Najnowsze informacje
anal pump

Okna z widokiem na morze

Mieszkańcy opowiadają turystom, że słynne drewniane molo zbudowali Sopotludkowie, rodzimi krasnale. Mieli zamiar połączyć wybrzeże Bałtyku ze Szwecją, ale zabrakło im materiału. Chociaż molo ma tylko 511 metrów to jest najdłuższym drewnianym pomostem w Europie. Powstał w latach 20. XIX wieku i wciąż jest najczęściej fotografowanym miejscem. Pędzący „Monciakiem” turyści nie zauważą po drodze niczego innego. Ani zabytkowych kamienic i witrażowych okien, ani legendarnego SPATiF-u. Źle ulokowana rzeźba Adama Myjaka też przyciąga niewielu. Nawet Grand Hotel zmalał, bo zasłonił go wyższy o piętro Sheraton. Sopot się zmienia, liczba turystów nie maleje.
Wysiadających z „eskaemki” wita już nowy dworzec-galeria. Jednym się podoba, drudzy uważają, że nie pasuje do secesyjnego kurortu. Miedziana bryła ma sporo zalet. Elegancki, otwarty całą dobę budynek znacznie różni się od poprzednika. Znajdziemy w nim mediatekę z książkami i audiobookami, cukiernie, sklepy. Czekając na pociąg można usiąść przy kawie albo spróbować świeżo upieczonych francuskich bagietek. W kolejnym segmencie zaplanowano hotel i powierzchnie biurowe.
Charakterystyczne wieżyczki, piękne okna z witrażami i ogrody przy domach to wyróżniki starego zabytkowego Sopotu. Takie miejsca najchętniej wybierają stali bywalcy. Mają tu zaprzyjaźnione kwatery, knajpki, festiwale. Choćby organizowany po raz 60. Sopot Molo Jazz Festiwal. W tym roku wyjątkowy, ponieważ zagrali na nim ci, którzy go przed laty rozpoczynali: Dave Burman i Laurie Chescoe. Towarzyszyli im Jan Ptaszyn Wróblewski i Włodzimierz Nahorny. Legendy jazzu, mimo niesprzyjającej pogody, skupiły wokół muszli koncertowej wielu słuchaczy. Wcześniej w Operze Leśnej zaśpiewała Aleksandra Kurzak.

Wille i ogrody

Z ulicy Bohaterów Monte Cassino proponuję odejść w bok i pospacerować na przykład po Obrońców Westerplatte. Pełno na niej uroczych domów. W jednym z nich mieściła się niegdyś Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Pięknych, która dała początek gdańskiej ASP. Dziś mają tam jeszcze pracownie znani malarze. W Sopocie tworzą: Henryk Cześnik, Maciej Świeszewski, Władysław Szpinger, Ryszard Patzer, Kiejstut Bereźnicki. Swoje prace pokazują w galeriach na całym świecie, również w mieszczącej się w Domu Zdrojowym Państwowej Galerii Sztuki.
Jednym z najstarszych budynków w mieście jest Dworek Sierakowskich – obecnie siedziba Towarzystwa Przyjaciół Sopotu, niegdyś własność hrabiego Kajetana Onufrego Sierakowskiego, światłego bibliofila, posła na Sejm Czteroletni. Można tam posłuchać koncertu, a w ogrodzie napić się herbaty. Na ratunek wciąż czeka architektoniczna perła przy ulicy Goyki nazywana „domkiem z wieżyczką”. To część dawnej rezydencji gdańskiego kupca Wilhelma Jüncke zaprojektowana w XIX wieku przez Karla Hofackera. Budynek otacza stary park z lipami, dębami czerwonymi i miłorzębami. Zrewitalizowano tylko fragment alejki, ale już niszczą ją trenujące na młodych drzewkach psy. W willi być może znajdzie się „art inkubator” czyli przestrzeń dla artystów rozpoczynających swoją karierę.
Takich skarbów w Sopocie jest więcej, ale nie pomagają nieuregulowane prawa własności. Robi się to, co przynosi pieniądze. Deweloperzy też wolą postawić nowy apartamentowiec niż przywrócić świetność starej kamienicy. Smuci to rodowitych Sopocian. – Wszystko, co ważnego w moim życiu, działo się w Sopocie. Znam tu każdy dom, kamień, drzewo. Jeżdżąc tyle po świecie jestem szczęśliwa, kiedy wracam – mówi artystka Natalia Babicz-Bereźnicka. – Ludzie przyjeżdżają do Sopotu, żeby oglądać się nawzajem. Na Monciaku odbywa się swoisty teatr uliczny. Całe dzieciństwo przesiedziałam tu na krawężnikach, machając nogami. Sprawdzaliśmy, kto przyjechał, kto wyjechał, kto się zakochał, a kto rozstał. Teraz Sopotowi brakuje nowoczesnej architektury, która by przyciągała. Takie same galerie, sklepy, ciuchy są wszędzie. Ludzie szukają odmienności. Szansą może być powrót do tradycji.
Na „Monciaku” spotykają się różne generacje. Mieszkańcy głównie wieczorem, turyści od rana. Tu przyjeżdża młodzież z całego Trójmiasta. Jedni szukają rozrywki, drudzy odpoczynku. Na pięknej piaszczystej plaży rozkładają się leżaki, parasole i namioty. Co jakiś czas pomiędzy turystami krąży sprzedawca gotowanej kukurydzy, głośno zachęcając do spróbowania.

Kurort z klasą

Pokaz mody plażowej przenosi się często na ulice. Ale uwaga – w tym roku roznegliżowani turyści nie mają szans na obiad. Miasto i Stowarzyszenie Turystyczne „Sopot” rozpoczęły akcję „Stop golasom na ulicy”. Chodzi o to, aby wychodząc z plaży, zmieniać strój kąpielowy na bardziej odpowiedni. „Golasy” nie zostaną w restauracji obsłużone. Ostrzegają barwne plakaty, autorstwa grafika z Gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, Jacka Staniszewskiego.
Pomysł ucieszył miejscowych, ale też kuracjuszy przybywających do Sopotu, który od 1999 roku ma status uzdrowiska. Pierwszy zakład kąpielowy powstał w 1823 roku, z inicjatywy lekarza Jana Jerzego Haffnera. Plan zakładał również budowę parku, Łazienek i Domu Kuracyjnego. Potem dołączyły korty tenisowe i tor wyścigów konnych. W Domu Zdrojowym dzisiaj mieści się informacja turystyczna. Na ostatnim piętrze, na które wjedziemy zewnętrzną przeszkloną windą, można napić się wody solankowej ze Zdroju św. Wojciecha (zawiera potas, magnez i jod). Stąd rozciąga się fantastyczny widok na molo i morze.
Sopot jest modny, chociaż należy do miast bardzo drogich. Ceny za metr kwadratowy zaczynają się powyżej 10 tysięcy. Jednak deweloperzy stawiają kolejne plomby. Zachęcają nabywców, oferując na przykład dom z częścią przeznaczoną dla pomocy domowej z oddzielnym wejściem i specjalnym pokojem do degustacji wina i whisky. Miejscowych nie stać na takie udogodnienia. Młodzi sopocianie wybierają więc Orłowo albo obrzeża, a kupione na sezon apartamenty często stoją puste.
Podczas spacerów po Sopocie nie omińmy ukrytego w lesie Grodziska – warowni, która dała początek miastu i odnowionej ścieżki w Wąwozie Potoku Elizy. Na dłuższy spacer można wybrać się aż do Kępy Redłowskiej w Gdyni i przywieźć stamtąd fotografię na tle klifu.
P. S. W ubiegłym tygodniu na „Monciaku” ćwiczyli podrywacze. Na „szkolenie” przyjechali artyści podrywu z całej Europy. Uczyli się sztuki uwodzenia…
Tekst i foto Marta Szatkowska-Kunavar

Zobacz kolejny artykuł

Czas na degustację dranników!

A może Skłodowska też była kobietą?! Zirytowany Maks nie daje za wygraną w sporze słownym …