Hałas, rozrywka, biznes! | Gazeta Tygodnik Płocki - informacje, wydarzenia, kultura, sport, zdjęcia, informator, portal, Płock, Sierpc, Gostynin, Wiadomości Płock -
Tygodnik Płocki Online Redakcja Biuro Ogłoszeń Kontakt Ogłoszenia Archiwum Tygodnik Płocki Online
Dzisiaj jest Środa, 8 lutego 2012, 38 dzień roku.

Hałas, rozrywka, biznes!

18.08.2010 | Autor: Tygodnik Płocki | Kategorie: Temat numeru

Utarło się, że festiwal „Audioriver” to jedna z najlepszych imprez kulturalnych w mieście w sezonie letnim. Jest jednak grupa płocczan uznająca ją za jedną z najgorszych. Tak niskie noty zbiera za hałas niesiony nocą Wisłą po różnych dzielnicach miasta, za sterty śmieci zalegające na skarpie i za ostatnie obrazki. – Na Starym Rynku pełno było pijanej młodzieży. Jak można też dopuścić do tego, by kąpali się w fontannie, czy spali na ławkach czy wprost na trawnikach. Co to za kultura? – dzwonili do redakcji oburzeni czytelnicy. Oczywiście, nie tylko „Audioriver” spotyka się z tego typu falą krytyki, ale także „Reggaeland” czy „Rockowe Ogródki”.
Niezadowolona grupa płocczan to przede wszystkim ludzie starsi, rodziny z małymi dziećmi, mieszkańcy Starówki, ale też Borowiczek czy Winiar. Ich punkt widzenia, jeśli chodzi o letnie imprezy rozrywkowo-kulturalne organizowane w Płocku, zupełnie odbiega od zachwytów uczestników festiwali i koncertów. – Nie chcemy słuchać tej muzyki, a musimy – skarżą się czytelnicy.
Pan Jan mieszka na ul. Kazimierza Wielkiego. Katorgą nie do wytrzymania był dla niego lipcowy „Reggaeland”. – Całą noc nie mogłem spać, bo tak dudniło u mnie w mieszkaniu. Łomot dochodził bardzo wyraźnie znad Wisły. Nie mogłem zamknąć okna, bo panowały wtedy straszne upały. Kto wydaje pozwolenia na takie katowanie ludzi? Gdzie jest ochrona środowiska, gdzie policja? Jakim prawem można tak zakłócać ciszę nocną i uprzykrzać życie mieszkańców? – pyta.
Kolejny czytelnik narzeka na „Ogródki Rockowe”. Ten festiwal odbywa się w każdy weekend wakacji, w klubie „Rock’69”, mieszczącym się przy placu Narutowicza. W piątki i soboty przez kilka godzin dobiega stąd rockowa muzyka. Dla starszego pokolenia zdecydowanie za mocna. – To nie muzyka. To walenie w bęben i darcie kotów. Dopuszczalna norma hałasu wynosi w mieście maksymalnie 55 decybeli. Tutaj ta norma jest przekroczona, ale nikt z tym nie chce zrobić porządku. Chętnie zamienię się z urzędnikami. Niech pomieszkają u mnie i posłuchają tych wrzasków. Może wtedy zaczną szybciej działać – podpowiada Andrzej Nowak.
Z kolei Henryk Małkowski nie może się pogodzić z obrazkami, które zobaczył w czasie trwania Audioriver na Starym Rynku. – Od rana do nocy na Starówce przytłaczał mnie jeden wielki hałas. Tu się nie dało wysiedzieć. A do tego jeszcze ta pijana młodzież w fontannie. Czy Płock promuje alkoholizm? Bałem się o bezpieczeństwo swoje i mojego wnuczka. Do tego ten bałagan, potłuczone szkoło i te połamane od stawiania dużych namiotów płyty. Kto za to zapłaci? Kto to wymieni? – zastanawia się pan Henryk. Uważa, że rynek Starego Miasta powinien pozostać oazą spokoju i koncertów, ale Płockiej Orkiestry Symfonicznej. – Niech się młodzi bawią, ale nad Wisłą i najlepiej do godziny 22.00, bo reszta nie musi przez nich cierpieć i nie spać całe noce. Nie wszyscy mają wolne w wakacje ani ochotę na tego typu rozrywkę. Mają w zamian obowiązki, pracę, małe dzieci. Ja przez ten łomot w nocy musiałem wyprowadzić się do syna na Podolszyce. Do czego to podobne, żebym przez koncerty nie mógł spać we własnym łóżku – tłumaczy.
Takich sygnałów jest znacznie więcej. Docierają nie tylko do naszej redakcji, ale też do Urzędu Miasta, który jest albo współorganizatorem kulturalno-rozrywkowych atrakcji w Płocku, albo wydaje na nie zezwolenia. Skargi dotyczą głównie imprez na Starówce i na plaży, chociaż są tu wyjątki. Wszystkim podobały się „Noc Cygańska” oraz „Hity na czasie”, które gościły nad Wisłą. Choć w czasie tych imprez także było głośno, to jedyne pretensje ze strony mieszkańców dotyczyły braku policji do rozładowania korków na drogach wyjazdowych i zbyt małej ilości wyjść ewakuacyjnych.

Za dużo basów nad Wisłą
– Są imprezy mniej i bardziej uciążliwe. Stąd mamy raz więcej, raz mniej uwag. Wiąże się to z rodzajem granej muzyki. Muzyka elektroniczna ma to do siebie, że korzysta z dużej ilości basów, na które ludzie są dość wrażliwi. W przypadku „Reggaelandu” muzyka była lżejsza, ale skargi również się pojawiły. Tu odegrał rolę inny czynnik. Dźwięk ma to do siebie, że ludzkie ciało i ubrania go pochłaniają. Niestety, mniejsza frekwencja sprawiła, że dźwięk bardziej się rozchodził w pustej przestrzeni i był bardziej słyszany w odległych zakątkach poza sceną i plażą, co nie oznacza, że Reggaelend był bardziej nagłośniony – tłumaczy Roland Bury, dyrektor Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta.
Gdy goście festiwalowi dobrze się bawią, płocczanie w swoich mieszkaniach z powodu hałasu nie mogą spać. Nie ma jednak złotego sposobu, by zadowolić wszystkich.
– Jeśli ktoś mieszka na Starówce czy na skarpie, to nieuniknione, że w czasie imprez zawsze będzie odczuwał różne natężenia dźwięku. Jednak po sygnałach docierających od mieszkańców, ustaliliśmy z organizatorami imprez na plaży zmienne ustawianie sceny. Gdybyśmy ustawiali ją wciąż w jedną i tę samą stronę, to na hałas narażeni byliby wciąż ci sami mieszkańcy danego osiedla – mówi dyrektor Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta.
To dlatego podczas koncertu „Hity na czasie” scena ustawiona była przodem do Włocławka, więc koncert był dobrze słyszany także w okolicach Winiar. Z kolei na „Audioriver” scena stanęła przodem do skarpy, więc na falę dźwięku narażeni byli głównie mieszkańcy Starówki. To rozwiązanie przynosi efekty. Do ratusza dzwonią płocczanie z podziękowaniami, że tym razem… hałas był zdecydowanie mniejszy.

Z hałasem trzeba się nauczyć żyć

Po prostu trzeba się z nim nauczyć żyć, bo nie da się zrobić jakiejkolwiek imprezy, która korzysta z nagłośnienia elektrycznego bez przekroczenia dopuszczalnej normy decybeli. Nawet jeśli mowa o koncercie orkiestry symfonicznej czy zespołu „Dzieci Płocka” na Starym Rynku.
Dlaczego powinniśmy przymykać oko na kilkudniowe niedogodności? Dla wyższych wartości? Dla prestiżu? Choćby dlatego, że w trakcie tegorocznego „Audioriver” po raz pierwszy Płock dorównał atmosferą wielkim europejskim festiwalom. Bilety kupiło ponad 14 tysięcy osób. Przyjezdni z zagranicy i z kraju na długo przed imprezą zarezerwowali wszystkie możliwe miejsca hotelowe.
Jeden z właścicieli pensjonatów co roku czeka na festiwalowych gości, bo wracają do niego także w ciągu roku. Okazuje się, że chcą bliżej poznać nasze miasto, bo podczas imprezy nie mieli na to czasu.
W trakcie festiwalu restauracje na Starówce przeżywały oblężenie, podobnie zresztą jak i sklepy spożywcze. – Dla mnie „Audioriver” mógłby się odbywać co miesiąc. Mieliśmy w restauracji bardzo dużo gości. Obroty w ciągu weekendu skoczyły co najmniej dwukrotnie. Z pewnością mogłyby być jeszcze większe, gdyby nie ograniczała nas nieco mała ilość pracowników. Nie nadążaliśmy z podawaniem kolejnych dań – tłumaczy Artur Gałach, szef włoskiej restauracji „Arturo” na Starym Rynku.
Podobnie zachwyceni byli pozostali właściciele lokali, a to oznacza czysty zysk dla miasta, który pod postacią podatków spłynie do ratuszowej kasy. Restauratorzy wspominają jednak jeszcze lepsze czasy, kilka lat temu, gdy wszystkie imprezy kulturalne odbywały się tylko i wyłącznie na Starym Rynku. Gości mieli więc na okrągło.
Z kolei mieszkańcy Starówki odetchnęli z ulgą, gdy uruchomiono w końcu amfiteatr oraz przeniesiono imprezy nad Wisłę. Tegoroczny pomysł stworzenia na Starówce dodatkowej sceny z muzyką reggae w czasie „Reggaelandu”, a ostatnio także sceny muzyki elektronicznej związanej z „Audioriver” wznowił protesty. Powód? Oczywiście hałas.

Reanimacja Starego Rynku

– Stary Rynek to nie jest enklawa ciszy i spokoju, a reprezentacyjne miejsce każdego miasta. Starówki w Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie żyją. I w Płocku rynek też powinien żyć, dlatego wciąż organizujemy tutaj imprezy, choć jest ich zdecydowanie mniej niż w latach ubiegłych – mówi Roland Bury. W tym roku zostały jeszcze Rynek Sztuki, jesienią – Bieg Tumski, a w grudniu – wigilia przed ratuszem i sylwester.
Jednak reagując na skargi płocczan, ratusz opracowuje regulamin imprez odbywających się na Starym Rynku. Powstaje on w oparciu o konsultacje m.in. ze Zgromadzeniem Sióstr Bożego Miłosierdzia i proboszczem kościoła farnego. Stąd ustalono, że 22 lutego, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, oraz 5 października, kiedy przypada rocznica śmierci Siostry Faustyny, przed ratuszem nie będzie żadnych imprez kulturalnych, na rzecz uroczystości religijnych. Wiadomo również, że o godz. 15.00, 17.00 i 18.00 nie wskazane są próby koncertów na Starym Rynku ze względu na trwające w sanktuarium i w farze nabożeństwa. To dlatego imprezy na Starówce zaczynają się często o godz. 19.00.
Mieszkańców Starego Rynku ucieszy z kolei zapis dotyczący zakazu rozładunku, montażu i demontażu sceny, oświetlenia i nagłośnienia w godz. między 22.00 a 6.00. W środku nocy nikt więc już nie usłyszy szczęku żelastwa i stukotu młotków. Osoby, które martwi popękana nawierzchnia na placu, uspokajamy, że teraz rozładunek samochodów odbywać się będzie jedynie na kostce brukowej. Regulamin zacznie obowiązywać najprawdopodobniej w sierpniu. Potrzebne są jeszcze sugestie radnych. Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki jako jednostka miejska już się do wytycznych regulaminu stosuje.
Niestety, regulamin dotyczy tylko Starego Rynku więc plaża nadal będzie żyła swoim dotychczasowym kulturalno-rozrywkowym życiem. Raczej nie ma szans, by jakakolwiek impreza przeniosła się stąd na lotnisko. Tak proponuje wielu płocczan, marzących w wakacje o spokojnym śnie. – Dlaczego program telewizji publicznej „Kawa czy herbata?” nagrany został na plaży, a nie Starym Rynku czy w Parku Północnym? Dlaczego „Hity na czasie” były w naszym mieście? Bo organizatorzy postawili nam warunek albo nad Wisłą, albo w ogóle nie ma tych imprez w Płocku. Bo jest to tak specyficzne, unikalne miejsce, że nie ma takiego drugiego. Wykorzystujemy więc to, co mamy najlepsze dla promocji naszego miasta – zaznacza Roland Bury.
Poza tym dojazd na lotnisko jest zdecydowanie gorszy, a gdy spadnie deszcz, wszyscy brodzą po kolana w wodzie. To nie jest ani przyjemne, ani atrakcyjne. Zdecydowanie lepiej publiczności jest na plaży.
Nie ma też szans, żeby imprezy w mieście kończyły się o 22.00, bo to chyba byłby ewenement na skalę światową. Ta godzina oczywiście zaczyna ciszę nocną, ale według prawa we wspólnotach i spółdzielniach mieszkaniowych. Gminy natomiast mają prawo wprowadzić swoje uchwały, ustalające reguły obowiązujące na ich terenie. Mają one charakter przepisów prawa miejscowego, ale nie mogą naruszać przepisów powszechnie obowiązujących, a do takich zalicza się uregulowania zawarte w kodeksie wykroczeń, który np. za wykroczenie uważa naruszanie spokoju nocnego. Czyżby kwadratura koła?
Próbę rozwiązania sytuacji podjął Gdańsk. Radni pracują nad projektem, który przyznawałby gminom uprawnienia do określania, gdzie i w jakich godzinach mają obowiązywać w miastach strefy ciszy nocnej. Ten projekt ma trafić wkrótce do komisji „Przyjazne Państwo”, by i inni na tym skorzystali. Zanim zacznie obowiązywać w Płocku, muszą nam wystarczyć nasze kompromisy.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
blanka@tp.com.pl

Podaj dalej
Tags: , ,

1 komentarz
Zostaw komentarz »

  1. Naprawdę nie rozumiem tych wszystkich protestujących. Pan z wnukiem nie musi przecież w dniach festiwalu wybierać się na spacer na starówkę. W tych dniach starówka przekazywana jest jakby w „dzierżawę” ludziom młodym. Przecież oni są również mieszkańcami naszego miasta. Przez większą część roku starówka należy do ludzi starszych i rodzin z dziećmi. Czy wtedy powinni protestować zwolennicy rozrywki i krytykować władze za beczynność?. A do mieszkańców starówki. Panowie i panie przecież nie musicie mieszkać w tym miejscu. Polska to już wolny kraj. Miejsce zamieszkania człowiek może zmieniać ile chce. Wy byście chcieli mieszkać w najbardziej reprezentacyjnym miejscu naszego miasta i jednocześnie nie ponosić żadnych konsekwencji z tego powodu. Nie róbcie z Płocka zaścianka. Miasto musi żyć. Muszą się odbywać imprezy żeby przyciągnąć turystów, żeby w mediach było głośno o naszym mieście. To jedyna droga rozwoju. Tak dzieje sie wszędzie na świecie. Naprawdę chcecie żeby Płock stał się miastem ludzi starych i sfrustrowanych. A tak się stanie jeżeli będzieci ciągle narzekać na młodych i utrudniać im zabawę. Okres stagnacji, marazmu i nudy przeżywałem w swojej młodości. A przypadała ona, na moje nieszczęście, w okresie komuny. To były naprawdę tragiczne czasy. Oby nigdy nie wróciły.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Tygodnik Płocki nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii - Regulamin.