lat wnętrza dziesięciu wiejskich chałup przybiorą odświętną postać, przypominając tradycyjne Święta. Bo przecież Boże Narodzenie nie zawsze obchodzono tak, jak celebrujemy je dzisiaj, co starają się jak najwierniej oddać twórcy i organizatorzy wystawy. Goście odwiedzający zimą sierpecki skansen, ujrzą drzewka choinkowe przystrojone tradycyjnymi zabawkami, kłosy siana poustawiane w kątach izb, a także tradycyjne wigilijne potrawy.
Choinka pachnąca
piernikiem
Dawniej do Świąt Bożego Narodzenia przygotowywano się dużo wcześniej, a czyniono to z wielkim zaangażowaniem. Mimo chłodu i szybko nastającego mroku wiele czasu spędzano na dworze – „w obejściu”. Mężczyźni poza codziennym karmieniem zwierząt zajmowali się młocką, kręceniem słomianych powróseł, rąbaniem opału. Kobiety zaś spędzały czas na darciu pierza i nadrabianiu zaległości przędzenia na kołowrotku, które namnożyły się latem.
Dokładnie wysprzątane izby i sienie przystrajano ręcznie wykonywanymi ozdobami ze słomy, z czasem – również z kolorowej bibuły. Aby upamiętnić rolnicze pochodzenie Świąt Bożego Narodzenia, w kątach izb stawiano snopy niewymłóconego zboża, na które wieszano światy – ozdoby z opłatka o różnych kształtach.
Choinki ubierano dopiero w Wigilię i niewiele miały one wspólnego z tymi, które dziś cieszą nasze oczy. Warto nadmienić, iż w domach ubogich drzewka choinkowe pojawiły się dość późno, natomiast wraz z początkiem XX wieku były obecne u bogatych mieszkańców wsi. Przystrajano je najczęściej jabłkami, wypiekanymi własnoręcznie piernikami, ozdobami ze słomy i bibuły oraz orzechami barwionymi niekiedy na złoty lub srebrny kolor. W domach o niewielkich izbach ze względu na oszczędność miejsca podwieszano drzewka pod sufitem. Ważnym elementem świątecznego wystroju wnętrz były też zielone gałązki sosnowe bądź świerkowe, które umieszczano nad obrazami, drzwiami oraz rozkładano na podłodze.
Dziś już nie układamy pod wigilijnym stołem lemiesza, nie obwiązujemy też łańcuchem nóg stołu. Dawniej przestrzegano tych, jak i wielu innych rytuałów, co więcej – przykładano do nich ogromną wagę. Lemiesz czy fragment pługa miał zapewnić urodzaj w przyszłym roku i odstraszać krety, natomiast łańcuch dopomóc, by „chleb domu się trzymał”, słowem – by gospodarzy nie dosięgnął głód. Pod biały obrus przeznaczony na wigilijną wieczerzę wkładano siano, czasem rozkładano je też dokoła stołu czy ławy, aby upamiętnić przyjście na świat Jezusa w stajence betlejemskiej.
Jaka wigilia, taki rok
Wraz z nastaniem wigilijnego poranka myśli kobiet koncentrowały się wokół przygotowywania potraw. Pozostali domownicy zachowywali się w ten czas nieco inaczej niż zwykle. Nie było mowy o spaniu do późna czy leżeniu w łóżku po przebudzeniu. Ranne wstanie miało zapewnić pracowitość i żwawość w roku następnym. Zgodnie z zasadą „jaka Wigilia, taki rok cały” starano się nie kłócić i spędzić ten dzień „jak Pan Bóg przykazał”. Ważne było, by pierwszym gościem był w tym dniu mężczyzna. Zdarzało się nawet, że jeśli do chałupy zbliżała się kobieta i miała być pierwszym gościem, nie wpuszczano jej. W tym dniu nie można było niczego pożyczać, gdyż groziło to utratą mienia. Dla kontrastu – pomyślną wróżbą była natomiast udana kradzież, która zapewniać miała pomyślność i spryt w przyszłości.
Istotnym elementem towarzyszącym mieszkańcom wsi w Wigilię było przekonanie o obecności w tym dniu przyjaznych duchów zmarłych. Wierzono, że przebywają one wśród żywych i dlatego nie należy wykonywać gwałtownych ruchów, by ich nie spłoszyć. Zdarzało się nawet, że gospodyni omiatała krzesło zanim usiadła lub głośno wypowiadała czynność, którą zamierzała wykonywać. Absolutnie nie należało szyć, by nie „opleść” jakiejś zbłąkanej duszyczki. Na noc obowiązkowo zostawiano uchylone okno, w miseczkach umieszczano potrawy, rozpalano też ogień, by duchy mogły się ogrzać.
Do wieczerzy wigilijnej zasiadano wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie, zaś w przypadku dużego zachmurzenia wyznacznikiem był zachód słońca. Tradycyjnymi mazowieckimi potrawami wigilijnymi były: kapusta z grochem, kluski z makiem, kapusta z grzybami, barszcz grzybowy, zupa z suszonych owoców, ziemniaki z wody, racuchy zwane słodziakami, ryby, pierogi z kapustą i grzybami czy rwaki – ręcznie wyrabiane kluski. Starano się, by na stole była nieparzysta liczba potraw, gdyż wierzono, że liczba taka symbolizuje otwartą sytuację, w której wiele może się jeszcze zmienić na lepsze. Ilość dań uzależniona była od zamożności gospodarzy, więc na stole można było ujrzeć 3 dania, 5, 7, a nawet 9 czy 11. A. Bruckner i Z. Gloger podają, że wieczerza chłopska składała się z 7 potraw, szlachecka z 9, zaś pańska z 11. Podczas wieczerzy obowiązkowo należało spróbować każdej potrawy, aby jej nie zabrakło w kolejnym roku. Według innego obyczaju potraw musiało być 12 – na pamiątkę dwunastu Apostołów bądź liczby miesięcy w roku.
Dla odmiany – do stołu wigilijnego starano się zasiadać w parzystej liczbie osób. Mieszkańcy wsi uważali, że jeśli będzie to liczba nieparzysta, wówczas w przyszłym roku kogoś zabraknie. Jeśli więc przewidziano nieparzystę liczbę osób przy stole zapraszano sąsiada, wędrowca lub żebraka.
Wigilijna wieczerza rozpoczynała się wspólną modlitwą, po której dzielono się opłatkiem. Nie życzono sobie zdrowia, szczęścia czy miłości, lecz wypowiadano słowa „Byśmy w zdrowiu za rok doczekali”. Najważniejszym dobrem dla ludzi było po prostu życie upływające w zdrowiu. Gospodarz podrzucał łyżkę grochu do góry, co miało zapewnić urodzaj grochu i pomnożenie przychówku. Następnie wieczór upływał na śpiewaniu kolęd i rozmowach. Wszyscy wspólnie wyruszali na pasterkę, by upamiętnić hołd złożony Chrystusowi przez pasterzy. Po powrocie gospodarze przewiązywali drzewka owocowe wykonanymi ze słomy powrósłami. Ci, którzy byli w posiadaniu pasieki, szli również do pszczół, by obwieścić im radosną nowinę – inaczej nie obudziłyby się na wiosnę. Nie skupiano się na obmyślaniu podarunków pod choinkę; miały one wyłącznie charakter symboliczny. Po kolacji gospodarz kruszył kolorowy opłatek do koszyka z sianem i obdzielał nim zwierzęta w stajni, stodole czy chlewie na znak pojednania. Fragment opłatka lądował też w studni, gdyż zapewnić miał zdrową wodę.
Czy panna znajdzie męża
Nie sposób pominąć w tym miejscu bogatej obrzędowości wróżbiarskiej towarzyszącej Świętom Bożego Narodzenia. Przepowiadano przede wszystkim przyszłość, aurę, jaka będzie towarzyszyć ludziom w następnym roku, a nawet stopień urodzaju. Młode dziewczęta skupiały się na wróżeniu czasu zamążpójścia. Wyciągały w tym celu spod obrusa kłos siana i po jego kondycji oceniały, w którym momencie życia wyjdą za mąż. Kłos zielony oznaczał, że panienka znajdzie męża już w przyszłym roku, żółty, zasuszony – że w dalszej przyszłości, zaś połamany bądź pokruszony sugerował, iż na drodze niewiasty nie stanie nigdy żaden mężczyzna.
Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia spędzano w gronie najbliższej rodziny. Starano się przy tym nie opuszczać domu, gdyż obawiano się „co ludzie powiedzą”. Dopiero drugi dzień Świąt spędzano z dalszą rodziną, tudzież sąsiadami. W okresie bożonarodzeniowym gospodarzy często nawiedzały grupy kolędnicze. Warto wymienić chociażby grupę z gwiazdą, dziada z kozą, chłopców z szopką, Trzech Króli oraz Herodów. Grupy przyjmowano chętnie, wierząc, że ich życzenia mają moc magiczną. Za śpiewanie kolęd nagradzano członków grup łakociami, potrawami z wigilijnego stołu, alkoholem, a nawet drobnymi pieniędzmi.
Polska obrzędowość bożonarodzeniowa jest niezwykle barwna i bogata. Pod względem kulturowym stanowi wyjątek na skalę europejską. Wiele spośród obyczajów bożonarodzeniowych prezentuje, jak co roku, Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu w ramach wystawy „Boże Narodzenie na Mazowszu”. We wnętrzach skansenowskich chałup można dostrzec akcesoria niezbędne do wykonywania tradycyjnych ozdób choinkowych czy wypieku świątecznych ciast. Nie zabraknie też przygotowań do Świąt obejmujących łuskanie fasoli, darcie pierza czy przygotowywanie pochodni do wyjścia na pasterkę. Zapraszamy zatem do wkroczenia w świat Świąt Bożego Narodzenia odległego o ponad sto lat, gdzie pachnie świeżo upieczony piernik, a zimowe wieczory spędza się na kręceniu powróseł. W czasach, gdy potrawy na stole wigilijnym są tak wymyślne, że bardziej przypominają egzotyczne niż rodzime, a choinka jest bardziej przebrana niż ubrana wystawa prezentująca tradycyjne rytuały świąteczne zyskuje wymiar szczególny.
Ekspozycja „Boże Narodzenie na Mazowszu” jest prezentowana od 15 grudnia 2009 roku do 28 lutego 2010 roku.
Agnieszka Jezierska-Chalicka
Muzeum Wsi Mazowieckiej
w Sierpcu

Zobacz kolejny artykuł

Zdrowe grzeszki Moniki Nowak

Uwielbiam piec dla przyjaciół… Nie jest matką Polką, nie ma męża i dzieci, ale to …