Najnowsze informacje

Prapremiera „Myszy Natalii Mooshaber” w Płocku

Czy można na język teatru przełożyć 400 stron powieści? Reżyser Marek Mokrowiecki wybierając prozę Ladislava Fuksa powraca do ulubionej literatury czeskiej i próbuje podzielić się z widzem swoją fascynacją wieloznacznym tekstem. Prapremiera „Myszy Natalii Mooshaber” to kolejna w jego biografii propozycja teatru autorskiego. Udana adaptacja ambitnego tytułu stanowi niezbędny kontrapunkt dla fars i bajek. Znamienne, że płocka scena imienia Szaniawskiego będzie świętować Dzień Teatru Publicznego właśnie tym spektaklem. Bilet za 300 groszy jest doskonałą okazją do spróbowania trudniejszego repertuaru.
„Myszy Natalii Mooshaber” powstawały długo. Pierwsze przymiarki do tekstu reżyser uczynił już przed laty, myśląc o swojej profesor z PWST Ryszardzie Hanin. Potem zrealizował w Płocku jeszcze kilka „czeskich” przedstawień, łącznie z „Procesem”, chyba najbliższym klimatowi „Myszy…”. Nową Natalię zobaczył w Hannie Zientarze i jej powierzył ciężar spektaklu. Marian Fiszer odpowiada za scenografię i kostiumy, które wraz z reżyserią tworzą zgraną całość.
Mokrowiecki przeczytał wielowątkową powieść Fuksa jak metaforę losu jednostki. Tytułową bohaterkę, z pozoru nieinteresującą i nudną, autor uczynił kluczową postacią. Natalia żyje w państwie rządzonym przez despotę Albina Rappelschlunda, gdzie rewolucjoniści są wyrywani z korzeniami. Podejrzane jednostki już w wieku dziecięcym trafiają do Opieki, która straszy „krymi…”. Nie ma przyjaciół. Trudne relacje z córką i synem, wizyty na cmentarzu i w Opiece, rozmowy z Dozorczynią składają się na jej „prawdziwy” świat. Wydaje się, że Natalia chce pozostać neutralna. Nie zagłębia się w niuanse otaczającej rzeczywistości, nie sprawia problemów, ale mimo to outsiderkę z wyboru (albo z konieczności) co jakiś czas odwiedza policja, pytając o samopoczucie.
Kim tak naprawdę jest tajemnicza Natalia, która powtarza okrutną kołysankę „Był sobie król, był sobie paź i była też królewna…”? Może ukrywa przeszłość, którą wyparła świadomie lub nie, ucząc się na nowo swojej społecznej roli? Muzyka w spektaklu pomaga budować dramaturgię, podkreślając momenty groteskowe lub w wielu scenach – grozę i niepokój.
Hanna Zientara-Mokrowiecka nie schodzi ze sceny. Zbudowała ciekawą postać. Uwypuklając nieporadność Natalii, puszcza oko do widza. Bo tak naprawdę nie jesteśmy pewni, z kim mamy do czynienia. Nie wiedzą tego również otaczający ją ludzie (Pani Linpeck – Barbara Misiun, Joachim Landl – Marek Walczak, Zepheus Smirsch – Henryk Jóźwiak, Felsach – Łukasz Mąka). Wszyscy czekamy, czy się odsłoni. I tylko Mary Capricorna (Magdalena Bogdan) domyśla się prawdy.
A kiedy w finale podjedzie „złota karoca”, zobaczymy tragiczną, pogodzoną z losem kobietę. Odprowadzi ją, tak jak w „Procesie”, narrator (Marek Mokrowiecki). W rytmie muzyki Nino Roty na scenę powraca tłum.
A tytułowe myszy? Tym realnym winy zostają wybaczone. Zwycięża humanizm.
Na kolejne spektakle „Myszy Natalii Mooshaber” teatr zaprasza 13 i 15 maja.

Lena Szatkowska
fot. Waldemar Lewandowski

Zobacz kolejny artykuł

54. rocznica osiedlenia Romów w Płocku

Do 20 maja w kamienicy przy Tumskiej czynna będzie wystawa „Tradycja, zwyczaje i historia polskich …