Reklama

Klub zarządzany przez kibiców?

05/05/2010 12:16
Piłkarze nożni Wisły Płock robią co mogą, by utrzymać się w I lidze. Wiele wskazuje na to, że zadanie wykonają i w następnym sezonie będą nadal występować na zapleczu ekstraklasy. To będzie ogromne osiągnięcie, biorąc pod uwagę to wszystko, co działo się w ostatnim roku, ale utrzymanie się szybko powinno zejść na drugi plan. Najważniejsza powinna być odpowiedź na pytanie, co dalej?
Przypomnijmy fakty. Od 1 lipca PKN Orlen nie będzie już finansował drużyny piłki nożnej. Zanim umowa z kombinatem zostanie podpisana, Ratusz rozdzielił obie sekcje i powołał spółkę córkę Wisły Płock SA, która najprawdopodobniej będzie nosiła nazwę SPR Wisła Płock.
Rozdzielenie sekcji jest jednocześnie odsunięciem piłkarzy nożnych od pieniędzy z Orlenu. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że sekcja straci około 3 mln zł, a praktycznie więcej, bo przecież nikt nie pilnował dokładnie budżetu, jeśli pieniądze szły na dwie sekcje, na ludzi je obsługujących, na utrzymanie obiektu i liczne opłaty, które trzeba było regulować.
Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że do kasy klubu nie wpływają pieniądze od Vectry, która negocjuje lub ma zamiar negocjować umowę z Wisłą. Trudno się temu dziwić. Miały być wyniki, miały być sukcesy, o płockim klubie miało być głośno w tym pozytywnym znaczeniu. Tymczasem wszyscy doskonale wiedzą, że nie jest. Wyniki są fatalne i nawet jeśli zespół utrzyma się w I lidze, to powstaje pytanie, na jak długo?
Wynika z tego jasno, że obok 3 mln zł z Orlenu, Wisła, przynajmniej na razie, pozbawiona jest także 2 mln zł z Vectry. A tu trzeba byłoby pomyśleć o wzmocnieniach, by klub w nowym sezonie nie miał podobnych problemów, jak ma teraz. Skąd wziąć na to pieniądze? Do tej pory wieści o nowych sponsorach były tylko medialnymi plotkami, nikt nie puka do drzwi Wisły, by „utopić” w jej budżecie miliony złotych.
Jest jeszcze jeden fakt, który dla całej sprawy nie może pozostać obojętny. Na jesieni tego roku będą miały miejsce wybory samorządowe. Polacy będą wybierać nie tylko radnych, ale także prezydentów i burmistrzów. Dotyczy to oczywiście także Płocka.
Co prawda na razie nie słychać, że prezydent Mirosław Milewski będzie kandydował na trzecią kadencję, ale pewnie nie wyklucza takiej możliwości. Co więc zrobić, by pozyskać kilka tysięcy głosów od płocczan, by pokazać, że wyborcy mają coś do powiedzenia w mieście? Oddać im sekcję piłki nożnej.
Tak się składa, że w ostatnim czasie kibice do spółki z kilkoma radnymi opozycji udowadniali na różnych forach, że doskonale wiedzą, jak poprawić sytuację w Wiśle. Wiedzą, co złego dzieje się w sportowej spółce i jak temu zaradzić. Doskonale znają się na piłce, lepiej od innych znają możliwości wszystkich piłkarzy, wiedzą, jak powinien pracować marketing, jak pozyskiwać sponsorów i wprowadzić drużynę do ekstraklasy.
Co zatem należy zrobić? Tak szybko, jak to jest możliwe, rozpocząć rozmowy z prezesem Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Wisła Płock Jackiem Kruszewskim, który zresztą nigdy nie ukrywał, że marzy mu się posada prezesa klubu. Oddać mu władzę nad spółką i pozwolić wprowadzić w życie te wszystkie zmiany, jakich oczekuje od obecnych władz klubu. A potem czekać na efekty, najlepiej szybko, jeszcze przed wyborami.
Co da takie rozwiązanie? Przede wszystkim spokojną kampanię prezydencką i prawdopodobnie tysiące głosów kibiców piłki nożnej. Bo przecież spełni się ich marzenie, przejmą klub z drużyną i to oni będą mogli decydować o dalszym losie zespołu, o kandydacie na trenera i o wzmocnieniach, o wydawaniu pieniędzy, o pracy marketingu. Przyciągną na trybuny kolejne tysiące płocczan i w przyszłym sezonie awansują do ekstraklasy.
Na dodatek nikt nie będzie organizował debat, nie będzie wyciągał nierealnych do wykonania planów, nie będzie zwoływał nadzwyczajnych sesji, gdzie prezydenta będzie się przedstawiać jako nieudolnego właściciela klubu. Nikt nie będzie pytał o kwalifikacje prezesa, jakie ma wykształcenie, doświadczenie i jakimi do tej pory spółkami sportowymi zarządzał.
Zgodnie z oczekiwaniami kibiców, którzy szybko chcą efektów, już za kilka miesięcy będzie wiadomo, czy można, czy się nie da. Jeśli drużyna zacznie wygrywać, a działania kibiców przyniosą znakomite rezultaty, wtedy „chapeau bas”. Będzie to tylko potwierdzenie, że decyzja o powołaniu na prezesa klubu szefa Stowarzyszenia była wizjonerska. Jeśli nie, wiadomo. Od tej pory kibice już nigdy nie będą mogli nic złego powiedzieć o właścicielu klubu, który przecież dał im szansę na pokazanie, jak to się robi.
Pomysł jest zatem prosty, a ileż może przynieść rozwiązań. Na dodatek prezydent załatwia sobie mnóstwo spraw – poparcie kibiców, zakończenie wszelkich sporów z nimi i, co przecież nie jest bez znaczenia, głosy kibiców przy urnach.
Warto zaryzykować? Na pewno warto, więcej można zyskać, a stracić jedynie to, co i tak pewnie stoi na straconej pozycji. W końcu przecież żaden kibic w tym mieście, łącznie z niżej podpisaną, nie wyobraża sobie, że za rok Wisła będzie w II lidze, a potem będzie walczyć, by się w niej utrzymać.
Marzy nam się Wisła w ekstraklasie, z sukcesami, o której mówi się w ogólnopolskich mediach, która walczy w europejskich pucharach. Przecież tak już było. Teoretycznie wiemy, jak to się robi, co więc szkodzi, by ten sukces powtórzyć, by wrócić na salony.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości