Stachura na dwie gitary

Sted (Edward Stachura) uczył go pływać i grać na gitarze. Zabrał na zimową wędrówkę po Bieszczadach, mówił, co ma czytać i zachęcał do pisania. Wreszcie, już po debiucie Jerzego Stachury w Radarze, powstała słynna piosenka dla Juniora i jego gitary. – Życzę każdemu, by chociaż raz spotkał na swojej drodze takiego człowieka, jakim był Edward Stachura. Taki człowiek może sprawić, że nawet jedna chwila, jeden dzień, godzina potrafi zmienić drugiego człowieka, sprawić, że to życie może być piękniejsze – mówił podczas koncertu w Płocku bratanek Edwarda Stachury.
W wypełnionym po brzegi patio Muzeum Mazowieckiego słuchaliśmy wierszy- piosenek Edwarda Stachury w wykonaniu Jerzego i Krzysztofa Stachurów. Ten pierwszy od urodzenia mieszkający w Gdyni na Grabówku, autor kilkunastu tomików wierszy, laureat „Czerwonej Róży”, też kompozytor i malarz, od lat koncertuje po Polsce z piosenkami Steda. W najnowszym projekcie „Dokąd idziesz? Do słońca!” towarzyszy mu syn Krzysztof (gitara elektryczna). Obaj wystąpili solo i w duecie.
Wśród publiczności znalazły się osoby, które miały szczęście być na pierwszym i jedynym spotkaniu autorskim ze Stachurą w grudniu 1972 roku w Płocku. W Domu Broniewskiego zaczął swój wieczór od „Ballady dla Potęgowej”. A chociaż i gitara, i głos na początku odmawiały posłuszeństwa, gość oczarował publiczność. Tym samym utworem rozpoczął swój recital w Muzeum Mazowieckim Jerzy Stachura. Osadzona w realiach biograficznych rodziny ballada (rzecz dzieje się gdzieś „gdzie nas powiedzie skrajem dróg zygzakowaty życia los”) być może zapoczątkowała późniejszą modę na „małe ojczyzny”. Do rangi sztuki w tej piosence urosły proste codzienne zajęcia ciotki pisarza z Białych Kujaw, a Potęgowa stała się metaforą drogi życia.
Jerzy Stachura przypomniał najpopularniejsze piosenki swojego „nauczyciela i mistrza”: „Gdy odeszła pod chmurami”, „Walc nad Missisipi”, „Zabraknie ci psa”, „Bójka w L.” – w samo południe na nieparyskim bruku, „Czy warto”. Zabrzmiała też bardzo osobista „Ballada dla Juniora i jego gitary”. Wzruszeni słuchaliśmy też wyjątkowego prywatnego dekalogu Steda „Człowiek człowiekowi”, w którym przestrzegał: nie daj się zgnębić, spętlić, zgłuszyć, ale… „z bliźnim się możesz zabliźnić”.
Ostatni utwór „Piosenka dla piosenki” napisał Stachura po wypadku w Bednarach. – Potrącony przez lokomotywę stracił cztery palce prawej ręki – opowiadał Jerzy Stachura. – Chciał mnie jej nauczyć, gdy odwiedzałem go na Łazieńcu. „Jak mam grać?” – zapytałem. „Lewą ręką czy kciukiem?”. Usłyszałem: „graj jak chcesz”. Refren finałowej „Piosenki, której nie można przestać spiewać” zaśpiewali wszyscy słuchacze koncertu. Gospodarz spotkania, dyrektor MM Leonard Sobieraj, przypomniał, że piosenki Stachury były popularne wśród warszawskich studentów. Krążyły w różnych kopiach, przepisywane ręcznie. – Stachura śpiewał całym sobą. To trzeba było widzieć. On śpiewając, sam stawał się piosenką. I jeżli ktoś nagle zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi, to tak jakby było święto. To było wielkie święto poezji śpiewanej – podsumował Jerzy Stachura.

Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

Przed premierą „Szalonych nożyczek”

– Ta sztuka jest w Księdze Rekordów Guinnessa, zaraz za „Pułapką na myszy” Agathy Christie. …