Piłkarze ręczni zainaugurowali długo oczekiwane rozgrywki superligi. Na pierwszy mecz z niecierpliwością czekali kibice Nafciarzy. Przed spotkaniem trener Lars Walther cieszył się, że wreszcie wszystko zatrybiło. – Wcześniej widać było światełko w tunelu, teraz widzimy światło – powiedział.
Trener Walther ma bardzo długą ławkę rezerwowych. Do Olsztyna wyjechało 16 zawodników, a kilku, także nieźle dysponowanych, zostało w Płocku. Szkoleniowiec Warmii Aleksander Malinowski nie miał takiego luksusu. Być może właśnie z tego powodu jego piłkarze w końcówce oddali pole gry Nafciarzom.
Wisła powinna ten mecz wygrać bez problemu, a jednak przez większą jego część goniła wynik. Gospodarze nie przestraszyli się ani nowych w drużynie Słoweńców, ani siedzącego na ławce Larsa Madsena, który ostatecznie nawet nie wyszedł na parkiet. Zagrali bez tremy i okazało się, że choć zaczęli rozgrywki w osłabionym składzie, to mogą walczyć jak równy z równym ze wzmocnioną ekipą brązowych medalistów.
Płocczanie przeważali na boisku, ale tylko momentami. Jak już grali, to „czapki z głów”. Niestety, takie przebłyski zdarzały się rzadko, stanowczo za rzadko. Miejmy nadzieję, że zespół w dalszej część rozgrywek będzie grał tak, jak lubią kibice i nie będzie popełniał błędów, za które trzeba się wstydzić. A było ich stanowczo za dużo, jak na zespół, który chce wejść do finału play-off.
W drużynie gospodarzy, która zagrała niezłe spotkanie, ale w końcówce opadła z sił, bardzo dobrze radził sobie Sebastian Rumniak. Cieszy fakt, że zawodnik, który w Płocku nic już nie mógł z siebie wykrzesać, będzie miał okazję gdzie indziej robić karierę.
Trudno oceniać występ poszczególnych piłkarzy Wisły. Wiadomo, pierwsze spotkanie jeszcze nie daje całkowitego obrazu. Swoje przemyślenia kibice będą mogli zweryfikować w najbliższą niedzielę, 12 września. Spotkanie z beniaminkiem, Stalą Mielec, z powodu transmisji telewizyjnej, rozpocznie się o nietypowej godzinie, 14.45.
Komentarze