Najnowsze informacje
anal pump

Onkocelebryta ksiądz Jan

Ktoś nam może podać rękę i wszystko zmienić

– Nie możemy dać więcej umierającej osobie niż bliskość, czułość, dobroć. Jeśli ktoś jest dla ciebie ważny, robisz wszystko, by go zatrzymać – mówiła Joanna Podsadecka, autorka wywiadu i książki o księdzu Janie Kaczkowskim podczas spotkania z czytelnikami w płockiej Książnicy. Zmarły w 2016 roku ksiądz jest bohaterem „Sztuki czułości”, która w październiku ukazała się na półkach księgarskich.
– Kiedy jeszcze się nie znaliśmy, usłyszałam go w telewizji. Ksiądz, który żyje z glejakiem mózgu, dużo mówi o opiece hospicyjnej, uwiarygodniał to swoim życiem, swoim doświadczeniem człowieka chorego. Pokazywał, że słowa i czyny idą razem – opowiadała Joanna Podsadecka. Na żywo spotkali się w Centrum Kultury Japońskiej w Krakowie. Potem rozpoczęli pracę nad książką „Grunt pod nogami”. Joanna Podsadecka opracowywała publikację zawierającą tzw. żebracze kazania ks. Jana wygłaszane w różnych kościołach w Polsce, z prośbą o wsparcie puckiego hospicjum. Ona głośno czytała tekst, ksiądz Kaczkowski autoryzował. Widział słabo. Miał kilka operacji wzroku w dzieciństwie. – Przyjechałam do Pucka. Wtedy pierwszy raz byłam w jego hospicjum i zrozumiałam, na czym polega fenomen tego miejsca, skąd te nagrody, spektakularne przemiany. Tam miłość wisi w powietrzu, wszyscy się ze sobą przyjaźnią. Jedną noc przesiedziałam z personelem w dyżurce. Nigdy nie zauważyłam zniecierpliwienia, że ktoś się musi do kogoś podnieść. Jan był wymagającym szefem. Nie mieszał porządku zawodowego i prywatnego. Chciał mieć krystaliczny, uczciwy zespół ludzi. Dzisiaj pracownicy mierzą się z jego legendą. Bardzo chcą, żeby był z nich dumny.
Ksiądz Jan nigdy nie wyłączał telefonu. Swoje powołanie traktował jako służbę. Głosił kazania, wyjeżdżał, ale hospicjum, bycie z umierającymi traktował jako najważniejszy obowiązek. – Jan pochylający się nad łóżkami chorych ludzi to obraz, który zawsze będę pamiętać. On nie udawał, był sobą. Dbał o komfort odchodzących ludzi. Oswoił przestrzeń publiczną z tematem śmierci i umierania, uczył, jak rozmawiać z tymi, którzy odchodzą. – Ludzie się boją towarzyszenia, odchodzenia. On to traktował jako coś oczywistego. Więc dlaczego o tym nie rozmawiać? Nagle dostrzegliśmy, że wszyscy będą kiedyś na takim etapie, nasz los jest powtarzalny. On sobie zdawał sprawę z tego, że to część życia.
Kolejną książką, nad którą wspólnie pracowali, była „Dasz radę”. – Wymyśliliśmy sobie, że to będzie rozmowa Jana i moja, a wartością dodaną będą pytania internautów, które mu przysyłali na specjalną skrzynkę – opowiadała Joanna Podsadecka. – Pytań było potwornie dużo. Ksiądz odpowiadał, ja dokonywałam selekcji. Na te najbardziej palące, najtrudniejsze kwestie odpisywaliśmy prywatnie. Każdego dnia był słabszy, ale chciał pomagać ludziom. Miał lepsze i gorsze dni. Zdawał sobie sprawę, że to jest jego ostatnia książka. Jak sam przyznawał, choroba wyzwoliła go z wielu obaw. Przestał się bać rzeczy głupich, nieistotnych. Odważnie mówił to, co sądził, co nie wszystkim się podobało. Ale bardzo chciał być zapamiętany jako ksiądz katolicki. Nikt nie wierzył, że w dwa lata zbuduje hospicjum. A jednak mu się udało. – Jan trafia do czytelników z bardzo różnych środowisk, tak jak ks. Tischner. Sam pochodził z rodziny niezwiązanej z Kościołem. Kiedy wybrał seminarium, wszystkich zadziwił. Każdy dzień traktował jak przygodę. Żył bardzo intensywnie. Dzień z nim był jak miesiąc. Cieszył się z każdej chwili. Fenomen księdza Jana, o czym mówią ludzie na spotkaniach i w listach, pomógł wielu osobom dojrzeć do podejmowana trudnych decyzji.
Joanna Podsadecka niedawno wydała jeszcze jedną książkę, która w pewien sposób domyka dzieło ks. Kaczkowskiego. Jest w niej m.in. opowieść o ostatniej podróży do Australii, którą ks. Jan odbył przed śmiercią. Historie Marka i Basi dowodzą, że w każdym momencie nasze życie, nawet pełne dramatów, może zmienić się na lepsze. – Po śmierci ks. Jana zarzekałam się, że juz żadnej książki nie napiszę. O tym, co się wydarzyło w Australii, rozmawialiśmy niewiele. Jan bardzo się cieszył, że zebrał dużo pieniędzy na hospicjum. Dopiero kiedy poznałam Basię, okazało się, jak bardzo spotkanie z ks. Janem wpłynęło na jej życie. Gdy ktoś poda nam rękę, w jednym momencie może się wszystko zmienić. Ta cywilizacja przecenia rozum, ale serce ma większą moc oddziaływania. Cieszę się, że ta książka powstała i spełnia swoje zadanie. Ludzie wciąż nie zapominają o księdzu Janie i robią dużo dobrego – podsumowała autorka.
Spotkanie prowadziła Renata Kraszewska. Odbyło się w ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej i projektu Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, oddział w Płocku „Tak dla historii. Tak dla przyszłości” dofinansowanego ze środków ministra kultury i dziedzictwa narodowego. (lesz)

 

Zobacz kolejny artykuł

Anna Seniuk promuje nową książkę

– Moje życie zaczęło się wtedy, kiedy przeskoczyliśmy z Jankiem Nowickim Sukiennice. Dostaliśmy angaż do …