Najnowsze informacje
anal pump

W Płocku czuję się bardzo dobrze

Na 25 zawodników znajdujących się w kadrze piłkarzy nożnych Wisły Płock jest pięciu cudzoziemców. Na ich grę kibice patrzą nieco inaczej, bardziej krytycznie niż na występy choćby wychowanków. Jednym z tych piłkarzy, którzy zbierają dobre recenzje, jest Evidas Zagurskas, pomocnik grający z nr 8 na koszulce, rocznik 1989.
Do Polski przyjechał kilka lat temu z Litwy. Ostatnie kroki w ojczyźnie stawiał w klubie Suduwa Marianpol, skąd wyjechał do Nielby Wągrowiec, a stamtąd trafił do Górnika Łęczna, obecnie Bogdanki. Przed sezonem zawitał do Płocka i dziś można powiedzieć, że jest jednym z wyróżniających się zawodników w drużynie.
Jest jeszcze młodym piłkarzem, ale, jak mówi, zaczynał interesować się tą dyscypliną w wieku 3 lat. – Dzięki tacie poznawałem tajniki piłki nożnej i to dzięki niemu zdecydowałem się poświęcić piłce – opowiada. – Kiedy jeszcze byłem chłopakiem, zadzwonił do mnie kolega i zaproponował, byśmy jechali na trening koszykówki. Wtedy ojciec powiedział, że muszę zdecydować: taka piłka, czy taka, nie chciał się zgodzić, bym próbował czegoś innego. Posłuchałem go i od 15 lat biegam za piłką.
Na pytanie, dlaczego zdecydował się przyjść do Płocka, odpowiada, że swój udział miał tu prezes Dmoszyński, którego poznał podczas wspólnej pracy w Łęcznej. W Bogdance skończył mu się kontrakt, a z Płocka zadzwonili z propozycją. – Nawet się nie zastanawiałem – twierdzi. – Dużo wiedziałem o Wiśle, o historii, a poza tym jestem przekonany, że płocka drużyna będzie walczyć o wyższe cele niż Bogdanka.
Po przyjeździe do Płocka szybko wszedł do zespołu, znalazł swoje miejsce, choć wcześniej znał tylko Ricardinho, który także występował w Bogdance. Został bardzo dobrze przyjęty przez kolegów, świetnie czuł się w klubie. Co prawda niewiele miał czasu, żeby poznać miasto, ale to, co widział, bardzo mu się podoba.
Dlaczego wolał opuścić rodzinę i grać w Polsce? – Tu są zdecydowanie lepsze warunki w klubach, lepsze są stadiony i boiska. Znacznie lepiej kluby są zorganizowane. Podjęcie decyzji o wyjeździe z kraju nie było trudne. Za rodziną nie tęsknię tak bardzo, choć rzadko się widujemy. Już od 13 roku życia mieszkam sam bez rodziców i nigdy nie było to dla mnie problemem. W Płocku zamierzam grać przez najbliższy rok, a co potem, nie wiem. To była moja decyzja, że tylko przez jeden sezon będę reprezentował barwy Wisły. Na pewno jej nie żałuję, tu jest świetna atmosfera na stadionie, znacznie fajniejsza niż w Łęcznej. Na razie nikt nie chwalił mojej gry, ale robię wszystko, by na pochwały zasłużyć.
Po dwóch pierwszych meczach atmosfera w szatni była znakomita, wszyscy się cieszyli, że to dobra droga. Po porażce było zupełnie inaczej. Wiadomo, nikt nie lubi przegrywać, a Evidas należy do tych, którzy bardzo każdą porażkę przeżywają. Jeszcze gorzej jest, jak się traci punkty na własnym stadionie, trudno potem rozmawiać z kibicami. I nie jest ważne w takiej chwili, że ktoś zagrał lepiej, ktoś inny gorzej. Przygnębiona jest cała drużyna, winni są wszyscy.
Evidas na razie nie zaprzyjaźnił się z nikim z drużyny. – Czasami spotykamy się, ale raczej wszyscy, bez podziału. Jest wśród nas wielu nowych i młodych. Myślę, że z takim zespołem można zrobić wszystko. Zawodnicy są zaangażowani, dużo potrafią, chcą pokazać, że można ich nazwać ukształtowanymi piłkarzami. Ale o awansie raczej nie myślimy. Czasem ktoś powie na ten temat żart, ale raczej nie nastawiamy się, że to może nastąpić w tym sezonie. Jeśli jednak będziemy walczyć o awans, to ja na pewno nie zrezygnuję, zrobię wszystko, podobnie jak moi koledzy, by w przyszłym sezonie występować w ekstraklasie. To jednak będzie bardzo trudne, jesteśmy młodym zespołem i cały czas się uczymy.    Jol.

Zobacz kolejny artykuł

Nie odczarowali Poznania

Ostatni raz Wisła zdobyła punkt w Poznaniu w 2002 roku. Tej fatalnej passy nie udało …