Najnowsze informacje
anal pump

Zły przykład

Gość Niedzielny” szeroko komentuje kuriozalny proces, jaki toczy się aktualnie w Norwegii, a którego ofiarą padła polska lekarka rodzinna w małym, 11-tysięcznym miasteczku o nazwie Notodden. Powołując się na swoje katolickie poglądy i klauzulę sumienia, odmówiła zakładania pacjentkom domacicznych wkładek wczesnoporonnych. Została za to zwolniona z pracy w zawodzie lekarza rodzinnego i skierowana na przekwalifikowanie się, na przykład na szewca. Paradoks sytuacji polega na tym, że gdyby odmówiła wykonywania tych samych czynności z powodu braku umiejętności, a nie z powodu wyznawanych zasad moralnych, zachowałaby pracę. Bardzo zresztą mało jest w Norwegii lekarzy rodzinnych, którzy opanowali te pozostające w sprzeczności z ich katolickimi lub protestanckimi poglądami umiejętności, ale sprytnie nie przyznają się, że ma to coś wspólnego z wyznawaną przez nich religią. Natomiast dzielna, ale mało sprytna Polka otwarcie przyznała, że źródłem jej sprzeciwu nie jest brak umiejętności, tylko poglądy etyczne. No i straciła pracę. Wygląda to na jakiś kiepski żart, ale żartem wcale nie jest. Taki świat już puka do naszych drzwi. Tam na Zachodzie ludzie, aby nie stracić pracy, muszą ukrywać swoje poglądy. Czy ten cały Eurokołchoz nie przypomina nam zbyt dobrze czegoś dobrze znajomego?
My w naszej zaściankowej, prowincjonalnej Polsce, którą z taką lubością raz za razem pouczają zachodni dygnitarze (czasami słusznie, czasami nie!), nie mamy jeszcze tak monstrualnych problemów. Mamy za to „dobrą zmianę”, a w jej ramach nowe wzorce, jak się zachować na drodze. No bo oto samochody z ministrem obrony narodowej spowodowały dosyć poważny wypadek drogowy koło Torunia. A dlaczego? Ano dlatego, jak donoszą świadkowie, ponieważ jechały z nieprawdopodobną prędkością. A z jaką, przepraszam, prędkością miały jechać samochody rządowe? Czy aby z taką, jaka została przewidziana dla szarych zjadaczy chleba? No, ja bardzo przepraszam, ale jaki to by był śmiech, bardzo proszę sobie to wyobrazić, gdyby samochody, dajmy na to, z panem ministrem, albo z jakimś innym paniskiem, jechały z przepisaną prędkością na przykład w terenie zabudowanym. Toż to ludzie by się pokładali ze śmiechu. Rozumiał to na pewno pan minister, dlatego nakazał kierowcy naciskać na pedał, żeby honor władzy jakoś uratować. No i skończyło się, jak się skończyło.
Będą teraz mieli niemały problem nasi dzielni policjanci, bo przykład idzie przecież z góry. I jak tu wytłumaczyć przeciętnemu amatorowi czterech kółek, że prędkość należy dostosować do warunków panujących na drodze, kiedy nie robi tego nawet minister obrony narodowej. Gdyby tam jeszcze jakiś minister podrzędnego resortu, ale tu sam obrońca naszego bezpieczeństwa spowodował wypadek drogowy, czyniąc ludziom w mieniu i w zdrowiu spore szkody. No niby nie on sam, bo za kółkiem siedział oczywiście jakiś zaufany kierowca, ale wiadomo, kto w takich okolicznościach wydaje polecenia. Zły zatem przykład idzie z góry. Nie zdziwię się, że młodzież po tych wydarzeniach straci zapał i do uczciwego studiowania medycyny, skoro tak się traktuje lekarzy w tej stawianej nam za wzór wszelkich cnót Europie, jak i do uczciwego i rzetelnego przestrzegania przepisów o ruchu drogowym w naszym zaściankowym kraju, kiedy tych nie przestrzegają nawet ludzie władzy, tytułujący się przy tym najszlachetniejszymi przymiotnikami „prawych i sprawiedliwych”. Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Jerzy Ogonowski

W „najbardziej, choć coraz mniej, opiniotwórczym dzienniku w kraju” przeczytałem ostatnio, iż w wyniku wprowadzenia …