Najnowsze informacje
anal pump

Echa wypadku na Podolszycach. Kto odpowie za tragedię

Komunikat o zdarzeniu był lakoniczny: „Do groźnie wyglądającego wypadku doszło w nocy z 3 na 4 lutego w Płocku. Około godziny 2.30 dwie osoby stojące na balkonie wieżowca przy ul. Wyszogrodzkiej 161 wypadły na ziemię. Barierka balkonu nie wytrzymała ich naporu. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia, policję i inspektora nadzoru budowlanego”.
Za tymi słowami przekazanymi przez rzecznika prasowego KMP w Płocku kryje się wielka tragedia. Dwóch młodych ludzi spadło na ziemię z I piętra i doznało poważnych obrażeń ciała. Jeden z nich – ten, który bardziej ucierpiał – utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej. O zdarzeniu było bardzo głośno w Płocku, przez weekend narastała fala plotek i opowieści. Relację z miejsca zdarzenia pokazała ogólnopolska telewizja.
O tym, z czyjej winy doszło do wypadku dwóch młodych ludzi, zadecyduje sąd po przeprowadzonym przez policję śledztwie. My postaraliśmy się o relację z pierwszej ręki – od osoby, która była tej nocy w mieszkaniu.
Pod koniec grudnia syn pani Agnieszki kupił mieszkanie na I piętrze w bloku przy ul. Wyszogrodzkiej 161. – Moja rodzina miała bardzo skomplikowaną sytuację mieszkaniową. Zajmowaliśmy część domu, który zgodnie z dokumentami należał do mojego byłego męża, ale który wspólnie budowaliśmy i urządzaliśmy. Mąż zapomniał, że kiedyś się kochaliśmy, mamy dwóch synów i po rozwodzie robił wszystko, byśmy się wyprowadzili, uważając nas za intruzów. Wreszcie pod koniec grudnia 2016 roku syn podpisał akt notarialny kupna mieszkania i wyprowadziliśmy się. Do 3 lutego byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie – opowiada.


Zaczęli od urządzania się w nowym domu. Przy pomocy kolegów zostały przewiezione i rozstawione meble, poukładane rzeczy, a rodzina mogła zacząć normalne życie. – Może dla niektórych wyda się to dziwne, ale my cieszyliśmy się, że wreszcie mamy odpowiednią temperaturę w domu, a z kranu płynie ciepła woda. Wcześniej takich „luksusów” byliśmy pozbawieni – mówi.
Jak to w polskiej tradycji jest przewidziane, w nowym mieszkaniu trzeba urządzić imprezę zwaną „parapetówką”. Najpierw przyszli oglądać mieszkanie koledzy z pracy syna, a w feralny piątek 3 lutego pomocnicy w przeprowadzce. W sumie, razem z domownikami, było 9 osób.

Zobacz kolejny artykuł

Komu w tym roku oddamy swój 1%?

Od 2004 roku podatnicy mogą przekazywać 1 proc. podatku dochodowego na rzecz organizacji pożytku publicznego. …