Zespół rezerw Orlen Wisły Płock po kiepskim sezonie opuścił szeregi I ligi piłki ręcznej. – Mieliśmy świadomość, że może tak się stać – skomentował ten fakt trener Bogdan Janiszewski, który wraz z Michałem Skórskim prowadził drugi zespół. – Można się było tego spodziewać. Co prawda postawa chłopaków pod koniec sezonu oddaliła trochę tę wizję, wygraliśmy kilka spotkań, ale w końcu i tak musimy pogodzić się z faktem, że będziemy grać w II lidze.
Przypomnijmy sytuację sprzed roku. Przed rozpoczęciem sezonu 2011/2012 wielu zawodników z drugiej drużyny zostało wypożyczonych do klubów ekstraklasy i I ligi. W ekipie Wisły nie było dla nich miejsca, a szefowie klubu wychodzili z założenia, że nie można zamykać im drogi do sukcesów.
W ten sposób szeregi płockiego klubu opuścili między innymi: Kamil Mokrzki, Tomasz Klinger, Piotr Masłowski, Adrian Konczewski; zaś do zespołu doszli młodzi zawodnicy, juniorzy, bez doświadczenia, którzy są dopiero na progu swojej kariery, a ich największymi sukcesami były medale zdobyte w mistrzostwach w młodszych kategoriach wiekowych.
Płocka drużyna została więc zmieniona i odmłodzona, a przez to osłabiona. Chłopcy, głównie 17-letni musieli wziąć na swoje barki ciężar gry w I lidze, gdzie rywalizowali o punkty z zespołami, których zawodnicy byli u szczytu kariery lub ją kończyli. Trudno się dziwić, że nie radzili sobie z przeciwnikami i przegrywali mecz za meczem.
Od pewnego momentu zawodnicy drugiego zespołu zaczęli wygrywać spotkania. Przez krótką chwilę wydawało się, że zdołają utrzymać się na zapleczu ekstraklasy, ale to się nie udało. W efekcie zespół spadł do II ligi i prawdopodobnie od nowego sezonu będzie walczył o powrót w szeregi I-ligowców. Trudno powiedzieć, jaki wpływ ta sytuacja będzie miała na niektórych zawodników, ale już wiadomo, że w tym składzie, w jakim występowali, raczej się nie spotkają.
Młodzi wychowankowie klubu nie mają większych szans na znalezienie miejsca w pierwszej drużynie. Łatwiej dostać się tam z II ligi, jak to było choćby w przypadku Grzegorza Gomółki, który wzmocnił płocką ekipę, przychodząc z łódzkiego ChKS-u; lub z ligi duńskiej, jak to miało miejsce w przypadku Kennetha Olsena. Jedynym piłkarzem zespołu rezerw Orlen Wisły Płock, który znalazł się w pierwszej drużynie, jest Kamil Syprzak, ale ostatnio częściej grał on w kadrze narodowej niż w zespole Wisły. Pozostali musieli szukać swojej szansy w innych klubach.
Szefowie SPR Wisła Płock zdecydowali, że muszą budować klub na miarę rozgrywek europejskich, dlatego szukają zawodników grających w ligach zagranicznych. W ten sposób drzwi do drużyny zostały przed większością polskich zawodników zamknięte. Niektórzy z nich zrobili w sezonie ogromne postępy, stali się podstawowymi piłkarzami swoich zespołów, ale i tak najprawdopodobniej nie znajdą uznania u trenera Larsa Walthera.
W ten sposób druga drużyna, o ile nadal będzie istnieć, bo na razie decyzje nie zostały podjęte, w nowym sezonie występować będzie w II lidze. Trener Janiszewski nie chce demonizować spadku swojej drużyny. – Powodem opuszczenia szeregów I ligi był nie tylko brak doświadczenia, ale suma rozwoju fizjologicznego. Zawodnicy fizyczne niemożliwości próbowali nadrobić młodzieńczą sprawnością, charakterem i walką. Niestety nadmiar zaszkodził, choćby Michałowi Obiale, którego to zaangażowanie kosztowało kontuzję.
Na pytanie, co dalej, trener Janiszewski odpowiada. – Będziemy trenować do końca kwietnia. W zajęciach uczestniczą zawodnicy z drugiej drużyny, także młodsi piłkarze, których cały czas obserwujemy. Do startu w Mistrzostwach Europy w Turcji przygotowują się z nami także młodzieżowcy z kadry: Kacper Adamski, Adrian Wojkowski i Paweł Paczkowski, którzy muszą być gotowi do gry w reprezentacji. Zawodnicy będą trenować do sezonu w różnych cyklach, niektórzy indywidualnie. Potem dostaną trochę przerwy, by wrócić do zajęć po regeneracji i wypoczynku.
Kolejny sezon najprawdopodobniej spędzą w II lidze, ale trener uważa, że takie doświadczenie też im się przyda. Są młodzi i każda gra, każdy mecz to kolejny krok naprzód w ich karierze. A dodatkowo co roku dochodzą młodsi i trzeba mocno się starać, by pozostać w podstawowym składzie.
Spadek do II ligi jest dla kibiców drużyny uważany za porażkę, tymczasem SPR Wisła Płock to jedyny klub w Polsce, który posiada drugi zespół. – Żadna inna ekipa nie ma zaplecza – zapewnia Janiszewski.
– Tylko u nas jest grupa młodzieżowa, wynika z tego, że tylko my chcemy, żeby więcej zawodników trenowało. Przez ostatnie trzy lata nie dba się o młodzież, a oczekuje, że kolejne roczniki będą zasilały kadrę. Na tę grupę wiekową, która jest bezpośrednim zapleczem dla seniorów, powinno się zupełnie inaczej patrzeć. A proszę mi pokazać inne zespoły, które mają w swoich szeregach wychowanków. Większość z nich gdzieś się błąka po niższych ligach, albo łatają nimi dziury w składzie. Teraz drużyny budowane są przede wszystkim dla krótkiego wyniku, a nie dla przyszłości piłki ręcznej w Polsce.
Jako przykład zupełnie innego traktowania młodzieży szkoleniowiec stawia naszych zachodnich sąsiadów, gdzie młodzi zawodnicy są darzeni szczególną estymą. Wystarczy popatrzeć na kadrę narodową i średnią wieku piłkarzy w Niemczech i w Polsce. Ten problem za chwilę okaże się bardzo ważny, bo po nieudanym starcie w turnieju kwalifikacyjnym na igrzyska olimpijskie w Londynie kolejni piłkarze deklarują odejście z kadry. Kto zajmie ich miejsce?
Trener kadry Bogdan Wenta chyba się tym nie przejmuje, sprowadzając do prowadzonego przez siebie klubu zawodników z zagranicy, którzy wypierają polskich piłkarzy. W Kielcach także nie ma zespołu wychowanków, których należałoby wprowadzać do zespołu seniorów. Na dodatek polityka Związku Piłki Ręcznej w Polsce jest prowadzona tak, jakby młodzi piłkarze nie byli potrzebni. Ten temat na pewno powróci, bo za kilka tygodni trzeba będzie zebrać reprezentację narodową na mecz kwalifikacyjny do Mistrzostw Świata. A to nie będzie łatwe. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze