Najnowsze informacje
anal pump

Płock opalany węglem?

Zimę mamy w pełni, a to oznacza wzmożony sezon grzewczy.
Okazuje się, że to sezon niebezpieczny. Czyha bowiem na nas niewidzialny zabójca – czad. I wcale nie jest on groźny tylko na wsiach, gdzie sami musimy zadbać o ogrzewanie domów. Dotyczy to również Płocka, w którym jest sporo białych plam, jeśli chodzi o dostarczanie ciepła przez miejską sieć. Takie białe plamy to np. lewobrzeżna część miasta, czyli Radziwie, czy osiedle domków przy ul. Wyszogrodzkiej.
Każdego roku z powodu zatrucia tlenkiem węgla umiera w województwie mazowieckim kilkadziesiąt osób. Już tej zimy czad zebrał swoje śmiertelne żniwo. M.in. w Warszawie zatruli się 31–letnia kobieta i jej 4–letni syn. W Płocku i okolicach na szczęście nie było takich tragedii. – Poprzedniej zimy nie mieliśmy przypadków śmiertelnych zatrucia czadem – mówi Jacek Starczewski, rzecznik płockiej straży pożarnej. – Ale to nie oznacza, że nie było z nim kłopotów. Mieliśmy sporo interwencji związanych z podtruciami tlenkiem węgla.
Wydawałoby się, że kłopotów z czadem nie powinno być w miastach. W końcu jest miejska sieć ciepłownicza i ogrzewanie domów czy mieszkań jest bezpieczne. Tyle tylko, że nie wszyscy korzystają z tego dobrodziejstwa. W Płocku sieć ciepłownicza Fortum pokrywa 75 proc. prawobrzeżnej części miasta. Ci mieszkający w tych 25 proc. muszą sobie radzić sami albo liczyć na administratorów budynków. Na piece olejowe, gazowe czy węglowe skazani są mieszkańcy domków na osiedlu Wyszogrodzka. Na ogrzewanie z sieci nie mają co liczyć osoby z budynków administrowanych przez Miejski Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. M.in. na osiedlach Stare Miasto, Kolegialna, Skarpa, Dobrzyńska MZGM ma 163 budynki, w których jest ogrzewanie piecowe. O cieple z sieci mogą pomarzyć płocczanie mieszkający po lewej stronie Wisły. Ale czad to nie tylko piece do ogrzewania mieszkań. To również piecyki kąpielowe zasilane np. gazem.
Nawet jeśli jesteśmy podłączeni do ciepłowniczej nitki i mamy ciepłą wodę z miasta, wcale nie musi oznaczać to końca kłopotów z czadem. Przecież wielką popularnością cieszą się kominki. Ich nieprawidłowa eksploatacja może być również groźna. Czy z tlenkiem węgla można sobie poradzić? Mariusz Skowroński, kierownik w płockiej Spółdzielni Pracy Usług Kominiarskich uważa, że tak. Ale to wymaga spełnienia kilku warunków. – Przede wszystkim muszą być sprawne urządzenia grzewcze – mówi. – Trzeba też zadbać o systematyczne czyszczenie przewodów kominowych.
Mariusz Skowroński tłumaczy, że jeśli ogrzewanie jest na paliwo stałe, czyli węgiel, drewno, to takie czyszczenie powinno być cztery razy w roku. Jeśli jest to gaz lub olej opałowy, to przynajmniej dwa razy do roku. Natomiast każdy właściciel budynku powinien przeprowadzić co najmniej raz w roku kontrolę instalacji gazowych oraz przewodów kominowych (dymowych, spalinowych i wentylacyjnych), w przeciwnym razie podlega karze grzywny.
– Ale umówmy się, że to niestety tylko teoria– mówi Mariusz Skowroński. – Najczęściej jesteśmy wzywani do tak zabitych kominów, że trzeba kilku godzin, aby je odblokować. To efekt tego, że ludzie palą ostatnio w piecach czym popadnie. Pamiętajmy też o wietrzeniu pomieszczeń. Dzisiaj stolarka okienna jest coraz szczelniejsza i w mieszkaniach jest niewiele świeżego powietrza.
Usługi Mariusza Skowrońskiego i jego pracowników to nie są astronomiczne kwoty. Takie standardowe czyszczenie instalacji kominowej to wydatek ok. 100 zł. Jeśli chcemy się w jakiś sposób zabezpieczyć przed czadem, możemy kupić czujki wykrywające dym i gaz. To koszt również ok. 100 zł.
A warto zapobiegać zatruciom tlenkiem węgla. To cichy zabójca, który nie ma ani smaku, ani zapachu. Zatrucie czadem objawia się bólem i zawrotami głowy, uciskiem w skroniach, szumem w uszach, wymiotami, ociężałością oraz ogólnym osłabieniem organizmu. Gdy jego dawka jest duża, następuje porażenie ośrodka oddechowego, bezdech i utrata przytomności, które prowadzą do szybkiej śmierci.
Jeśli jesteśmy świadkiem zatrucia, należy jak najszybciej wynieść poszkodowanego na świeże powietrze, okryć kocem i nie pozwolić mu zasnąć. Trzeba także nadzorować chorego do czasu przyjazdu lekarza. Jeśli straci przytomność, ale będzie oddychał, wystarczy ułożyć go w bezpiecznej pozycji, jeżeli przestanie oddychać – należy rozpocząć reanimację. Grzegorz Szkopek
g.szkopek@tp.com.pl

Zobacz kolejny artykuł

Rezonans najnowszej generacji na Winiarach

U ponad dwustu pacjentów wykonano badania nowoczesnym tomografem zakupionym dla szpitala wojewódzkiego na Winiarach. Najnowszej …