Najnowsze informacje
anal pump

Pełne tajemnic zachodnie rubieże Mazowsza

turystyka--domZaglądamy do Murzynowa i Rokicia
Urocze muzeum zlokalizowane w starej chacie tuż przy brzegu Wisły oraz najstarszy ceglany kościół na Mazowszu, który na pewno skrywa jakieś sekrety. Trasa śmiało polecana wszystkim tym, którzy żeglarskich wrażeń kosztują na Mazurach, a w poszukiwaniu ciekawych zabytków jeżdżą za granicę.
Do obu interesujących nas miejscowości najłatwiej i najszybciej dojechać drogą wojewódzką nr 562 łączącą Płock i Szpetal Górny. Po opuszczeniu granic miasta i przejechaniu odpowiednio – Maszewa, Brwilna i Biskupic, trafiamy do Murzynowa.
Najpierw naszym oczom ukazuje się wspaniały widok na Wisłę, płynącą blisko, jak na wyciągnięcie ręki. Zalew Włocławski wygląda w tym miejscu niesamowicie. Znajduje się tu wypożyczalnia żaglówek i kajaków. Wodne wrażenia będą podobne do tych, które przywozimy z Warmii i Mazur, a w kieszeni zostanie sporo pieniędzy z zaoszczędzonej w ten sposób benzyny.
Na początku Murzynowa uwagę zwraca niepozorny przydrożny krzyż oraz uwiecznione na nim epitafium. Głosi, że: „Za straconego syna tę pamiątkę poświęca matka. T. Tornowska. 1909 r.”. W tym roku mija 100 lat od śmierci syna tej kobiety. Życie ludzkie przemija, ale pamięć o nim uwieczniona w kamieniu może pozostać na wieki.
Patronka rybaków
i szkutników
Warto zatrzymać się w miejscu, z którego odchodzi droga asfaltowa do Srebrnej przez Siecień oraz mniej widoczna odnoga w kierunku Wisły. Stoi przy niej pewien drogowskaz, który pokazuje miejsce, gdzie swą siedzibę ma Mazowiecki Ośrodek Geograficzny (wcześniej: Mazowieckie Obserwatorium Geograficzne). To działająca od 1974 roku terenowa placówka Wydziału Geografii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje odremontowany budynek byłej szkoły podstawowej.
Droga zwinnie omija ośrodek z prawej i biegnie dalej do samej Wisły. Na dole (Murzynowo położone jest na skarpie) wzrok przykuwa stara zapomniana kapliczka słupowa z XIX wieku. Maryja czuwa nad bezpieczeństwem mieszkańców trudniących się rybactwem i szkutnictwem. – Murzynowiacy na święto Bożego Ciała zawsze przystrajali ołtarze procesyjne w sieci rybackie – przypomina Andrzej Dwojnych, znawca i miłośnik opisywanych terenów. – Zwyczaj ten przetrwał zresztą do dnia dzisiejszego.Nieopodal, po prawej stronie, w starej chałupie z początków XX wieku – jedynej, która przetrwała do naszych czasów – mieści się niesamowite muzeum. „Muzeum” to nazwa zwyczajowa obiektu, nie prawna. Prezentowane tam zbiory etnograficzne związane są z codziennymi zajęciami mieszkańców Murzynowa, czyli z żeglugą wiślaną, rybołówstwem, sadownictwem i uprawą roli. Mało która miejscowość może poszczycić się kolekcją eksponatów świadczącą o tak bogatej przeszłości.
Badacz wnikliwy
Pomysłodawcą powstania takiego miejsca na mapie Murzynowa był dr hab. Jacek Olędzki – etnograf, który zajmował się badaniem kultury nadwiślańskiej wioski. Przyjaciele pamiętają, jak w 1978 roku z pomocą studentów zorganizował pewną akcję wśród mieszkańców. Nawoływał do oddania niepotrzebnych, zbędnych przedmiotów codziennego użytku, aby móc je zebrać w jednym miejscu. Jakież było zdziwienie, gdy ludzie tłumnie odpowiedzieli na jego apel. Tylko w jednym dniu zwieziono kilka wozów konnych z różnorakimi przedmiotami.
Można powiedzieć, że Jacek Olędzki całkowicie wsiąkł w to miejsce. Przyjeżdżał tu co rok przez 22 lata, od 1978 do 2000 roku i spędzał do ośmiu miesięcy – od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Pomieszkiwał w chałupie wraz ze zgromadzonymi przez siebie eksponatami. Przez cały ten czas obserwował, rozmawiał oraz wnikliwie badał. Notował, fotografował i filmował. Wiedział, jak rozmawiać z ludźmi. Mieszkańcy pamiętają, jak któregoś dnia przed sklepem zbudował ławkę, aby móc tam prowadzić konwersacje. Pomagał przy ciężkich pracach na roli, nie oczekując żadnej zapłaty. Ludzie wiedzieli jednak, czego mu trzeba i odwzajemniali się długą, wyczerpującą rozmową. Zapraszano go na spotkania rodzinne, takie jak śluby czy urodziny, a także na wigilie.
Wynikiem badań było stworzenie obszernej pracy będącej monografią wsi. Nosi ona tytuł: „Murzynowo. Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII-XX w.”.
Tłumacz Biblii i prekursor polskiej ortografii
Co ciekawe, to właśnie Jacek Olędzki jako pierwszy odkrył związki Stanisława Murzynowskiego z Murzynowem. Ten żyjący w XVI wieku polski pisarz reformacyjny dokonał pierwszego przekładu Nowego Testamentu na język polski, wyprzedzając w ten sposób o ponad 40 lat autora najbardziej znanego tłumaczenia – ks. Jakuba Wujka. Jakby tego było mało, Stanisław Murzynowski również jako pierwszy opisał zasady ortografii języka polskiego w swojej pracy pt.: „Ortografija polska”. To właśnie z inicjatywy Jacka Olędzkiego w Murzynowie, na wzgórzu, powstał pomnik w postaci głazu narzutowego ku czci Stanisława Murzynowskiego, a samo muzeum obrało go za patrona. Może w końcu nadszedł czas, aby upamiętnić samego badacza, za sprawą którego w tej maleńkiej miejscowości przez długi czas działo się tyle dobrego.
Chałupą oraz zbiorami etnograficznymi po śmierci Jacka Olędzkiego opiekuje się Tomasz Caban z Mazowieckiego Ośrodka Geograficznego. Choć placówka nie ma stałych godzin otwarcia, można umówić się na jej zwiedzanie, dzwoniąc wcześniej na numer telefonu: (24) 2612695. W tym roku przypada piąta rocznica śmierci Jacka Olędzkiego. Mimo to jest on wciąż żywy w opowieściach i wspomnieniach starszych mieszkańców Murzynowa.
„Kobyli kościół”
Nie sposób nie być pod wrażeniem osoby Jacka Olędzkiego. Co ciekawe, etnograf zajmował się także badaniem pobliskiego kościoła romańskiego w Rokiciu. Aby do niego trafić, należy za dawnymi PGR-owskimi blokami skręcić w lewo. Kościół św. Piotra i Pawła w Rokiciu to najstarsza ceglana świątynia na Mazowszu, którą możemy obecnie podziwiać. Został zbudowany w połowie XIII wieku i mimo licznych remontów zachował do dzisiaj swój średniowieczny, tajemniczy charakter. Z jego powstaniem wiąże się pewna legenda dotycząca dzikich koni. Miały się one bowiem licznie zbierać przy pobliskim źródle nieopodal Wisły. Zaradni okoliczni mieszkańcy postanowili je jednak wyłapać i sprzedać, a za uzyskane w ten sposób pieniądze wybudować murowaną świątynię. Stąd właśnie wzięła się używana do dziś nazwa „kobyli kościół”.
Występowanie dzikich koni w XIII wieku na opisywanym terenie można pewnie włożyć między bajki. Jednak w każdej legendzie jest ziarnko prawdy.
Tajemnicze dołki…
To jednak nie koniec tajemnic. Na południowej oraz wschodniej ścianie łatwo dostrzec niezwykłe wgłębienia. Jest ich bardzo dużo. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak ślady po pociskach. Mają one jednak związek z dawnymi obrzędami religijnymi. Wiercenie dołków miało być podobno pokutą za grzechy. Nieszczęśnik opierał czoło o ścianę świątyni i odmawiał tyle zdrowasiek, ile ksiądz nakazał. Wydrążał przy tym dziurę palcem lub – dla ułatwienia – monetą. Jednak bardziej prawdopodobna, choć mniej działająca na wyobraźnię teoria łączy wgłębienia z obrzędem rozpalania świętego ognia w Wielką Sobotę. Robiono to za pomocą tzw. świdra ogniowego, który przykładano do ścian świątyni. Gdy z jednej strony wzniecano żar, tylna część świdra przy okazji drążyła w murze miseczkowaty lub półkolisty dołek. Od uzyskanego w ten sposób ognia zapalano paschał, a po skończonym nabożeństwie wierni zabierali święty płomień do swoich domostw.
…i inskrypcje
Na ścianach dostrzec można nie tylko otwory, ale i prymitywne obrazki, które przedstawiają m.in. jodełki, pługi czy krzyże. Etnografowie są zdania, że to epitafia. W ten sposób niepiśmienni podobno upamiętniali swoich bliskich zmarłych pochowanych na przykościelnym cmentarzu. Na przemian ze znakami tożsamości dawnych mieszkańców Rokicia nietrudno zauważyć imiona i nazwiska osób – według etnografów – niegdyś odwiedzających tę świątynię lub też uczestniczących w jej przebudowach. Niektóre, jak Antoni Kozłowski czy Franciszek Piunowski, bez problemu można odczytać. Najstarsza wydrapana inskrypcja pochodzi z 1647 roku i należy do Jana Chadzińskiego. Co ciekawe, niektóre podpisy nie są wcale stare, łatwo wypatrzeć choćby te mające po 20-30 lat. Nie jest to jednak żaden przejaw wandalizmu. To po prostu głęboko zakorzeniona tradycja wśród mieszkańców. Wrośnięta tak bardzo, jak „kobyli kościół” górujący symbolicznie od ponad 700 lat nad rokicką ziemią.
Magia obu opisywanych miejsc, które łączy fantastyczne położenie nad Wisłą, inspirowała do działania wielu ludzi. Byli wśród nich i budowniczowie kościoła w Rokiciu, i Jacek Olędzki. Nas także królowa polskich rzek może zainspirować. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy mogli poczuć się jak średniowieczni flisacy, którzy miejscowości oglądali wyłącznie z perspektywy rzeki. W Murzynowie, ale też w pobliskich: Brwilnie i Cierszewie, istnieje możliwość wypożyczenia sprzętu wodnego. Może warto zaprzyjaźnić się z Wisłą. Nie pozostaje więc nic innego, jak życzyć… pomyślnych wiatrów.
Tekst i foto Piotr Żabowski

Zobacz kolejny artykuł

Spacer śladami historii miasta

Warto wybrać się na kolejny wakacyjny spacer, by poznać wyjątkową historię naszego miasta związaną z …