anal pump

Do specjalisty tylko w Płocku?

Od nowego roku mieszkańcy w małych miejscowościach mogą właściwie pożegnać się z możliwością wizyty w miejscu zamieszkania u lekarzy specjalistów. Już się boją, że o stomatologu czy ginekologu, który dotychczas przyjmował przez kilka godzin w tygodniu w odległym o kilka kilometrów ośrodku, będą musieli zapomnieć. Nie mówiąc o lekarzach innych specjalności, których już było jak na lekarstwo, ale mimo tego w niektórych gminach udało się ich zatrudniać choć przez kilka godzin w miesiącu.
Drastyczna dla pacjentów zmiana grożąca likwidacją małych poradni specjalistycznych to zasługa nowego rozporządzenia Narodowego Funduszu Zdrowia. Zakłada ono, że NFZ w nowym roku podpisze umowy z poradniami, ale pod jednym warunkiem. Muszą, jak czytamy w rozporządzeniu 81/2011 z 4 listopada 2011, spełniać następujące warunki: […] poradnia specjalistyczna czynna nie krócej niż trzy dni w tygodniu po 4 godziny dziennie, w tym co najmniej raz w tygodniu w godzinach przedpołudniowych w przedziale czasowym między godz. 7:30 a 14:00, oraz co najmniej raz w tygodniu w godzinach popołudniowych w przedziale czasowym między godz. 14:00 a 20:00 […]. Dla wielu placówek, jak alarmują sami lekarze, ten wymóg okaże się niemożliwy do zrealizowania. Co w efekcie może oznaczać konieczność ich likwidacji i puste gabinety.
Nad takim wariantem boleją nie tylko lekarze i pacjenci, ale również samorządowcy, którzy od kilku lat przeznaczali spore nakłady na dostosowanie, rozbudowanie i wyposażanie gminnych ośrodków zdrowia. Wszystko po to, by mieszkańcy „pod ręką”, na miejscu mieli dostęp do podstawowych porad specjalistycznych. W tym głównie ginekologicznych i stomatologicznych czy internistycznych. – Perspektywa tego, że zakupiony sprzęt będzie bezużytecznie stał w pustych, nowiutkich pomieszczeniach, a pacjenci nie będą mogli z niego korzystać, jest dramatyczna. Najgorzej jest ze stomatologią. Rok temu mieliśmy kontrakt na półtora etatu. Obecnie na 0,9 etatu. Zakupiliśmy sprzęt i teraz jeden nie będzie wykorzystywany, bo nie mamy kontraktu. Nie wiemy także, co będzie dalej z ginekologią. Dotychczas lekarz przyjmował dwa razy w tygodniu. Teraz nie wiemy, jakie będzie przełożenie. Nie widać przejrzystości zasad. Obserwując, co się dzieje, odnoszę wrażenie, że bardziej liczy się statystyka niż potrzeby. Nie ukrywam, że z niepokojem czekamy na to, co będzie dalej w tym temacie – mówi wójt gminy Gozdowo Dariusz Kalkowski, na terenie której funkcjonuje Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej.
O tym, że takie zagrożenie jest bardzo realne, mówi także doktor Kazimierz Przepiórski, który prowadzi niepubliczny zakład opieki zdrowotnej Medicines w Radzanowie i Łubkach Nowych. Jego zdaniem taka decyzja zabije świetnie wypracowaną przez lata na wsiach i w małych miasteczkach politykę systematycznych badań przesiewowych i opieki szczególnie właśnie w zakresie tak bardzo ostatnio nagłaśnianej w wielu społecznych kampaniach profilaktyki raka piersi czy szyjki macicy. – Gabinety będą stały puste. A nie oszukujmy się, wiele pacjentek, które regularnie przychodziły do swoich ośrodków, swojego lekarza, korzystały z podstawowych, ale niezwykle istotnych badań, w takiej sytuacji trafi do gabinetu sporadycznie albo wcale. Powód? Po pierwsze względy finansowe, bo wcale tak łatwo nie będzie się dostać do lekarza w większych ośrodkach. Na wizytę prywatną nie wszystkich stać. Po drugie bardzo prozaiczna sprawa. Dla wielu pań wizyta w odległym o kilkadziesiąt kilometrów ośrodku będzie wielką wyprawą i wiele z nich po prostu zrezygnuje ze szkodą dla własnego zdrowia – mówi o konsekwencjach planowanych zmian doktor Kazimierz Przepiórski.
I potwierdza, że nie ma możliwości spełnienia wymogu pracy trzy razy w tygodniu w dwunastogodzinnym wymiarze. Poza tym wskazuje na jeszcze jeden ważny aspekt w całej sprawie. W sąsiednich większych ośrodkach wydłużą się kolejki, będą zapisy i nie każdej z pacjentek, które teraz ot tak po prostu przychodziły na wizytę kontrolną, starczy cierpliwości czy wytrwałości, aby czekać w kolejce. – Po prostu zaniechają wizyty – mówi doktor Przepiórski.
Obawia się też, że tak jak w przypadku zlikwidowanych poradni „K”, jak to się stało w Rogozinie czy Łubkach, pacjentki nic w zamian nie dostaną. O tym mówi także prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku doktor Jarosław Wanecki. – W wielu miejscowościach sukcesem było to, że lekarz specjalista przyjmował cztery – pięć godzin tygodniowo. Pacjentki miały zabezpieczoną opiekę lekarską w podstawowym zakresie. Jeśli teraz wymiar czasowy zostanie zwiększony, wiele poradni temu nie podoła. Ponadto jeśli, bazując na regionie płockim, w samym Płocku nie będzie przyznany większy limit, te punkty znikną i po raz kolejny dostępność do świadczeń lekarskich będzie ograniczona – komentuje propozycję dotyczącą czasowego wymiaru poradni doktor Wanecki. I tak jak inni lekarze przyznaje, że i tak już długie kolejki do poradni specjalistycznych będą jeszcze dłuższe.
Kierownik Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Rościszewie doktor Ewa Karczmarczyk, mówiąc o nowym rozporządzeniu, przyznaje, że udało się wymóg zrealizować i kontrakt dostać. – Ale nie jest to łatwe zadanie, między innymi także z tego powodu, że lekarzy nie jest dużo.
Sam budynek ośrodka gmina zmodernizowała i rozbudowała przed trzema laty. Jak informuje nas sekretarz gminy Romana Hoffman, z myślą o rozszerzeniu opieki lekarskiej dla mieszkańców dobudowano nowe skrzydło budynku o łącznej powierzchni użytkowej 120 m2, w którym zlokalizowano gabinet pediatrii i ginekologii. Budynek przeszedł gruntowną przebudowę, wykonano również parking od strony drogi wojewódzkiej dla 13 stanowisk postojowych w tym 2 dla osób niepełnosprawnych, utwardzono polbrukiem plac od strony zaplecza. Na całą inwestycję gmina przeznaczyła 687 tys. zł.
Ile poradni nie będzie w stanie od nowego roku podołać dwunastogodzinnemu tygodniowemu trybowi pracy? Jak informuje rzecznik prasowy mazowieckiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia Wanda Pawłowicz, na razie trudno mówić o cyfrach. – Jesteśmy w trakcie analizy danych dotyczących aktualizacji godzin pracy poradni. Otrzymaliśmy siedemset ankiet. Po ich zweryfikowaniu zobaczymy, ile przychodni będzie spełniało wymóg pracy trzech dni w tygodniu przez cztery godziny dziennie – mówi Wanda Pawłowicz.
Lekarze i pacjenci nie czekając na oficjalne dane już mówią, że nowy tryb pracy pozbawi wiele placówek, głównie w małych ośrodkach, kontraktu, a co za tym idzie dostępu pacjentów do lekarza specjalisty.
Teresa Radwańska-Justyńska
t.radwanska@tp.com.pl

Lekarz specjalista – proszę czekać
Wizyta u lekarza specjalisty w ramach NFZ to nie lada wyzwanie. W zdecydowanej większości przypadków trzeba na nią czekać miesiącami. O swoich doświadczeniach z państwową służbą zdrowia w zakresie specjalistyki mówią uczestniczy naszej cotygodniowej sondy.

Tadeusz Przybyszewski
Gdy chciałem zapisać się do kardiologa, to usłyszałem, że mam czekać pięć miesięcy. To w końcu człowiek umrze, pochowają go i nie doczeka się. Uważam, że ten system nic nie jest wart. Nie jest z pewnością dla przeciętnego człowieka. Co robię? Leczę się jak mogę sam. No oczywiście, że nie jest to bezpieczne, ale co mam zrobić. Do lekarza nie mogę się dostać, a już ceny leków to odrębna, równie przykra sprawa.

Sławomir Menich
Jakie są doświadczenia? Jak większości pacjentów – dramatyczne. Jeśli chce się zrobić jakiekolwiek badanie, to trzeba czekać w kolejkach od kilku tygodni do kilku miesięcy. To jest największa bolączka. Takie realia są nie do przyjęcia, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Na wizyty prywatne stać może 10% społeczeństwa, a nawet mniej. Koło się zamyka i cierpliwie trzeba czekać na wizytę.

Zofia Markiewicz
Fatalne usługi, ogromne kolejki. To jest rzeczywistość w poradniach specjalistycznych. Nie można się dostać. Nasza służba zdrowia jest chora i to bardzo chora. Na szczęście sama w tej chwili nie mam z nią wiele do czynienia, ale moi znajomi bardzo, bardzo narzekają. Po prostu można umrzeć, zanim doczeka się możliwości skorzystania z bezpłatnej wizyty. To jest ogromny dramat ogromnej liczby ludzi.

Anna Adamkowska
Przerażające są wielomiesięczne kolejki i to do każdego specjalisty. Jeśli zapisuje się człowiek poważnie chory, wymagający już działania lekarza i słyszy, że owszem, ale za pół roku osiem miesięcy, to proszę wczuć się w jego sytuację. Nie zawsze można czekać i nie każdy może skorzystać z natychmiastowej wizyty prywatnej. W listopadzie chciałam zarejestrować się do lekarza internisty, usłyszałam, że będzie to możliwe dopiero w styczniu, ale czekam. Identyczna sytuacja z laryngologiem. Miałam wyznaczony tak odległy termin wizyty państwowej, że zmuszona byłam do wizyty prywatnej.

Bogumiła Żółtowska
Na szczęście dopisuje mi zdrowie i mam małe doświadczenia z lekarzami specjalistami. Ale jak słyszę od znajomych i obserwuję, co się dzieje w poradniach, to ludzie przeżywają horrory czekając w niewyobrażalnie długich kolejkach. Przy okazji badań w szpitalu na Winiarach słyszałam, jak jeden z pacjentów zapisywał się do poradni specjalistycznej i miał wyznaczony termin w grudniu przyszłego roku. Nie wyobrażam sobie, że może być jeszcze gorzej. A słyszy się, że może tak być. Doceniam bardzo to, że nie muszę korzystać ze specjalistycznej opieki lekarskiej. Ale człowiek zdrowy, patrząc na to, co się dzieje, żyje w lęku, że jeśli zachoruje, to szansa wizyty bezpłatnej jest minimalna albo żadna.    (rad)

Zobacz kolejny artykuł

Długi płockich seniorów

Blisko 1,2 tys. starszych osób ma kłopoty ze spłatą zobowiązań Jedną z najważniejszych zasad ludzi …

Jeden komentarz

  1. Przy władzy jest PSL i dopuścił do tego że jego wyborcy będą pozbawieni opieki specjalistycznej , może wyborcy tej partii w końcu przejrzą na oczy