Najnowsze informacje
anal pump
fot. Marta Kunavar

W plenerze są inne kolory

Trzeba uważać, żeby rozpędzając się za kościołem w Słupnie nie przejechać skrętu w prawo. Droga biegnąca równolegle do szosy warszawskiej sama doprowadzi nas do uroczego młyna, a paleta z numerem 8 na płocie oznajmi, że tutaj mieszkają artyści.
Jeszcze kilkanaście lat temu młyn nie przypominał miejsca, które dzisiaj jest domem, pracownią oraz małą galerią Doroty Goleniewskiej-Szelągowskiej i Eugeniusza Szelągowskiego. Para malarzy zdecydowała, że przywróci podupadającemu budynkowi dawną świetność i przystosuje do nowych funkcji. Tam, gdzie było to możliwe, zachowali oryginalne elementy wnętrza poddając je pieczołowitej renowacji. Najpierw powstał wysoki salon z kuchnią i częścią przeznaczoną do pracy. Potem nieużywany strych został zaadaptowany na galerię, w której prezentowane są obrazy gospodarzy, ujęte w ramy starych belek stropowych. Schody, również z drewna, choć doskonale pasują, są wykonane współcześnie, a jedne z drzwi odświeżył witraż zrobiony przez artystów. Wiraży jest w domu więcej, bo to dziedzina sztuki, która dołączyła do ich zainteresowań. Największy zrealizowany przez twórców projekt to rozeta w kościele św. Rodziny w Mławie. Zaprojektowali i wykonali także wnętrze kaplicy szpitalnej na Winiarach, gdzie witraże są proste i skromne, ale wrażenie robią obrazy – stacje Drogi Krzyżowej i główny tryptyk w ołtarzu przedstawiający Chrystusa pomiędzy dwoma aniołami.
Zamiłowanie właścicieli młyna do starych pięknych przedmiotów widać na każdym kroku. Obok drzwi do salonu stoi odnowiona szafa, której pani Dorota niedawno dodała do towarzystwa malwy. Gdy gospodarze zapraszają na filiżankę kawy z ciastem, siadamy przy stylowym stole. Rzut oka na ścianę i natychmiast można dostrzec obrazy w nietuzinkowych ramach. Część z nich właściciele uratowali z targów staroci albo wyszukali w Internecie i ponownie wykorzystali do oprawienia swoich prac.
– Bierzemy się za ramy do obrazów Eugeniusza przygotowywanych na wystawę – mówi Dorota. – A ramy są bardzo ważne. Źle dobrane mogą zabić obraz, dobrze – ożywić. Zauważyłam, że wystarczy niuans – coś gdzieś wetrzeć i całość odżywa. Mimo że ma doświadczenie, okazuje się, że rama, którą zrobiła, bardziej pasuje do zupełnie innej pracy.
– Wiele osób kupuje obrazy bez ramy. Idą do szklarza, przymierzają jakąś złotą i tak zostawiają. A czasem w ogóle kupują bez przymierzenia. Ramę zawsze trzeba przyłożyć do obrazu – radzi Eugeniusz.

Ule, łąki, mury

Nieoczywistego, ukrytego piękna artyści szukają nie tylko w przedmiotach codziennego użytku. Zamiłowanie do wszystkiego, na czym czas odcisnął swoje piętno, odbija się też w ich twórczości. Obrazy Szelągowskich zamieszkują stare domy, kamienne mury, przydrożne kapliczki.


Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

Szkoły w powiecie płockim. Zapraszają na dni otwarte

Zwiedzanie pracowni lekcyjnych, konkursy, występy i inne atrakcje, a przede wszystkim możliwość rozmowy z dyrekcją, …