Najnowsze informacje
anal pump

Bat na kierowców

Wielu kierowców sądzi, że niepotrzebnie ustawiane są znaki ograniczenia prędkości do 30 czy 40 km/godz. Są zdania, że Policja i Straż Miejska ustawiają potem w takich newralgicznych punktach fotoradary, ludzie płacą mandaty a i tak nie zdejmują nogi z gazu. Tymczasem ograniczenia są ustawiane zwykle przy szkołach, miejscach nieoświetlonych, a uczęszczanych, zwykle dla poprawy bezpieczeństwa pieszych. Niektórzy kierowcy uważają, że to tylko szykany, nie zwalniają, jadą szybko i trudno się dziwić, że w takich miejscach dużo częściej niż gdzie indziej dochodzi do wypadków i kolizji drogowych. W Płocku jest kilka takich miejsc, na jednym z nich, przy SP 13 na ul. Sierpeckiej, zainstalowano właśnie urządzenie do dyscyplinowania kierujących przekraczających dozwoloną prędkość. Gdy na liczniku będą mieli więcej niż przewidują to przepisy, wtedy zapali się na sygnalizatorze czerwone światło, zmuszające do zatrzymania się.
Od początku grudnia będzie testowane pierwsze takie urządzenie w Płocku. – Podobne systemy działają już w kilku miastach w Polsce, między innymi w Warszawie, i się sprawdzają – tłumaczy rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg w Płocku Konrad Kozłowski. – Zgłosiliśmy się do firmy Czmuda SA i zaproponowaliśmy, że przetestujemy sprzęt przez miesiąc. Jeśli się sprawdzi, wtedy zainstalujemy w mieście cztery, może nawet pięć podobnych systemów.
Zasada działania systemu jest bardzo prosta. Jeśli kierowca przekroczy dozwoloną prędkość, na zainstalowanych sygnalizatorach świetlnych zapali się czerwone światło. Aby światło zmieniło się na zielone, konieczne będzie bezwzględne zatrzymanie pojazdu. Kierowca, który będzie poruszał się z dozwoloną prędkością, nie wymusi zmiany światła i pojedzie dalej.
W grudniu system będzie testowany przy Szkole Podstawowej nr 13 w Płocku przy ul. Sierpeckiej, by poprawić bezpieczeństwo dzieci. W tym miejscu, według danych Straży Miejskiej, kierowcy przekraczają dopuszczalną prędkość średnio o ponad 30, a nawet 40 km/godz. Tylko we wrześniu 2011 roku fotoradar wykonał na tym odcinku ulicy 106 zdjęć, na 270 zrobionych w całym mieście.
Wybór nie był zatem przypadkowy. Dopuszczalna prędkość w tym miejscu wynosi 40 km/godz., a zmuszenie kierowców do zatrzymania się w sytuacji, gdy jadą zbyt szybko po długim, prostym odcinku drogi, poprawi bezpieczeństwo pieszych. Wcześniej, na sygnały ze strony mieszkańców miasta i dyrekcji szkoły, pomalowane zostało w kolorze czerwonym i białym przejście dla pieszych. Teraz wyznaczono to miejsce do testowania systemu.
Urządzenie składa się z sygnalizatorów ustawionych po obu stronach jezdni z czujnikami i układem sterującym. Zasilane jest fotowoltaicznie, czyli za pomocą baterii słonecznych. Oznacza to, że wydatek jest jednorazowy. System ma możliwość pomiaru prędkości pojazdów od 0,5 do 255 km/godz., z odległości 200 m dla każdego pojazdu. Jeśli kierowca jedzie zbyt szybko, zapali się czerwone światło.
Lepsze światło niż mandat
Na pewno każdy się zgodzi, że system jest funkcjonalny, przeznaczony do dyscyplinowania, a nie karania kierowców. Działa on prewencyjnie i jest znacznie skuteczniejszy w wymuszaniu poruszania się z dozwoloną prędkością niż radarowa kontrola. – Instalując takie urządzenia chcemy uwypuklić potencjalne zagrożenie i chronić wszystkich uczestników ruchu drogowego, a nie karać mandatami i punktami karnymi kierowców – zapewnia dyrektor MZD Piotr Gryszpanowicz.
– Trzeba jednak mieć świadomość, że osoby, które nie zatrzymają się na czerwonym świetle sygnalizatorów, muszą liczyć się z konsekwencjami i sankcjami karnymi przewidzianymi w kodeksie drogowym.
Pierwszy sygnalizator został zainstalowany przy ul. Sierpeckiej. Po licznych dyskusjach wybrane zostały kolejne punkty. Jeśli urządzenie zda egzamin, następne pojawią się na ul. Słonecznej i na ul. Mazura, gdzie jest ograniczenie do 40 km/godz., ale przy zjeździe w dół większość kierowców znacznie przekracza tę dozwoloną prędkość. Bardzo trudno jest bezpiecznie wyjechać z okolicznych osiedli w obawie o zderzenie z szybko jadącym pojazdem.
Urządzenie w Płocku montować będzie firma Czmuda. Na pytanie, skąd pomysł na takie rozwiązania, Rafał Ślebzak, kierownik działu znaków aktywnych, odpowiedział: – Sam jestem kierowcą i podobnie jak wiele innych osób jestem przeciwny przekraczaniu prędkości. Ten system może poprawić bezpieczeństwo nie tylko na przejściach dla pieszych o dużym natężeniu ruchu, także na niebezpiecznych skrzyżowaniach. To nie jest czysta sygnalizacja świetlna, ale doskonale dyscyplinuje kierowcę. Podobne urządzenia zaczęliśmy montować na przełomie 2008 i 2009 roku i wszędzie zdają one egzamin. Zwykle kierowcy jeżdżą na pamięć, nie zwracają uwagi na znaki drogowe, a to jest doskonały sposób, by wyrobić nawyk patrzenia na prędkościomierz.
Pierwsze urządzenie zostanie zamontowane przy SP 13 w Płocku. – Od wielu lat monitowałam o rozwiązanie problemu, bo nasza szkoła jest przy bardzo ruchliwej drodze, po której często jeżdżą zbyt szybko ciężkie samochody – wyjaśnia dyrektor Wanda Cupta. – Od lat współpracujemy ze Strażą Miejską, organizujemy mnóstwo akcji, których celem jest poprawa bezpieczeństwa dzieci, uczulamy na odblaski, prowadzimy specjalne lekcje, szkolenia, ale to za mało. Co prawda nie zdarzył się żaden wypadek, ale to zasługa głównie naszych uczniów.
Rogozino było pierwsze
Podobne urządzenie działa od września przy Szkole Podstawowej w Rogozinie. – Droga przy naszej szkole jest bardzo niebezpieczna, na dodatek parking jest po drugiej stronie, podobnie jak orlik, na który dzieci przechodzą kilka razy dziennie przez jezdnię – mówi dyrektor Robert Majewski. – Bardzo często dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, bo ruch jest tu duży. Wielu kierowców nie zwraca uwagi na znaki drogowe i jeździ zbyt szybko. Wielokrotnie pisałem do Starostwa Powiatowego pisma z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu, ale dopiero po ostatnich wyborach samorządowych działania Piotra Zgorzelskiego doprowadziły do zainstalowania sygnalizatora. Szybko została oceniona sytuacja, wykonany projekt, wszyscy sprawnie zadziałali, finansowo dołożyła się gmina Radzanowo i od 1 września kierowcy muszą zwalniać, jak zapali się czerwone światło.
Dyrektor Majewski przez okno widzi, że nie wszyscy kierowcy zatrzymują się na czerwonym świetle. W październiku przez krótki czas w tym miejscu stanął radiowóz i ukaranych zostało kilku kierowców, którzy się nie zatrzymali. Wyraźnie widać jednak, że większość respektuje znaki, co oczywiście poprawia bezpieczeństwo dzieci.
Zanim jednak do tego doszło, dzieci musiały nauczyć się przechodzić przez jezdnię. Kierowca, którego zatrzymanie się wymusi urządzenie, ma czerwone światło, ale w tym czasie dzieci nie mają zielonego. Podobnie nie widzą, kiedy czerwone zmieni się w zielone i powinny się zatrzymać. Kilkanaście dni uczyły się przechodzić przez jezdnię, bo dla nich było to przejście nieoznakowane, ale warto było.
Także na Mazurach…
Podobne urządzenia zdają egzamin nie tylko w pobliżu szkół, także na niebezpiecznych skrzyżowaniach. – Od ponad dwóch lat działa u nas taki system na skrzyżowaniu – tłumaczy zastępca burmistrza Korsz na Mazurach Wiesław Prusik. – I jak to zwykle bywa, ci, którzy często tędy jeżdżą, lekceważą czerwone światło albo jadą z taką prędkością, że nie zdąży się ono zapalić. W naszym przypadku, choć jest tu znacznie mniej zdarzeń drogowych, to najlepszym rozwiązaniem tego niebezpiecznego skrzyżowania byłoby wybudowanie ronda. Mamy problem, bo są dwie równorzędne drogi i nie wszyscy kierowcy potrafią ocenić, kto ma pierwszeństwo. Jeśli się zatrzymają na czerwonym świetle, to bez problemu i zagrożenia dla innych pojazdów mogą włączyć się do ruchu. Niestety nie wszyscy respektują te zasady.
W Płocku urządzenie będzie w grudniu testowane, jednocześnie MZD planuje przeprowadzić sondę dotyczącą odbioru tego typu systemu przez mieszkańców. To płocczanie zadecydują, czy następne sygnalizatory będą instalowane na miejskich ulicach w najbardziej niebezpiecznych dla pieszych punktach. Do mundurowych należeć będzie wskazanie miejsc.
Jola Marciniak
jola.marciniak@tp.com.pl

Jak poskromić kierowców nagminnie przekraczających prędkość?
Tomasz Popis, nauczyciel
Moim zdaniem są dwa wyjścia. To łatwiejsze polega na tradycyjnym karaniu mandatami i punktami, co w konsekwencji prowadzi do zabierania prawa jazdy tym, którzy nagminnie łamią przepisy. Ale jest też lepsze wyjście – bardzo wysokie mandaty, przewyższające cenę kursu na prawo jazdy. Taki jest model holenderski i tam wielu kierowców długo będzie się zastanawiać, zanim naciśnie mocniej nogą na pedał gazu.

Grzegorz Zakrzewski, kupiec
Niestety, wstyd się przyznać, ale często sam jeżdżę zbyt szybko i przekraczam dozwoloną prędkość. Wydaje się, że metody dziś stosowane są adekwatne do możliwości kierowców. Płacimy mandaty, liczymy punkty, by nie przekroczyć ich dozwolonej liczby. Pewnie dla tych, którzy stale płacą mandaty i muszą zdawać kolejne egzaminy, dobrze byłoby pomyśleć o zabieraniu prawa jazdy. Dla wielu osób takie rozwiązanie byłoby pewnie odstraszające.

Krystyna Olędrzyńska, poetka, malarka
Nie wiem, jakie teraz płaci się mandaty, bo nie prowadzę samochodu, ale myślę, że najlepiej byłoby zbudować dobre drogi i, co ważne, zadbać o kulturę wśród kierowców. Wtedy nawet jak będą jeździć trochę szybciej, to przynajmniej zwrócą uwagę na znaki drogowe. A już bezwzględnie należy karać pijanych kierowców. Tacy nie powinni nigdy mieć prawa do kierowania pojazdem.

Danuta Faratowska, handlowiec
Jestem zdecydowanie za tym, by karać i to wyższymi niż do tej pory mandatami za zbyt szybką jazdę samochodem. A jeszcze lepszym rozwiązaniem byłyby prace społeczne do odrobienia. Niech pracują na rzecz miasta, naprawią wyrządzone szkody. Może wtedy częściej się zastanowią nad tym, czy warto się spieszyć. Myślę, że szybkimi samochodami jeżdżą ci, którzy mają pieniądze i dla nich takie zapłacenie mandatu albo odkupienie punktów, co ostatnio często się zdarza, to nie jest wielki problem. Zapłacą i zapomną, a potem znów jadą zbyt szybko.

Ryszard Falkowski, aparatowy procesów chemicznych
Przede wszystkim powinny być wyższe mandaty, żeby się tego wystrzegali, bo jak jest parę groszy do zapłacenia, to nie ma żadnej dolegliwości. Ale można też stosować inne metody. Nazywają to chyba śpiącymi policjantami, na których większość kierowców musi zwolnić, często rozstawiona sygnalizacja świetlna i oczywiście więcej fotoradarów na drogach.

Wojciech Jęsiak, adwokat
Właściwie, to nie mam zdania na ten temat, ale podoba mi się rozwiązanie z wielu krajów, gdzie zamiast fotoradaru mierzy się czas przejazdu odcinka. Wtedy wiadomo, czy kierowca zwracał uwagę na przepisy, czy jechał zbyt szybko.    (Jol.)

Zobacz kolejny artykuł

Długi płockich seniorów

Blisko 1,2 tys. starszych osób ma kłopoty ze spłatą zobowiązań Jedną z najważniejszych zasad ludzi …

Jeden komentarz

  1. a ja slyszalem wiele negatywnych opini na temat tego typu urzadzen, szczegolnie w przypadku drog o kilku pasach ruchu. Wkoncu wystarczy ze jeden pojazd przekroczy predkosci i juz kilka albo kilkanascie za nim musi hamowac…