Najnowsze informacje

Przed premierą „Szalonych nożyczek”

– Ta sztuka jest w Księdze Rekordów Guinnessa, zaraz za „Pułapką na myszy” Agathy Christie. Wyjątkowo nie napisał jej ani Amerykanin, ani Anglik, tylko Niemiec, który był fachowcem od radia, autorem słuchowisk i audycji. Zdecydowałem się na nią, bo lubię bawić się komedią i to umiem robić najlepiej. Nie przerabiam sztuk szlachetnych na jeszcze bardziej szlachetne, tylko realizuję je w swoim stylu – wyjaśniał reżyser Stefan Friedmann. Na konferencji prasowej opowiedział o przygotowaniach do styczniowej premiery „Szalonych nożyczek” w Teatrze im. Jerzego Szaniawskiego.
Sztuka Paula Pörtnera powstała w 1963 roku i od tej pory nie schodzi z afisza. W 1997 trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłużej grana w Ameryce. Została przetłumaczona na kilkanaście języków (w Polsce przez Elżbietę Woźniak), zdobyła nagrodę Charliego Chaplina i America’s Raven Award dla utworu z wątkiem kryminalnym. – Spektakl jest niezwykły, bo publiczność ma wpływ na to, jak będzie się rozwijał. Wszędzie, gdzie jest grany, cieszy się wielkim powodzeniem – powiedział dyrektor Marek Mokrowiecki.
Akcja toczy się w modnym salonie fryzjerskim. Nad nim mieszka pianistka, która pewnego dnia ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Kto przyczynił się do jej śmierci? Może ktoś z rodziny, a może sam mistrz grzebienia? Znalezienie winnego jest zadaniem dla publiczności. – To ona decyduje o zakończeniu. Wybiera sprawcę, a my aktorzy staramy się udowodnić, że ma rację i wybrała właściwie. Przebieg tego przedstawienia będzie za każdym razem inny – mówił Stefan Friedmann. W obsadzie zobaczymy: Sylwię Krawiec, Łukasza Mąkę, Piotra Bałę, Hankę Chojnacką-Gościniak, Mariusza Pogonowskiego. Sam Friedmann zagra handlarza antykami. W scenografii przygotowanej przez Jacka Marię Hohensee, tak jak i w warstwie tekstowej, pojawią się akcenty płockie, m.in. kopia pochodzącego ze zbiorów Muzeum Mazowieckiego obrazu „Wiosna” Axentowicza czy miejscowe gazety. – Pomysł na scenografię miał autor sztuki, zaznaczając, że powinna nawiązywać do miejsca, w którym się ją gra. Staliśmy przed dylematem, czy kupić nowe sprzęty do salonu, czy wypożyczyć. Oryginalne fotele, suszarki, stanowisko do mycia są z najwyższej półki. To jest tak dobry sprzęt, że będzie nam długo służył – opowiadał scenograf.
Friedmann, który od wielu sezonów przygotowuje dla płockich widzów noworoczne farsy, podkreślał, że dzięki kolegom aktorom realia płockie zostały dobrze odwzorowane. – Ja też lubię to miasto. Bardzo przywiązałem się zwłaszcza do Wisły Płock, która wygrywa z Legią – żartował. Aktorzy zaczynają grać jeszcze przed rozpoczęciem sztuki i nie opuszczają sceny także w trakcie przerwy. A jeśli nawet ktoś z widzów postanowi wyjść, salon wciąż jest pełen podejrzanych. W trakcie spektaklu publiczność będzie mogła zadawać pytania, dyskutować, weźmie udział w policyjnym śledztwie, znajdzie winnego. Ważną rolę w przedstawieniu pełni muzyka. – Starałem się, żeby warstwa muzyczna też była interesująca. Bez muzyki nie ma sztuki, więc zawsze długo wybieram muzykę na finał i na początek. Lubię wprowadzić widza i aktorów w fajny nastrój. Wtedy lepiej się gra. Można powiedzieć, że jest to też trochę muzyczny spektakl – przekonywał Friedmann. Premiera odbędzie się 6 stycznia. Pierwszy nieoficjalny pokaz miał miejsce w sylwestrowy wieczór.

(lesz)

Zobacz kolejny artykuł

Muzyczne fascynacje

Franciszek Olkowski jest kolekcjonerem szczęśliwym. Zbiera wszystko, co go interesuje i co mu się podoba. …