Najnowsze informacje

Wielkie zmiany [FELIETON]

Jak wiadomo, trwa reforma edukacji. Żadna to nowina, bo w ciągu dwóch ostatnich dekad nie było takiego momentu, żeby aktualnie nie miała miejsca jakaś reforma edukacji. Najpierw było przestawianie szkół z przekazywania wiedzy na umiejętności, potem dwa stopnie szkolne trzeba było zamienić na trzy, po drodze kilka razy poprawiano maturę, a do jej sprawdzania powołano „obiektywne” zewnętrzne komisje, naprodukowano przy tym nowoczesnych podręczników, wprowadzono i zlikwidowano „prezentację” maturalną, czyli taką wypowiedź, którą uczeń „subiektywnie” przygotował w domu i przychodził ją wygłosić przed „obiektywną” komisją, a wynik szedł na świadectwo maturalne. Wszystkie te wielkie zmiany były oczywiście po to, aby podnieść „poziom nauczania”. Zamiar piękny i słuszny, tylko dziwnie na to wszystko reagowały wyższe uczelnie, skarżąc się, że otrzymują coraz słabszych i coraz gorzej przygotowanych do studiowania uczniów, tak czasem słabych, że bez zajęć wyrównawczych nie dało się zacząć wykładów. Na te wszystkie skargi i lamenty władza odpowiadała kolejną reformą i wszystko zaczynało się od nowa.
A jak będzie teraz, kiedy już „dobra zmiana” zainstaluje się w szkołach? Jak cudownie będzie, każdy może się dowiedzieć, czytając „nową podstawę programową” do 4-letniego liceum i 5-letniego technikum, którą dopiero co podpisała pani minister. Z pewnością cieszy powrót nauczania z podziałem na tradycyjne przedmioty bez marnowania czasu na jakieś „hisy” i „przyrody”. Ciekawe, komu się poszczęści i będzie mógł się uczyć filozofii i etyki. Miejmy nadzieję, że nie tylko ateistom, jak obecnie. Cele kształcenia są oczywiście bardzo wzniosłe. Już w pierwszym punkcie „załącznika 1” (344 strony w pdf-ie!) zadekretowano, że w szkołach będzie tylko „wiedza uporządkowana i systematyczna”. Daj Boże, żeby ktoś napisał dobre podręczniki, w których taką „uporządkowaną i systematyczną” wiedzę uczeń znajdzie i będzie potem mógł ją wielokrotnie, kiedy tylko zechce, powtórzyć.
Priorytetem będzie też, jak zawsze, myślenie, oczywiście samodzielne, ale nie tylko, bo będzie jeszcze „krytyczne, logiczne, analityczne, syntetyczne, komputacyjne, przyczynowo-skutkowe”, oczywiście „kreatywne, abstrakcyjne, percepcyjne”, a nawet „pojęciowe”. Jak się myślenie nie znudzi, to będzie też pisanie, obowiązkowo „twórcze”, o innym nawet mówić nie wypada. Będzie też „formułowanie samodzielnych i przemyślanych sądów”, i to „w procesie dialogu we wspólnocie dociekającej” (jak to brzmi!, chyba chodzi o pracę w grupach). Jakby tego było mało, to będzie jeszcze „czytanie”, nawet „rozwijanie osobistych zainteresowań ucznia”, a „zdolności krytycznego i logicznego myślenia zostaną połączone z „umiejętnościami wyobrażeniowo-twórczymi”. Jestem pod wrażeniem, mam nadzieję, że wszystkie te cuda ujrzę jeszcze za mojego życia. Dlaczego mam wątpliwości? Bo oto dowiaduję się, że na „nowym” egzaminie po ósmej klasie pojawi się „rozprawka z fragmentem tekstu”. Co to znaczy? To znaczy, że władza, mimo tych szumnych deklaracji, nie wierzy w ucznia. Nie wierzy w to, że będąc oczytanym i zdolnym do myślenia, mógłby pięknie pisać, nie podpierając się ściągawką, którą władza mu na siłę wciska i która siłą rzeczy zredukuje jego „twórczość” do „odtwórczości” (z tą plagą mierzą się obecnie egzaminatorzy na maturze). A w nowej szkole nawyk odtwarzania będzie wdrażany jeszcze wcześniej. To zrujnuje ten system. Dziwne, że eksperci „dobrej zmiany” o tym nie wiedzą.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Renomowane wydawnictwo [FELIETON]

Może Państwo słyszeli o aferze w jednej z gdańskich szkół, o której było głośno w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.