Najnowsze informacje
anal pump

Płockie ścieżki Stachury

Przeszedłszy po moście w Płocku z prawego na lewy brzeg Wisły, skręciłem na północ zachód. Minąłem stocznię rzeczną i szedłem dalej, żeby spełniło się to, co napisane, i to, co napisane zostanie. Naganiałem do siebie poezję wzrokiem, słuchem, powonieniem, smakiem (gryząc trawę, żując żywicę, liżąc kamyki), dotykiem i tym szóstym zmysłem i tym siódmym. Zmysłami więc i duchem – pisał w opowieści „Wszystko jest poezja”. Nadrzeczne miasta i niewielkie położone wokół Wisły miejscowości, spotkania z ludźmi, przypadkowe rozmowy wraz z twórczością Edwarda Stachury weszły do literackiego kanonu. Na mapie pisarskich wędrówek poety obok Torunia, Nieszawy, Warszawy, Ciechocinka czy Annopola jest również Płock, który odwiedził kilkakrotnie.
Pierwszy raz Stachura przyjechał do Płocka 12 grudnia 1972 roku. Odnotował tę wizytę w dziennikach, których rękopis znajduje się w Muzeum Literatury w Warszawie. Otworzył zainicjowany przeze mnie cykl spotkań z pisarzami w Klubie Nauczyciela mieszczącym się w Domu Broniewskiego. List z zaproszeniem skierowałam na adres Związku Literatów Polskich. Odpowiedź przyszła w listopadzie. Autor zaproponował trzy terminy grudniowe. „Jeden z tych dni” – napisał, podając adres zwrotny na poste restante Warszawa 5, ulica Miodowa 1. Na kopertę nalepił znaczek z Broniewskim. Po kolejnej wymianie korespondencji umówiliśmy się na 12 grudnia. Zasugerowałam też, żeby wziął gitarę i zaśpiewał swoje piosenki. „Gitara oczywiście będzie ze mną lub ja z nią. Ustalimy to między sobą. Łączę serdeczne pozdrowienia” – odpisał. Stachura był już znanym pisarzem, autorem m.in. zbioru opowiadań „Jeden dzień” i powieści „Siekierezada”. Jego twórczość wydała mi się już wtedy fascynująca, nowa, oryginalna.
Spotkać mogliśmy się nawet wcześniej, podczas moich studiów na polonistyce w Toruniu. Wiedziałam, że bywa w domu siostry mojej koleżanki. Razem wybierałyśmy się na Maj Poetycki, gdzie występował razem z Ryszardem Milczewskim-Bruno. Zabrakło czasu. Nie poszłyśmy. Przygotowywałam się do obrony pracy magisterskiej. Po niespodziewanej śmierci Edwarda Csató, musiałam znaleźć innego promotora. Znajomym Stachury był też poeta Wojciech Roszewski, który prowadził z nami ćwiczenia z filozofii.
Gdy umówionego dnia Stachura przyjechał do Płocka, stanęła przede mną żywa fotografia bohatera „Całej jaskrawości”. Ubrany chyba w granatową kurtkę, dżinsy, górskie buty, z torbą listonoszką na ramieniu i zamotanym na szyi szalikiem, uważnie patrzył bardzo niebieskimi oczami. Wydał mi się poważny, starszy, może smutny. Stremowana wyciągnęłam zaczytany egzemplarz „Siekierezady” i poprosiłam o autograf. Starannie przekreślił widniejące na karcie tytułowej swoje imię i nazwisko. Dopisał „Sted” i poprosił, żeby tak się do niego zwracać. Cały wpis opatrzył niewielkimi kwiatkami. W ten sposób zaliczył mnie do grona swoich przyjaciół.
Na sali w Domu Broniewskiego z widokiem na dąb zasiadła raczej kameralna publiczność: kilka polonistek, trochę uczniów, trochę seniorów. Przyszły jeszcze moje koleżanki, które przekonałam, że to naprawdę wyjątkowy pisarz. Bardzo chciałam, żeby ten wieczór się udał. Najpierw zaproponowałam, żeby Stachura coś o sobie opowiedział. Szło mu nie najlepiej, robił pauzy, zacinał się. Podobnie było ze śpiewaniem. „Balladę do Potęgowej” zaczynał kilkakrotnie. W końcu się zmobilizował. Nawiązał kontakt ze słuchaczami, rozmawiał nawet o Broniewskim.
Po spotkaniu zaprosiłam Stachurę do mieszkających przy Kolegialnej Teresy i Tadeusza Kalaszczyńskich. Sama wynajmowałam wtedy pokój z pięknym białym piecem przy ulicy Sienkiewicza. Zabrakło czasu, by przygotować kolację. Gospodarze bardzo starali się mile przyjąć artystę. Gość zjadł, grzecznie podziękował i nieoczekiwanie wstał od stołu, nie tłumacząc, dlaczego przerywa wizytę. Nie pozostało mi nic innego, jak wyjść razem z nim. Może po prostu poczuł się zmęczony.
Z początkiem roku (4 stycznia) dostałam kartkę z widokiem Annopola i Wisłą, wysłaną z Poznania. Była odpowiedzią na mój list. Pisał m. in.: „Dzięki za list i za niech cię strzegą. Dzięki. To się może bardzo przydać. Najlepszego nowego roku i kilkudziesięciu następnych. Słusznie się bałaś. Było marnie. Krucho w skroniach a na sercu ciężarnie i tak dalej. Ale teraz jest znowu fantastycznie”.
Kolejny raz Stachura przyjechał do Płocka w maju 1973 roku z dziennikarzem Ryszardem Wójcikiem.

Zobacz kolejny artykuł

Sztuka mody, sztuka reklamy

Płockie Muzeum Mazowieckie z sukcesem buduje kolekcję art déco. Zbiory cieszą się zainteresowaniem nie tylko …