Najnowsze informacje
anal pump

Premiera w Teatrze Dramatycznym

Spod lekko uniesionej kurtyny widać buty. Trampki mijają się ze szpilkami, czerwień z bielą i czernią. Ot zwykła ulica w każdym miejscu na świecie. Trochę jak w piosence: „jestem tylko przechodniem na tle wybranego miasta, (…) w tym a nie innym miejscu w tej chwili albo za chwilę, u zbiegu ulic czy w przejściu, gdzie będę albo już byłem. Kiedy kurtyna pójdzie w górę i ucichnie odgłos kroków, właściciele butów zasiądą przy kawiarnianych stolikach. Trzeba uważnie słuchać ich rozmów. Tekst Ionesco tego wymaga. Autor żonglując nurtami filozoficznymi, absurdem, dowodami, które są w stanie wytłumaczyć wszystko, pokazuje, jak łatwo ulegamy ideologiom, modom i mitom.
Najnowsza propozycja teatru płockiego to rzadko grany dramat Eugene’a Ionesco Nosorożec. Choć swoją premierę miał w 1959 roku, w płockiej inscenizacji nie stracił na aktualności. Nosorożyzm – niezależnie czy pod tym terminem ukryjemy faszyzm, czy nową epidemię zdjęć typu selfie, wydarza się tam, gdzie żyją ludzie, a więc wszędzie. Instynkt stadny popycha nas za innymi, a wybór postawy konformistycznej zwalnia z odpowiedzialności.
W takim otoczeniu funkcjonuje Bérenger (Marek Walczak). Nie jest ani tak wykształcony jak zawodowy logik, ani tak błyskotliwy jak prawnik. Trochę za dużo pije i nie czyni należytych starań, by upodobnić się choćby w ubiorze do kolegów. Sprawia wrażenie, że świat skupiony w kawiarni niewiele go obchodzi, a życie uwiera i męczy. Sens widzi tylko w miłości. Może też w sztuce? W każdym razie do teatru mógłby pójść. Marek Walczak przydał swojej postaci nieco liryzmu i romantycznego spojrzenia na świat. Jego bohater nie jest monolitem: boi się, traci nadzieję, rozpacza i gniewa. Dobrze podanym tekstem trzyma w napięciu uwagę widza.
Kiedy pojawiają się pierwsze oznaki obecności nosorożców (podłoga w kawiarni trzęsie się i słychać galop), nie wybucha panika. Dalej trwa leniwe niedzielne przedpołudnie. Niektórzy widzieli nosorożca na własne oczy, inni przeczytają o niezwykłym wydarzeniu w prasie. Skąd w miasteczku nosorożec (a może dwa: afrykański i azjatycki, z jednym lub z dwoma rogami)? Uciekł z ogrodu zoologicznego – mówi Bérenger. Ale u nas nie ma zoo – odpowiada mu Jan (Piotr Bała). To może zjawił się z cyrkiem lub przyszedł z okolicznych lasów. To także niemożliwe. Rada zabroniła trupom cyrkowym wstępu do miasta, a lasów też już nie ma. Wiadomo, że nosorożec jest groźny i gruboskórny. Zabił kota Paniusi (Barbara Misiun), zniszczył schody do biur (korporacji). Trzeba schodzić mu z drogi, by nie zostać zadeptanym.
Na początku ludzie się buntują. Bunt przybiera cywilizowaną formę manifestacji. Nie będzie nosorożec tratował naszych kotów! – krzyczą. Ochoczy protest nie trwa długo. Kiedy osoba na stanowisku, kierownik Motylny (Marek Mokrowiecki) wybiera życie nosorożca, jego pracownicy czują się usprawiedliwieni i dołączają do stada. Nawet były nauczyciel (Henryk Jóźwiak), który ma jasno określony system wartości, ulega przemianie. Nawet logik (Jacek Mąka) zostaje nosorożcem w słomkowym kapeluszu. Skoro da się przekonać świat, że pies jest kotem, a nosorożec afrykański jest nosorożcem azjatyckim i vice versa, to nie istnieje prawda absolutna. Każdy ma swoją. Jeśli sam nie wie, w co wierzy, pójdzie za tłumem.
Reżyser Marek Mokrowiecki konsekwentnie prowadzi akcję sceniczną. Nie nadużywa środków teatralnych. Sceny zbiorowe przeplata z kameralnymi, światło z mrokiem, gwar z ciszą. Muzyka nie przeszkadza tekstowi. Scenografia (jasne krzesła ze stolikami) jest surowa, spójna z inscenizacją, której punkt ciężkości wyznacza słowo. Być albo nie być nosorożcem? Z takim pytaniem pozostawia widzów przedstawienie. Bérenger woli jednak bycie człowiekiem.
Lena Szatkowska

Zobacz kolejny artykuł

VII Festiwal Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych

Publiczność z audiodeskrypcją Kilkanaście filmów polskich, trzy zagraniczne, spotkania z gwiazdami kina, spektakl teatralny, recitale …