Nie tak miał wyglądać początek rundy wiosennej tego sezonu. Jak obiecywał trener piłkarzy nożnych Libor Pala, Wisła powinna szybko opuścić strefę spadkową i walczyć o miejsce w środkowej części tabeli. Tymczasem po dwóch kolejkach (w tym niezwykle emocjonującym meczu z Olimpią Grudziądz) płocczanie dopisali do swojego konta tylko 2 pkt.
W Grudziądzu Nafciarze nacierali na bramkę rywala, ale robili to wyjątkowo nieskutecznie. Dominowali na boisku i wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety, szczęścia wystarczyło im tylko na 20 min. Potem był kwadrans, który całkowicie zmienił sytuację Wisły.
Najpierw w 22 min. Adrian Frańczak, a potem w 24 i 37 min. Maciej Dąbrowski pokonali Borysa Peskovica i ku zaskoczeniu wszystkich płocczanie przegrywali 0:3. Wydawało się, że jest po meczu, a znakomicie dysponowani gospodarze rozbiją Nafciarzy.
Tylko najwierniejsi kibice wierzyli, że to nie koniec. I mieli rację, bo w 41 min. podopieczni trenera Pali zaczęli odrabiać straty. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Ricardinho, który strzałem z 11 m posłał piłkę do siatki, nie dając szans bramkarzowi Olimpii.
Po przerwie płocczanie nadal atakowali, ale nieskutecznie. Co prawda „bramka wisiała w powietrzu”, nie chciała jednak wpaść do siatki. W 82 min., po nieprzepisowym zagraniu obrońcy Olimpii, nie pierwszym w tym meczu, został sfaulowany Kamil Biliński, a sędzia pokazał na jedenastkę. Rzut karny na bramkę zamienił Ariel Jakubowski.
W 84 min. – po kolejnej akcji na polu karnym Olimpii – Wisła, nogami Bilińskiego, po raz trzeci i ostatni w tym spotkaniu skierowała piłkę do siatki. Wynik nie zmienił się do końca spotkania, choć gospodarze grali w poważnym osłabieniu. Boisko musiało opuścić dwóch piłkarzy, którzy dostali po dwie żółte kartki. W sumie sędzia pokazał zawodnikom z Grudziądza aż 9 kartek.
Komentarze