Z ostatniej chwili:
reklama

Za drogie bilety

Przed laty niemal na wszystkie koncerty, które odbywały się w Płocku, nie trzeba było kupować biletów. Przyjeżdżały gwiazdy i śpiewały, grały, tańczyły na plaży lub na Starym Rynku, a ludzie, z mniejszym czy większym zainteresowaniem, oklaskiwali te popisy. Czasem mało znany wykonawca przyciągał tłumy, a gwiazda światowego formatu grała dla fruwających nad estradą gołębi. Płocczanie narzekali na miliony wydawane na imprezy typu „kaszanka” i braku koncertów artystów z najwyższej półki. Otwarcie amfiteatru wymusiło na instytucjach kultury zupełnie nowe podejście. Będzie oferta, która zadowolić powinna każdego mieszkańca Płocka, ale zainteresowani będą musieli kupić na koncert bilety. I choć wcześniej przeciwnicy darmowych występów bili na alarm, to teraz znowu narzekają, że ceny biletów są zbyt wysokie. – Nie tędy droga – mówią. A ludzie odpowiedzialni za kulturę w mieście ripostują. – Chcemy zapewnić imprezy na odpowiednim poziomie dla wszystkich, ale nie damy ich za darmo, chcemy świadomej publiczności.
Nie da się ukryć, że przez ostatnie lata darmowe imprezy przyzwyczaiły płocczan do tego, że nie trzeba kupować biletów, by wysłuchać koncertu. Odbywające się spotkania z artystami na plaży lub na Starówce przyciągały płocczan, przede wszystkim wtedy, gdy była pogoda. Spacerujących, którzy przy okazji mogli posłuchać znanych piosenek, zwykle nie brakowało.
W tym sezonie koncertowym zmieniło się bardzo wiele. Mieszkańcy miasta otrzymali wyjątkowo atrakcyjną ofertę, ale na plakatach, zamiast informacji, że wstęp wolny, znacznie częściej niż wcześniej pojawiała się cena biletu. Czy to oznacza, że płocczanie przestali chodzić na koncerty? Czy proponowane imprezy odbywają się przy pustych trybunach? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Zgadzamy się na bilety, ale już nie do końca na ich cenę.
Wiadomo, że nikt nie lubi sięgać do portfela i płacić za coś, co jeszcze niedawno miał za darmo. Ale czasy są trudne, mamy kryzys, budżet miasta napięty, a my przecież w wakacje chcemy się bawić. A najwięcej chcą się bawić młodzi, uczniowie szkół i studenci, którzy groszem nie śmierdzą.
Tymczasem na Audioriver, festiwal, na którym należy się pokazać, trzeba było kupić karnet za 150 zł. Koncert Laskowik & Malicki – Filharmonia Dowcipu to wydatek w wysokości 80 zł. Do tego należało obejrzeć występ Kazika na Żywo i uczestniczyć w XIII Letnim Festiwalu Muzycznym. Aż serce rwało się także na Come Together Live w wyjątkowo atrakcyjnej obsadzie. Jeśli do tego dodać konieczność kupienia biletu na Pożegnanie Lata – Cover Festiwal, by posłuchać Myslovitz czy płockiego Lao Che, to widać wyraźnie, że tegoroczna oferta koncertowa to spory wydatek dla kulturalnego płocczanina.
Na dodatek w miastach i miejscowościach wokół Płocka odbywają się nierzadko podobne imprezy i to za darmo. Wystarczy śledzić informacje w Tygodniku Płockim i jeździć w weekendy po okolicy, by posłuchać muzyki i obejrzeć występ ulubionego artysty.
Wstęp wolny jest również na wiele imprez odbywających się w miejscowościach turystycznych, do których przyjeżdżają tysiące spragnionych słońca i rozrywki Polaków. Jednym słowem oferta jest bogata i zawsze można wybrać coś dla siebie.
Mimo zarzutów dotyczących wysokich cen imprez w Płocku amfiteatr wcale nie świeci pustkami, a na niektóre płatne imprezy zabrakło biletów, tak wielu było chętnych. – Rzeczywiście płocczanie przez lata przyzwyczajali się do tego, że imprezy są bezpłatne – tłumaczy Monika Maron-Kozicińska, kierownik Oddziału Informacji Miejskiej Urzędu Miasta Płocka. – To powodowało, że często nie przychodzili na nie ci, których akurat ten rodzaj muzyki interesował, tylko osoby przypadkowe. Teraz każdy może sobie wybrać to, co go interesuje, i zapłacić za bilet, którego cena naprawdę wcale nie jest wygórowana. Przecież nie trzeba chodzić na wszystkie imprezy. Oferta jest bogata, każdy powinien znaleźć dla siebie coś interesującego.
Potwierdza te słowa Magdalena Kowalkowska, dyrektor Wydziału Promocji Urzędu Miasta. – Chcemy zapewnić mieszkańcom miasta kulturę z górnej półki, ale na to potrzebny jest ogromny budżet. Nie mamy możliwości kupienia wszystkiego, co ciekawe i interesujące, i dania tego potem za darmo. Gdy imprezy są biletowane, wtedy do budżetu miasta wraca część wydanych środków, które można przeznaczyć na następne imprezy lub na działalność statutową instytucji kultury. Trzeba pamiętać, że wydatek na koncert to nie tylko gaża gwiazdy czy zespołu, to także wiele kosztów dodatkowych, choćby hotele czy agencja ochrony, która musi być na koncercie, by dbać o bezpieczeństwo wszystkich widzów.
Obie panie podkreślają, że starają się negocjować najciekawszą ofertę za najniższą cenę tak, by nie drenować za bardzo portfela płocczan. – Utrzymanie amfiteatru, bez względu na to, czy odbywają się tam imprezy, czy nie, to 800 tys. zł rocznie. A jest to doskonałe miejsce do tego, by w sezonie letnim organizować imprezy biletowane. Nawet jeśli koncert jest bezpłatny, to także wydajemy wejściówki, by wiedzieć, ile osób przyjdzie. Jak ktoś pofatyguje się po odbiór wejściówki, to raczej przyjdzie na koncert, a naszym celem jest, by obiekt był wypełniony do ostatniego miejsca.
I to się udaje, ale nie zawsze. Płocczanie pamiętają imprezy, gdy obiekt był pełen widzów. Tak było podczas koncertu Bajmu, Dżemu, z okazji 50-lecia Polskiego Rocka i kilku innych. Często jednak amfiteatr wypełniony jest tylko w połowie.
Ważne są też imprezy transmitowane przez telewizję. Nie trzeba chyba dodawać, że za przekaz telewizyjny też trzeba płacić, ale to znakomita promocja dla miasta. Z żadnej innej okazji telewizja lepiej nie pokaże Płocka, jak w takim przypadku. Widzowie na długo zapamiętają oświetlony most i skarpę pokazywaną podczas pierwszego kabaretonu, ulice miasta, którymi jeździły uczestniczki Festiwalu Piękna. W trakcie tegorocznego kabaretonu cała Polska dowiedziała się, że w Płocku jest molo, które warto odwiedzić.
Na zarzut o wysokość cen biletów Magdalena Kowalkowska ripostuje. – Płocczanie od dawna wiedzą o cyklicznych imprezach odbywających się w Płocku i wiedzą też, że bilety można kupić dużo taniej w przedsprzedaży. Monika Maron-Kozicińska dodaje, że sama słyszała na ulicach Warszawy, jak ludzie umawiali się na przyjazd na Audioriver. – Trudno się dziwić, że organizator przez lata wyrobił sobie markę i teraz chce na niej zarabiać, oferując produkt na wysokim poziomie. Wiadomo, że na festiwal przyjadą ci, którzy wiedzą, czego chcą słuchać, a ważne jest to, że zostawią pieniądze w hotelach, restauracjach, pubach, a one potem wrócą do budżetu. Audioriver to nasza duma, żadne miasto nie ma tak pięknego Wzgórza Tumskiego jak Płock i oryginalnego, pięknie położonego miejsca na koncerty. To znakomita promocja.
I udowadnia, że dzięki biletowanym imprezom udaje się zaoszczędzić część pieniędzy przeznaczanych w budżecie na imprezy kulturalne. – Te pieniądze wydawane są na cele statutowe, organizację całkowicie bezpłatnych warsztatów, szkoleń i darmowych imprez. W tym roku płocczanie mogli uczestniczyć między innymi w Dniach Historii Płocka, Jarmarku Tumskim, Festiwalu Rockowe Ogródki, a jeszcze będą mogli wziąć udział w Pikniku Archeologicznym i Rynku Sztuki. To oczywiście tylko część bezpłatnej oferty, a muszę tu dodać, że po każdej imprezie dyskutujemy, na ile przypadła ona do gustu płocczanom, i wyciągamy wnioski. Mamy też nowe pomysły, które wkrótce przedstawimy. Chcemy przygotować zróżnicowaną ofertę, by każdy znalazł coś dla siebie.
Płocczanie mogą zadać sobie pytanie, skąd się biorą tacy, a nie inni artyści występujący w Płocku. Kto o tym decyduje i kto wylicza, ile powinny kosztować bilety na imprezy. Tą instytucją jest Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki, czyli POKiS, na którego czele stoi Radosław Łabarzewski.
POKiS organizuje praktycznie wszystkie koncerty, poza festiwalem Audioriver i imprezami zewnętrznymi. Te zewnętrzne to w tym sezonie choćby 25-lecie pracy artystycznej Cezarego Pazury.
Kto decyduje, co płocczanie obejrzą w sezonie? – W licznym gronie zastanawiamy się, co zaproponować mieszkańcom – mówi R. Łabarzewski. – W tym sezonie doszliśmy do wniosku, że musi być kabareton, bo on przyciąga tysiące płocczan i jest promocją dla miasta, ale zastanawialiśmy się, która impreza będzie lepsza: Videoteka Dorosłego Człowieka czy Malicki & Laskowik. Wszyscy podkreślali potencjał artystyczny Filharmonii Dowcipu, a nie bez znaczenia było to, że impreza była cztery razy tańsza. Owszem, bilety nie należały do tanich, kosztowały 80 zł i nie zostały wykupione wszystkie miejsca, ale jesteśmy zadowoleni, bo nie musieliśmy do niej dopłacać. W Warszawie za ten sam koncert widzowie musieli zapłacić 160 zł. Niestety, tyle kosztuje dobra rozrywka.
Może w przypadku Filharmonii zadziałała nie tylko cena biletu, ale fakt, że wszyscy działamy trochę na zasadzie propagowanej w filmie Rejs, że chodzimy tylko na te imprezy, które znamy. Bez względu jednak na to, ile musimy zapłacić za bilet, chcemy bardzo dobrze widzieć i słyszeć wykonawcę. Jak można się spodziewać, zawsze najpierw sprzedawane są najlepsze miejsca, na środku amfiteatru, a gorzej jest z bocznymi i górnymi. Nie da się ukryć, że na występie Malickiego i Laskowika połowa biletów – z powodu ich wysokiej ceny – nie została sprzedana.
Do tej pory bilety były w dwóch cenach, na najlepsze miejsca i te gorsze. Teraz w POKiS-ie dyskutuje się o utworzeniu także trzeciej strefy, gdzie bilety będą najtańsze. Co prawda warunki do oglądania będą nieco gorsze, ale różnica w cenie nie do pogardzenia. Zwykle na imprezy w amfiteatrze przygotowywanych jest 3100 biletów, gdy przewidywana jest transmisja telewizyjna, o około 100 mniej. Najlepsze imprezy to te, gdy wszystkie miejsca są zajęte.
Zawsze jest ryzyko, że płocczanie nie zechcą przyjść do amfiteatru. Dlatego najlepsza byłaby taka sytuacja, gdyby POKiS tylko wynajmował obiekt, a jeśli już organizował własne imprezy, to te na najwyższym poziomie, gdzie kultura będzie szła w parze z rozrywką.
Dziś sprzedać koncert, nawet za niewielką cenę, wcale nie jest łatwo. Dlatego obok dodatkowej strefy najtańszych biletów myśli się nad nowymi rozwiązaniami.
– Wychodzimy z ofertą do firm – wyjaśnia zasady R. Łabarzewski.
– W przypadku koncertu Kazika to się sprawdziło. Chodzi o sprzedaż większej ilości biletów i proponowanych rabatów. Przy sprzedaży 10 biletów dajemy 5% zniżki, przy 30 – 10%, a ktoś, kto kupuje 100 biletów, może z nami negocjować cenę.
W POKiS-ie też nie ukrywają, że ich firma wymaga doinwestowania, nie każdy koncert na sprzęcie, którym dysponują, dobrze brzmi. Najlepiej wiedzą o tym uczestnicy imprezy Kazik na Żywo. Przez ostatnie lata nic nie dokupiono, a jak wiadomo, niemal każdego roku na rynku pojawia się estradowy gadżet, który każda szanująca się firma powinna mieć szybko na składzie.
Ale imprezy sprawdzają się nie tylko w amfiteatrze. Nadal powodzeniem cieszą się bezpłatne koncerty na Starym Rynku, na plaży nad Wisłą, także w salce POKiS-u. – W tym ostatnim przypadku stawiamy na wysoką jakość, ale za niską cenę – tłumaczy R. Łabarzewski. – Bilety zwykle są symboliczne, bo nie mamy sumienia brać więcej za słuchanie muzyki w takich warunkach. Zresztą na koncerty przychodzą przede wszystkim młodzi ludzie, którzy nie mają zbyt dużej ilości gotówki. Chcemy im w ten sposób pomóc. Poza tym, to nie jest sala koncertowa, ale dopóki będą chętni, a na brak widzów nie narzekamy, będziemy je organizować.
Jola Marciniak
jola.marciniak@tp.com.pl

Czy bilety są zbyt drogie?

Andrzej Nowakowski, prezydent miasta Płocka
W mojej ocenie to, czy bilety są za drogie, czy nie, zależy od imprezy, nie można tego generalizować. Nie zawsze miasto organizuje koncert, czasem tylko wynajmuje amfiteatr i wtedy organizator ustala ceny. Na razie nie było takich imprez, żeby amfiteatr był pusty, zwykle jest wielu chętnych, co jest dowodem na to, że dobrze zapraszamy wykonawców, których płocczanie chcą słuchać i nie ustalamy zbyt wysokich cen za wejście.

Andrzej Miszczyński, prezes SPR Wisła Płock
Gdziekolwiek na świecie czy w Polsce chcę uczestniczyć w jakiejś imprezie sportowej lub kulturalnej, to muszę kupić bilet. Dla mnie jest czymś oczywistym, że organizacja jakiejkolwiek imprezy to są koszty i ktoś musi za to zapłacić. Jeśli się chce obejrzeć gwiazdę, to reguły na całym świcie są takie same. W dzisiejszych czasach kapitalizmu trzeba sobie uświadomić, że nie ma nic za darmo.

Beata Karpińska, rzecznik prasowy PKN Orlen
Moim zdaniem ceny biletów na imprezy są zbyt wysokie. Ja sama rzadko mam czas chodzić na koncerty, ale wiem, że młodzi, niepracujący ludzie nie zawsze mogą zarobić sami i bywa, że wyciągają rękę po pieniądze do rodziców. Gdyby ceny były niższe, wtedy chętnych byłoby na pewno więcej.

 
Marcin Nieścierenko, praktykant
Jestem przekonany, że bilety powinny być sprzedawane na imprezy i wcale nie są w Płocku zbyt drogie. Wystarczy śledzić choćby ceny warszawskie, tam trzeba zapłacić znacznie więcej za koncert ulubionego artysty.

 

Mariusz Betlejewski, dziennikarz
Wydaje mi się, że bilety nie są za drogie, za to pozwalają na w miarę komfortowe uczestnictwo w imprezach. Jeśli trzeba zapłacić za bilet, to rzadko przychodzą ludzie przypadkowi, głównie ci, którzy znają twórczość artysty, a w takich warunkach słuchanie muzyki jest dużo lepsze niż w tłumie, bywa podpitych amatorów wrażeń.

Mateusz, uczeń
Szczerze mówiąc, bilety są zbyt drogie. Żeby się dobrze bawić na takich imprezach, trzeba wydać przecież dodatkowe pieniądze. W mieście jest wiele osób, które chciałyby w nich uczestniczyć, lecz brakuje im na to kasy. Zwłaszcza młodym ludziom.

 

Kuba Czoboda, uczeń
Chciałbym, żeby bilety były tańsze, bo teraz muszę wybierać, nie mam pieniędzy na wszystko, co chciałbym obejrzeć i posłuchać. Nie zawsze artyści, których lubię, tu przyjeżdżają i trzeba wybrać się do innego miasta, a to kosztuje jeszcze drożej. Jak będę dorosły, to wtedy będzie mnie stać na koncerty w Płocku, tak muszę prosić o pieniądze rodziców.

Robert Grabowski, pracownik ZE
Gdyby bilety na Audioriver były tańsze o połowę, to i tak byłoby kulturalnie i na pewno ja i wielu moich znajomych by poszło. Niestety, musimy obejść się smakiem. Na inne imprezy rzadko się wybieram, nie śledzę terminów, mam inne hobby.

2 Komentarze

  1. Nie do końca zgadzam się z opinią, że „oferta koncertowa to spory wydatek dla kulturalnego płocczanina”. Bo prawie każda z wymienionych imprez to inna bajka. Osoby, które lubią gatunki muzyczne prezentowane na Audioriver niekoniecznie są zainteresowane żeby pójść na Kazika na Żywo, ludzie którzy uwielbiają Kazika raczej niekoniecznie muszą mieć ochotę, żeby pójść Laskowika, itd. Oferta jest bogata, ale to oznacza (jak autor sam wspomniał), że dla każdego jest coś miłego.

  2. Płatne koncerty osobiście mnie nie bulwersują. Ba wole nawet jak za koncert jest jakaś rozsądna odpłatność bo gwarantuje to publikę zainteresowana wydarzeniem. Tyle że jak się bierze kasę to ma się zobowiązania do utrzymania pewnego poziomu a z tym już gorzej. Ostatni koncert KNŻ w amfiteatrze to była porażka pod względem nagłośnienia. Wokale suportów całkowicie nie do zrozumienia. To co śpiewał Kazik można było zrozumieć tylko jeśli znało się teksty na pamięć. Tego co mówili artyści pomiędzy piosenkami więcej się człowiek domyślał niż słyszał. następnym razem sto razy się zastanowię zanim wybiorę się do amfiteatru. Myślę że nie tylko ja.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Tygodnik Płocki nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii - Regulamin komentarzy.

reklama
Przejdź do góry