Najnowsze informacje

Nowe wyzwanie

Po dwóch latach spędzonych w Płocku, nie wypełniwszy kontraktu, z drużyną piłki ręcznej Orlen Wisły rozstaje się kołowy Maciej Gębala. Zawodnik pod koniec sezonu musiał przejść operację, teraz jest w trakcie rehabilitacji. Jest mało prawdopodobne, że będzie gotowy do wznowienia treningów od początku okresu przygotowawczego w nowym klubie.
Jego nowym klubem będzie DHfK Leipzig, w którym trenerem jest Michael Biegler, były selekcjoner reprezentacji Polski, który dał Maćkowi szansę debiutu w reprezentacji narodowej. W Lipsku starszy z braci Gębala spotka się z Andrzejem Rojewskim i Maximilianem Janke, których zna z okresu gry w Magdeburgu.
Maciek bardzo ceni sobie dwuletni pobyt w Płocku. – Miasto, klub, kibiców będę wspominał bardzo dobrze, dużo tu się nauczyłem, jestem wdzięczny za wiele szans na granie. Nie tylko za mecze w krajowej lidze, ale także w Lidze Mistrzów oraz czas, który mi poświęcali trenerzy. Często zostawaliśmy po treningach, pracowaliśmy dodatkowo i myślę, że właśnie to sprawiło, że dziś jestem znacznie pewniejszy siebie. Nie da się też ukryć, jak wiele znaczyła Liga Mistrzów i możliwość grania przeciwko najlepszym na świecie piłkarzom. Bo jak się widzi zawodnika przed sobą i nie wierzy, że można z nim wygrać, to się na pewno nie wygra. Ale gdy się wierzy, to można się przekonać, że jest szansa na wygranie, nawet z Karabaticem. Walczyłem, a myślę, że momentami wyglądało to naprawdę bardzo dobrze – powiedział Maciek Gębala po pożegnaniu z klubem.
Zdecydował się na powrót do Bundesligi – wcześniej od 2013 do 2016 był zawodnikiem SC Magdeburg – bo uważa niemiecką ligę za najsilniejszą. – Niemieckie zespoły grają najbardziej fizyczną piłkę ręczną, dokładnie taką, jaką lubię. Tam nikt się nie patyczkuje, tylko walczy o każdy centymetr parkietu. Podobnie grają też choćby PSG i Veszprem. Wiadomo, że w pojedynkach z nimi kości trzeszczą. Biorąc pod uwagę moją pozycję na boisku, to są dwa rodzaje drużyn, których zawodnicy siłą walczą o pozycję i mniej agresywne – zdradza tajemnice Gębala.
Patrząc z trybun nie zawsze widać, jak zawodnicy walczą o miejsce na parkiecie. Zapytaliśmy Maćka, jak to wygląda w praktyce. – Niektórzy szczypią, wbijają palce w ciało. Jak cała obrona chodzi mocno, to można wszystko zrobić i nigdy nie widać choćby uderzenia w żebra, ściskania, wkładania palców w różne części ciała, mocnych odepchnięć, także uderzeń w miejsca, które naprawdę bolą, a wyglądają jak zwykły faul – wyjaśnia.
Były zawodnik Orlen Wisły zapewnia, że takiej walki na parkiecie trenerzy nie uczą: – Taka gra musi wynikać z natury zawodnika, bo na pewno trenerzy do niej nie zachęcają, nie jest to elementem zajęć. Nigdy nie słyszałem, żeby jakikolwiek szkoleniowiec powiedział „Idź i uderz”. Czasem są podteksty, że można na parkiecie zrobić coś więcej, ale nigdy nie bezpośrednio. Albo zawodnik to zrozumie i zrobi, albo nie. Ale na pewno na treningach się takiej gry nie będzie uczył. Wiem, że są tacy, co potrafią złamać palce w ferworze walki. Ja jestem przeciwnikiem takich zachowań, żeby robić komuś krzywdę, nie o to chodzi w sporcie. Twarda gra, a gra nie fair, to są zupełnie dwie różne gry.
Patrząc na pojedynki piłki ręcznej widać wyraźnie, że w tej dyscyplinie odnajduje się sporo brutali, zwłaszcza grających na kole. – Najgorsze jest to, gdy zawodnik nie skupia się na tym, co jest tak naprawdę ważne w grze obronnej. Często przez to, że ktoś za mocno myśli tylko o tym, by bić kołowego, ma ręce opuszczone, a wtedy rozgrywający może go uderzyć nawet niechcący. To mija się z celem – zapewnia.

Jola Marciniak
fot. D. Ossowski

Zobacz kolejny artykuł

Otwarty Turniej Karate Kyokushin

W sobotę 16 czerwca 2018 w Szkole Podstawowej nr 23 w Płocku odbył się Otwarty …