Najnowsze informacje
anal pump

Słoweńskie lato

Pomiędzy ósmą a dziewiątą kawiarnie na Tartinim wypełniają się gośćmi. Przy stolikach siadają stali bywalcy i turyści, którzy zdążyli już wstać. Uprzejmi kelnerzy sprawnie roznoszą filiżanki z latte, cappuccino, americano, espresso. Podane ze szklanką wody, napełniają powietrze wspaniałym aromatem. Rano Piran uwodzi zapachem kawy, wieczorem – gwarem rozmów w wypełnionych barach i restauracjach.
Do Piranu każdego roku zabieram swoich gości. Gdy zatęsknią za dwiema latarniami u wejścia do małego portu i białym placem, wracają. Najładniejsze miejsce słoweńskiego wybrzeża robi ogromne wrażenie. Jest idealne na letni odpoczynek, bo łączy w sobie zalety miasta i nadmorskiego kurortu. Podobnie jak Sopot. Ciepła słona woda, która unosi kąpiących się na powierzchni, rekompensuje nawet kamieniste plaże. A sól w powietrzu korzystnie wpływa na urodę. Słońce, morze i dużo uliczek, w których łatwo się zgubić to przepis na piękne wakacje.
Przy kawie robi się interesy, czyta gazety, spotyka ze znajomymi. Co ciekawe – to jedno z niewielu słów, które Słoweńcy zdrabniają. Częściej można usłyszeć pytanie o jutranjo kavico (poranną kawkę) niż pieszczotliwą wersję imienia dziecka. Niezwykły sentyment, jakim darzą małą czarną, przekłada się na wysokie piąte miejsce w Europie pod względem spożycia kawy. Mimo tylu miłośników, cena czarnego napoju w ciągu kilku ostatnich lat wzrosła o ponad 60 procent. Filiżanka kosztuje przeciętnie 1,20 euro.
W domach najczęściej pije się tradycyjną kawę po turecku, parzoną w dżezwie. W biurach prym wiodą ekspresy. W kawiarniach możemy wybierać pomiędzy klasykami jak espresso czy bela kava (kawa z mlekiem) a kawą parzoną w tygielku. Dobrej kawy nie trzeba długo szukać. Nie zapłacimy też za nią więcej. Musi smakować, bo inaczej goście przeniosą się do konkurencji. O palmę pierwszeństwa walczą ze sobą marki włoskie i austriacka. Swoich fanów mają Illy, Lavazza i Julius Meinl. Jednak ze sklepowych półek najszybciej znikają torebki ze słoweńską Barcaffe. Ci, którzy chętnie eksperymentują, mogą kupić różne mieszanki w lokalnych palarniach, a potem – próbować w domu. Niestety kawę o smaku wakacji trudno powtórzyć.
Figi za pięć milionów
Naszą podróż do Piranu rozpoczęłyśmy na przystanku autobusowym w Lublanie. Poprzedniego dnia zarezerwowałyśmy przejazd na popularnej w Słowenii stronie internetowej. O wpół do ósmej czekamy na samochód. – Przyjedzie czy nie przyjedzie? – zastanawiamy się, wpatrując w kolejne mijające nas auta. Punktualnie o czasie podjeżdża mercedes. Starszy model, z wygodnymi fotelami i bardzo sympatycznym kierowcą. – Na wakacje? – pyta Zdravko. Bezpiecznie przywozi nas do miasta. Wysiadamy w samym centrum. Jutro pójdziemy na poleconą przez niego plażę, z daleka od miejskiego zgiełku.
Piran wita wspaniałą pogodą. Jest ciepło, ale jeszcze nie gorąco.

Zobacz kolejny artykuł

Medyka – perła Podkarpacia

Odległa o 14 kilometrów na południowy wschód od Przemyśla niewielka wioska Medyka, kojarząca się dziś …